08.03.2025, 05:38 ✶
- Strasznie dziwna z was rodzina, skoro wybrali na najbardziej poważnego Niewymownego - pokręcił głową z lekkim, prześmiewczym niedowierzaniem czającym się w kącikach ust, jakby to był jeden z lepszych żartów który usłyszał w tym tygodniu, gdyby to tylko nie brzmiało to tak absurdalnie. - Z doświadczenia bowiem wiem, że Niewymowni, nawet jeśli dziwaczni, to absolutnie poważni nie są - nawet nie w przybliżeniu tak, jak właśnie wypowiadane przez niego słowa. Oczywiście, mówił tutaj przede wszystkim o Gregorym, który był szefem wszystkich Niewymownych, ale też całym szeregu innych Bulstrode'ów, którzy na przestrzeni lat zadomowili się właśnie w Departamencie Tajemnic. Osobiście Atreus był pewien, że na ich piętrze nie było już ani jednej normalnej i nieoszalałej od tych wszystkich zagadek osoby. Bo trzeba było być odrobinkę szalonym, żeby chcieć całe dnie spędzać w ich piwnicach i pochylać się... nad wszystkim. Wiedzieć, że któregoś razu można tak zwyczajnie zniknąć, albo utknąć w jakimś magicznym świństwie, jak na przykład ta dziwna anomalia czasowa, którą im zainstalowali w Departamencie Prawa.
Morpheus, oprócz tego że musiał mieć coś nie tego pod czaszką, biorąc pod uwagę jego zawód, to w sumie nie wyglądał mu na aż takiego dziwaka. Ale może dlatego, że posiadał jakieś charakterystyczne dla jasnowidzów zmęczenie, jakby ciężar przyszłości nigdy ich nie opuścił, od momentu kiedy pierwszy raz ją zobaczyli.
- Jak dla mnie, to używa go cały czas - wzruszył ramionami, nawet niespecjalnie zastanawiając się nad tym, na ile faktycznie jego siostra posługuje się swoim darem. Ważne, że to robiła do celów podstępnych. - Ale nie dla wielkich przepowiedni, a dla intencji. Zgaduję, że przydaje się jej to w pracy - i w obchodzeniu z nieznośnymi braćmi. Mógł narzekać, ale w sumie nie raz jej przeczucia ułatwiły mu życie. Powiedzenie jednak tego na głos nie wchodziło absolutnie w grę.
- W sumie to chyba powinienem pytać o to ciebie? Ale dobrze wiedzieć, że wuj nie tylko milczy wobec rodziny. A swoja drogą też, byłem pewien że Brenna już dawno powiedziała rodzinie wszelkie ciekawe rzeczy, w końcu tak często jej się buzia nie zamyka od tego gadania - uśmiechnął się z pewną przekorą, opierając się wygodniej na swoim krześle. - No więc, jedni mówią że możemy umrzeć, inni że to najlepsze co nam się w życiu przydarzyło. Zdania są podzielone. Wszystko sprowadza się do tego, że rozwiązanie czeka nas w Samhain, kiedy granica między światami jest najcieńsza. Ja się natomiast zastanawiam, czy żeby w ogóle zrobić cokolwiek, nie będziemy musieli odtworzyć warunków, które panowały na Beltane, a dokładniej rzeczy ujmując chodzi mi o kamienie, które poplecznicy Voldemorta rozmieścili dookoła ogniska. Jeśli to one pozwoliło wzmocnić magię na tyle, żeby wcisnąć się do limbo i to jest nam potrzebne, żeby zrobić cokolwiek z tą energią, którą w sobie mamy... to jesteśmy w dupie.
Morpheus, oprócz tego że musiał mieć coś nie tego pod czaszką, biorąc pod uwagę jego zawód, to w sumie nie wyglądał mu na aż takiego dziwaka. Ale może dlatego, że posiadał jakieś charakterystyczne dla jasnowidzów zmęczenie, jakby ciężar przyszłości nigdy ich nie opuścił, od momentu kiedy pierwszy raz ją zobaczyli.
- Jak dla mnie, to używa go cały czas - wzruszył ramionami, nawet niespecjalnie zastanawiając się nad tym, na ile faktycznie jego siostra posługuje się swoim darem. Ważne, że to robiła do celów podstępnych. - Ale nie dla wielkich przepowiedni, a dla intencji. Zgaduję, że przydaje się jej to w pracy - i w obchodzeniu z nieznośnymi braćmi. Mógł narzekać, ale w sumie nie raz jej przeczucia ułatwiły mu życie. Powiedzenie jednak tego na głos nie wchodziło absolutnie w grę.
- W sumie to chyba powinienem pytać o to ciebie? Ale dobrze wiedzieć, że wuj nie tylko milczy wobec rodziny. A swoja drogą też, byłem pewien że Brenna już dawno powiedziała rodzinie wszelkie ciekawe rzeczy, w końcu tak często jej się buzia nie zamyka od tego gadania - uśmiechnął się z pewną przekorą, opierając się wygodniej na swoim krześle. - No więc, jedni mówią że możemy umrzeć, inni że to najlepsze co nam się w życiu przydarzyło. Zdania są podzielone. Wszystko sprowadza się do tego, że rozwiązanie czeka nas w Samhain, kiedy granica między światami jest najcieńsza. Ja się natomiast zastanawiam, czy żeby w ogóle zrobić cokolwiek, nie będziemy musieli odtworzyć warunków, które panowały na Beltane, a dokładniej rzeczy ujmując chodzi mi o kamienie, które poplecznicy Voldemorta rozmieścili dookoła ogniska. Jeśli to one pozwoliło wzmocnić magię na tyle, żeby wcisnąć się do limbo i to jest nam potrzebne, żeby zrobić cokolwiek z tą energią, którą w sobie mamy... to jesteśmy w dupie.