02.02.2023, 11:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.02.2023, 12:00 przez Cody Brandon.)
Brygadzista? Auror? Nie wiedział już kto się od kogo czym różni. Dotychczas w swoim życiu nie musiał stawać naprzeciw przedstawicieli prawa. Pierwszy raz w życiu… a dokładniej po śmierci spotyka się z takim twarzą w twarz i to jeszcze zgłasza dosyć poważne przestępstwo. Musiał zebrać się w sobie żeby sformułować w głowie słowa bo jednak sprawa nie była zwyczajna. Nie podzielał jej pełnych poparcia słów na wieści z dowodami. Nie były tak precyzyjne jakby mogłaby oczekiwać. Przygryzł górnymi zębami dolną wargę i przyglądał się jej z widocznym zamyśleniem. Na plus przemawiała jej powaga gdy wspomniał o morderstwie. Mógł więc przypuszczać, że nie należy do tej grupy czarodziejów, którzy będą przyklaskiwać śmierci szłam. To było obiecujące. Nie chciał nawet przypuszczać co by się stało gdyby trafił na rasistę. Ciekawe czy wyszedłby stąd o własnych nogach. Wtłoczył do płuc nowy zapas tlenu, zbierając też zapach panujący w gabinecie. Przeczesał palcami rude włosy i zdał sobie sprawę, że one nigdy już w życiu nie urosną procesem naturalnym. Dobrze, że był czarodziejem i wciąż mógł czarować.
- Dwa tygodnie temu, gdzieś około północy, w alejkach Londynu. Wiem dokładnie gdzie to było. - stres osiadał ciężkością w jego żołądku i gardle, które aż wyschło z nerwów. Zwlekał z powiedzeniem kogo zabito ale zaraz przypomniał, że nazywa się Cody Brandon a ten niczego się nie boi.
- Zabito mnie.- wydusił z siebie w końcu i jeśli to możliwe dla jakiegokolwiek ciała to siedział zesztywniały niczym posąg.
- Zostałem zamordowany i chcę żeby ktoś znalazł tę szuję.- pobladł, a co za tym idzie gardło zaczęło powoli palić z głodu. Potrząsnął głową aby o tym zapomnieć.
- Tak, rozmawia pani z trupem. Będę się z tego śmiać i żartować gdy się z tym pogodzę ale obecnie niezbyt… - czekał aż zareaguje, aż zda sobie sprawę z kim rozmawia. Żałował, że nie zabrał ze sobą Alice, ona by mogła za niego mówić. Z początku myślał o Rhei jednak przypomniał sobie w porę, że raczej się z nikim nie dogada.
- Niech mnie pani nie pacyfikuje.- uniósł ręce w geście obronnym gdy wyobraził sobie, że profilaktycznie chciałaby go przebić kołkiem albo przybić zaklęciem do ściany. Kto wie jakie mają tu metody…?
- Nie przyszedłbym tu… no wie pani, głodny. - wzdrygnął się na samą myśl brzmienia tych słów w odniesieniu do smaku krwi. Mimo wszystko był gotowy w razie czego rzucić się na podłogę przed potencjalnie lecącym zaklęciem. Nie da się ponownie zabić, oj nie. Tym razem się nie wykrwawi.
- Dwa tygodnie temu, gdzieś około północy, w alejkach Londynu. Wiem dokładnie gdzie to było. - stres osiadał ciężkością w jego żołądku i gardle, które aż wyschło z nerwów. Zwlekał z powiedzeniem kogo zabito ale zaraz przypomniał, że nazywa się Cody Brandon a ten niczego się nie boi.
- Zabito mnie.- wydusił z siebie w końcu i jeśli to możliwe dla jakiegokolwiek ciała to siedział zesztywniały niczym posąg.
- Zostałem zamordowany i chcę żeby ktoś znalazł tę szuję.- pobladł, a co za tym idzie gardło zaczęło powoli palić z głodu. Potrząsnął głową aby o tym zapomnieć.
- Tak, rozmawia pani z trupem. Będę się z tego śmiać i żartować gdy się z tym pogodzę ale obecnie niezbyt… - czekał aż zareaguje, aż zda sobie sprawę z kim rozmawia. Żałował, że nie zabrał ze sobą Alice, ona by mogła za niego mówić. Z początku myślał o Rhei jednak przypomniał sobie w porę, że raczej się z nikim nie dogada.
- Niech mnie pani nie pacyfikuje.- uniósł ręce w geście obronnym gdy wyobraził sobie, że profilaktycznie chciałaby go przebić kołkiem albo przybić zaklęciem do ściany. Kto wie jakie mają tu metody…?
- Nie przyszedłbym tu… no wie pani, głodny. - wzdrygnął się na samą myśl brzmienia tych słów w odniesieniu do smaku krwi. Mimo wszystko był gotowy w razie czego rzucić się na podłogę przed potencjalnie lecącym zaklęciem. Nie da się ponownie zabić, oj nie. Tym razem się nie wykrwawi.