To był całkiem przyjemny poranek. Yaxleyówna nieco ubolewała nad tym, że muszą z Roisem wyleźć z łóżka, bo wczorajszy dzień był całkiem miłą odmianą w ich ostatniej codzienności. Byli na randce, prawdziwej randce, w sumie chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło im się zaliczyć podobnego dnia. Zachowywali się jak typowa para, która miała mieć wobec siebie jakieś poważne zamiary, co było całkiem zabawne, zważając na to, że zdawali sobie sprawę z tego, że to nie powinno mieć miejsca. Może zakończenie dnia nie należało do szczególnie przyjemnych - pojawił się ten pajac, który przerwał im w dość nieodpowiednim momencie, kiedy znajdowali się już tak blisko drzwi mieszkania Ambroisa gotowi się w sobie zatracić. Nie, żeby tego nie zrobili, tyle, że wcześniej doszło do dość nieprzyjemnej konfrontacji, o której zdecydowanie wolałaby zapomnieć. Miała uraz do jego brata, chociaż właściwie nie powinna reagować, aż tak drastycznie. Tyle, że nie była w najlepszej formie, nie zamierzała się zresztą nikomu tłumaczyć ze swojego zachowania, ani podejmowanych przez siebie decyzji. Miała to w dupie, a przynajmniej takie sprawiała pozory, bo to, co działo się w jej głowie było zupełnie inną sprawą.
Poruszyła z Roisem i Corio temat widm. Miała to szczęście, że znalazła się w odpowiednim miejscu i czasie i widziała ten krąg, którego te dziwne stworzenia nie mógły przekroczyć. Wiedziała, że nie może być bierna, dlatego też poruszyła ten temat podczas wizyty u wspólnego przyjaciela. Widma były sporym niebezpieczeństwem, przejęły Knieję Godryka, a do tego zaczynały wychodzić poza nią, o czym zresztą dowiedziała się od Isaaca, bo wysłał jej przecież zdjęcie tej istoty. Ufała Bagshotowi, skoro Cornelius wsponiał o tym, że posiadają oni myśloodsiewnię, to stwierdziła, że najlepszą opcją, aby ustalić runy, które znajdowały się w kromlechu, w którym spędziła noc w towarzystwie dziesiątek widm (i przeżyła!) będzie odwiedzenie przyjaciela. Miała świadomość, że i Corio i Ambroise podeszli do tego tematu sceptycznie, jak widać jednak nic sobie z tego nie zrobiła, bo naprawdę ufała Bagshotowi. Właśnie dlatego napisała do niego list i zapytała, czy mogą się pojawić w jego sklepie, w sumie to chyba nie wspominała o tym, że nie będzie sama... ale tym zacznie martwić się później.
Ku jej niezadowoleniu na miejscu miał się pojawić również i Fenwick, bo ponoć znał się na runach. Nie, żeby negowała jego umiejętności, ale słabo go znała, musiała więc tutaj zaufać ocenia Corneliusa i Ambroisa, którzy twierdzili, że jest on osobą, która ich nie wystawi. Nie, żeby było jej to w smak, ale co innego miała zrobić? Chodziło przede wszystkim o to, by ustalić, co to za runy widziała tej nocy, gdy znajdowała się w Kniei, runy, dzięki którym widma jej nie zniszczyły. Może to mógł być ratunek dla osób, które mieszkały w rodzinie Godryka. Była gotowa się poświęcić, nawet współpracując z kimś, za kim nie przepadała.
Jako, że nie udało im się teleportować do Kniei, bo nie była w stanie zabrać tam ze sobą tylu osób (wiedziała, że zawiodła), to musieli znaleźć inną metodę na ustalenie tego, co właściwie widziała. Wyciągnięcie jej wspomnień było chyba najbardziej proste do zrealizowania, nie musieli się przejmować tym, że wylądują w złym miejscu, a widma ich zeżrą, w sumie to wysuszą i wyssają z nich całą energię życiową. To było zdecydowanie mniej niebezpieczną metodą na ustalenie tego, dlaczego nie mogły przekroczyć one granicy tego kręgu, w którym się znalazła.
Po całkiem miłym poranku, który spędziła w ramionach swojego chłopaka w końcu udali się do Doliny Godryka, gdzie mieścił się sklep rodziny Isaaca.
Teleportowali się tutaj razem, chwilę przed czasem. Najchętniej pokonałaby ten dystans na miotle, ale wiedziała, że Ambroise po kontuzji nie przepadał za lataniem, więc dostosowała się do niego. Zresztą, dzięki temu mogli znaleźć się tutaj szybciej, a mieli też inne sprawy do załatwienia później, więc było to najlepszą opcją.
Isaac był jej przyjacielem. To się nie zmieniło mimo tego, że wyjechał z Wielkiej Brytanii. Utrzymywali ze sobą kontakt listowny, który dawał namiastkę tego, co mieli w Hogwarcie. Byli razem na roku, w szkolnych czasach byli ze sobą naprawdę blisko, może nie powinna mu aż tak ufać z racji na to, że ich drogi się rozeszły, jednak czuła, że nie pozwoliłby na to, żeby to odwróciło się przeciwko niej. Sporo ryzykowała, musiała im pokazać swoje wspomnienia, które uzyskała, jako animag, a mało kto wiedział, że w ogóle posiadała takie umiejętności, w tym wypadku musiała zaufać też Rookwoodowi.
- Tylko bądź miły Roise, on chce nam pomóc. - Mruknęła jeszcze cicho nim weszli do środka, ściskając mocniej dłoń swojego mężczyzny.
W końcu przekroczyli próg sklepu, który z pozoru niczym się nie wyróżniał. Yaxleyówna, gdy znalazła się w środku zaczęła szukać wzrokiem znajomej twarzy. Niestety najpierw dostrzegła Rookwooda. - Fenwick. - Rzuciła krótko, po czym zaczęła rozglądać się dalej, wtedy dostrzegła przy biurku swojego przyjaciela. Od razu się rozpromieniła, szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy. - Isaac, świetnie wyglądasz. - Pociągnęła Ambroisa za sobą w stronę mężczyzny. Wpatrywała się w Bagshota dłuższą chwilę, próbując zrozumieć, co się w nim zmieniło, dotarło do niej to ten wąs! - Widzę zmianę w aparycji mój drogi. - Odparła z uśmiechem wpatrując się w swojego przyjaciela.
- Mam nadzieję, że Ci nie przeszkadzamy... - Niby nie powinni, bo przecież byli umówieni, ale wolała się upewnić.