08.03.2025, 05:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2025, 04:56 przez Atreus Bulstrode.)
Nigdy mu nie przeszkadzała neutralność, którą prezentowali niektórzy ludzie. Ba, była ona raczej czymś, do czego łaskawie mogli się uciec wszyscy, którym szeroko pojęta tradycja czystokrwistych rodów nie odpowiadała. Co innego pewnego rodzaju uwielbienie czy nawet zaciekawienie, kiedy komuś przychodziło mówić o mugolach. Atreus nigdy nie zamierzał wyciągać różdżki przeciwko mugolom, bo zwyczajnie uważał ich za kogoś, kto nie jest wart uwagi. Mugolaki natomiast były przejawem niezwykłego szczęścia, jakie się im przytrafiło, ale powinny wiedzieć że nie są u siebie. Wkraczały do mugolskiego świata, gdzie obowiązywały pewne zasady i wywrócenie ich do góry nogami nie miało przesadnego sensu. Znowu jednak, po co na takiego wyciągać różdżkę. Kiedy jednak czystokrwiści czarodzieje próbowali mieszać się z mugolakami, coś się w nim jeżyło. Nie był to raczej przejaw faktycznego rasizmu, co klasistowskie ciągoty. Bogato, dobrze urodzeni nie powinni mieszać się z biedotą. Byli z różnych światów i zaburzali cały porządek rzeczy, będąc zawsze o krok w tył jeśli chodziło o zrozumienie tradycji i kultury. Kiedy ktoś z czystokrwiście urodzonych, zaczynał natomiast chwalebnie wypowiadać się o mugolakach, albo zapraszać ich na swoje wesele, cóż to już było skrajnie niebezpieczne i głupie. Ciężko było przeoczyć mugolacki cyrk, który bawił gości w ogrodach i przewracanie się w grobach to było minimum, co teraz robili wszyscy przodkowie Blacka.
W sumie to Atreus wcale by się nie zdziwił, gdyby te wszystkie duchy aktywnie rzucały w tym momencie klątwę na cały swój ród, a przynajmniej robiłyby to, gdyby tylko to było możliwe.
Bulstrode zaśmiał się, widząc jak Lou wywija orła i wita się twarzą z podłogą. Nie, zarechotał perfidnie, nie kryjąc się przesadnie z tym, kto był winny tym związanym sznurówkom. Wyzwiska natomiast, tylko pogłębiły jego bezczelny uśmiech, dokładnie tak samo jak latające mu koło ucha zaklęcia.
- Co tam krzyczysz - przystawił sobie rękę do ucha. - Nie słyszę cię tam z tej podłogi. Przez ten tupot stópek uciekających w siną dal prezentów. Lepiej się pośpiesz bo dopiero będzie afera - parsknął, a prezenty faktycznie korzystały z okazji i biegły dalej. Na całe szczęście nie były aż tak szybkie. Atreus natomiast miał ochotę Lestrange'a w tym momencie jeszcze do tej podłogi przykleić, ale nie mógł tego zrobić swojemu drogiemu przyjacielowi. Zamiast tego więc zamachnął się znowu, żeby rozproszyć uciekające prezenciki.
rozproszenie na prezenty
Zaklęcie pomknęło, trafiając uciekiniera - ostatniego jaki pozostał w zasięgu wzroku. Jeśli jakieś zostały, to już dawno pognały w stronę wolności i Atreus miał też nadzieję, że jak najdalej stąd, nie czyniąc większego zamieszania na samym weselu. Głupio by było, jakby zaczęły się kręcić pod stołami i spódnicami zebranych tutaj czarownic. Pomógł więc Lou wstać, a potem wspólnie ostawili na miejsce rozproszone już prezenty, ostatecznie zgonie wybierając pojednanie się w towarzystwie butelki ognistej.
W sumie to Atreus wcale by się nie zdziwił, gdyby te wszystkie duchy aktywnie rzucały w tym momencie klątwę na cały swój ród, a przynajmniej robiłyby to, gdyby tylko to było możliwe.
Bulstrode zaśmiał się, widząc jak Lou wywija orła i wita się twarzą z podłogą. Nie, zarechotał perfidnie, nie kryjąc się przesadnie z tym, kto był winny tym związanym sznurówkom. Wyzwiska natomiast, tylko pogłębiły jego bezczelny uśmiech, dokładnie tak samo jak latające mu koło ucha zaklęcia.
- Co tam krzyczysz - przystawił sobie rękę do ucha. - Nie słyszę cię tam z tej podłogi. Przez ten tupot stópek uciekających w siną dal prezentów. Lepiej się pośpiesz bo dopiero będzie afera - parsknął, a prezenty faktycznie korzystały z okazji i biegły dalej. Na całe szczęście nie były aż tak szybkie. Atreus natomiast miał ochotę Lestrange'a w tym momencie jeszcze do tej podłogi przykleić, ale nie mógł tego zrobić swojemu drogiemu przyjacielowi. Zamiast tego więc zamachnął się znowu, żeby rozproszyć uciekające prezenciki.
rozproszenie na prezenty
Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zaklęcie pomknęło, trafiając uciekiniera - ostatniego jaki pozostał w zasięgu wzroku. Jeśli jakieś zostały, to już dawno pognały w stronę wolności i Atreus miał też nadzieję, że jak najdalej stąd, nie czyniąc większego zamieszania na samym weselu. Głupio by było, jakby zaczęły się kręcić pod stołami i spódnicami zebranych tutaj czarownic. Pomógł więc Lou wstać, a potem wspólnie ostawili na miejsce rozproszone już prezenty, ostatecznie zgonie wybierając pojednanie się w towarzystwie butelki ognistej.
Koniec sesji