08.03.2025, 16:37 ✶
Wtulił twarz w jej włosy, a ona… nie wiedziała, co powinna zrobić. Nikt nigdy jej tak nie trzymał, nikt nigdy nie próbował być blisko w ten sposób. Nie była pewna, czy w ogóle chce się do tego przyzwyczajać, bo co, jeśli to nie potrwa długo? Co, jeśli on się pomylił? Jeśli myśli, że jest kimś, kim wcale nie była? Ludzie często byli w błędzie.
Ale on nie wyglądał, jakby żartował. Może to dlatego, że Charles nigdy nie wydawał się złośliwy. Może dlatego, że on naprawdę chciał. Chciał jej, w jakiś sposób, który wydawał się dla niej absurdalny.
Słowa Charliego powinny coś rozjaśnić, ale wcale tego nie robiły. On mówił o szansie. O tym, że to ona ma wybór, że cokolwiek między nimi mogłoby się wydarzyć, zależało tylko od niej. Ale czy ona była do tego zdolna? Czy w ogóle była osobą, która potrafiłaby… być kimś takim?
Patrzyła na niego z cichą, niepewną analizą, jakby próbowała doszukać się w jego twarzy podstępu. Jakby chciała zrozumieć, czy to wszystko naprawdę. A potem on mówił dalej, a każde kolejne słowo zdawało się jeszcze bardziej wytrącać ją z równowagi. Obsypywać kwiatami? Nauczyć się dla niej gotować? Spędzać z nią czas? I…
Pocałować ją?
Nawet nie zauważyła, kiedy wstrzymała oddech. Patrzyła na niego, oczy lekko rozszerzone, palce lekko zaciśnięte na materiale swojego ubrania. Powinna coś powiedzieć. Powinna się ruszyć. Powinna…
Czuła ciepło jego obecności, nachylenie, które było subtelne, ale wystarczające, by serce jej przyspieszyło. Nie była na to gotowa, ale spoglądając prawdzie w oczy, czy kiedykolwiek indziej byłaby?
- Chcesz... chcesz być ze mną? - Zapytała, ale brzmiało to tak, jakby walczyła z każdym słowem o życie. - Wybacz, że pytam tak wprost, że obdzieram to z subtelności i... i tego wszystkiego, co zdaje się otaczać romantyczne chwile, ale ja nigdy nie jestem pewna, czy rozumiem cudze aluzje. Nie chcę zinterpretować tego omylnie, więc powiedz mi wprost: chcesz, żebym była twoją... dziewczyną? - Wyglądała na szczerze zdziwioną, ale nie wiedziała, czy bardziej z powodu propozycji Charliego, czy ze swojej odwagi.
- A co do całowania... - głos zadrżał, a spojrzenie uciekło, jakby wygonione przez zakwitający na licu rumieniec. - Obawiam się, że nie mam żadnego doświadczenia na tym polu. Nie chciałabym cię zawieść już na starcie - oświadczyła, ale nie do końca brzmiało to jak odmowa. Co najwyżej zawahanie.
Ale on nie wyglądał, jakby żartował. Może to dlatego, że Charles nigdy nie wydawał się złośliwy. Może dlatego, że on naprawdę chciał. Chciał jej, w jakiś sposób, który wydawał się dla niej absurdalny.
Słowa Charliego powinny coś rozjaśnić, ale wcale tego nie robiły. On mówił o szansie. O tym, że to ona ma wybór, że cokolwiek między nimi mogłoby się wydarzyć, zależało tylko od niej. Ale czy ona była do tego zdolna? Czy w ogóle była osobą, która potrafiłaby… być kimś takim?
Patrzyła na niego z cichą, niepewną analizą, jakby próbowała doszukać się w jego twarzy podstępu. Jakby chciała zrozumieć, czy to wszystko naprawdę. A potem on mówił dalej, a każde kolejne słowo zdawało się jeszcze bardziej wytrącać ją z równowagi. Obsypywać kwiatami? Nauczyć się dla niej gotować? Spędzać z nią czas? I…
Pocałować ją?
Nawet nie zauważyła, kiedy wstrzymała oddech. Patrzyła na niego, oczy lekko rozszerzone, palce lekko zaciśnięte na materiale swojego ubrania. Powinna coś powiedzieć. Powinna się ruszyć. Powinna…
Czuła ciepło jego obecności, nachylenie, które było subtelne, ale wystarczające, by serce jej przyspieszyło. Nie była na to gotowa, ale spoglądając prawdzie w oczy, czy kiedykolwiek indziej byłaby?
- Chcesz... chcesz być ze mną? - Zapytała, ale brzmiało to tak, jakby walczyła z każdym słowem o życie. - Wybacz, że pytam tak wprost, że obdzieram to z subtelności i... i tego wszystkiego, co zdaje się otaczać romantyczne chwile, ale ja nigdy nie jestem pewna, czy rozumiem cudze aluzje. Nie chcę zinterpretować tego omylnie, więc powiedz mi wprost: chcesz, żebym była twoją... dziewczyną? - Wyglądała na szczerze zdziwioną, ale nie wiedziała, czy bardziej z powodu propozycji Charliego, czy ze swojej odwagi.
- A co do całowania... - głos zadrżał, a spojrzenie uciekło, jakby wygonione przez zakwitający na licu rumieniec. - Obawiam się, że nie mam żadnego doświadczenia na tym polu. Nie chciałabym cię zawieść już na starcie - oświadczyła, ale nie do końca brzmiało to jak odmowa. Co najwyżej zawahanie.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga