09.03.2025, 12:57 ✶
Do tej pory Olivia trzymała się z boku - na tyle, na ile mogła, bo oczywistym było, że jej poglądy nie pozwolą jej być neutralną do końca życia. Od zawsze gardziła tymi, którzy wykorzystywali swój status krwi czy bogactwa do gnębienia innych. Stawała w obronie słabszych i uciśnionych już w szkole, używając do tego głównie słów. Ale ostatnie wydarzenia przyspieszyły to, co było nieuniknione.
Najpierw stała z boku, lecz nie potrafiła już tak dłużej - nie, gdy to Tristan stał się obiektem, na którym się wyżywali. Być może to nie było na początku spowodowane jego statusem krwi, lecz to, ile siły i agresji w sobie odkryła, sprawiło że zaczęła się bać samej siebie. A potem... Potem sama została zaatakowana. Na początku września, gdy szła tak po prostu do domu, wracając od koleżanki, ktoś ją rozpoznał. Nie miała pojęcia jak - czy to przez rude włosy, czy może specjalnie na nią czekali: to teraz nie miało żadnego znaczenia. Znaczenie miał fakt, że te osoby chciały jej zrobić krzywdę i to z tego powodu, że spotykała się z mugolakiem. Wyraźnie to zaznaczyli w słownych przepychankach, zanim nie sięgnęli po różdżki. Olivia miała naprawdę dużo szczęścia, że w tym samym momencie pojawiła się Brenna. Niby nie potrzebowała pomocy, bo okazało się, że całkiem nieźle radzi sobie z magią pod presją, lecz to była tylko kolejna cegiełka do tego, by w końcu podjąć decyzję. A oferta w zasadzie przyszła sama, bo gdy odstawiły agresorów do BUMu, to poszły na piwo i porozmawiać. Olivia nie mogła pozwolić na to, by ktoś kto będzie miał mniej szczęścia niż ona sama wtedy, został zaatakowany.
Dzwoneczek przy drzwiach rozdzwonił się, gdy Olivia weszła do Nory z uśmiechem na ustach. Zwykle się uśmiechała, chociaż tym razem jej uśmiech był dość słaby i zmęczony - był za to szczery. Nie sypiała ostatnio dobrze, ale nie dlatego, że nawiedzały ją koszmary senne a dlatego, że punktem zwrotnym w jej karierze miało być otworzenie czegoś własnego. Nie miała zbyt wielu oszczędności i była tego świadoma, dlatego niemalże cały sierpień pracowała nad zdobyciem własnych klientów oraz nad rozpromowaniem siebie samej zamiast Pękatej Fiolki. Wpadło jej trochę galeonów do kieszeni, na dodatek miała trochę oszczędności w skrytce, bo nie płaciła za wynajem - wciąż mieszkała z rodzicami nad Fiolką. Mogła więc powoli myśleć nad wynajęciem dwupokojowego lokaliku, gdzie będzie mogła pracować na własny rachunek. To jednak wiązało się z nieprzespanymi nocami, zawaleniem życia prywatnego i innymi rzeczami, które musiała odsunąć na bok, w kierunku dalekiej przyszłości. Przeczuwała, że będzie jeszcze gorzej z jej czasem wolnym, ale była już dorosła i powinna się ogarnąć, zamiast ciągle tkwić pod maminą kiecą.
Cieszyła się na spotkanie w Norze nie tylko dlatego, że poleciła ją Brenna - cieszyła się też dlatego, że Nora sama zaczynała od zera. Każdy zaczynał od zera, ale mało kto budował swoją przyszłość własnymi rękami. Zwykle ludzie przejmowali biznesy po swoich rodzicach lub odbijali się od ich pleców. Teraz jednak miała okazję porozmawiać z kimś, kto - podobnie jak ona - zaczął sam. Na widok blondynki uśmiech Olivii rozszerzył się jeszcze bardziej, chociaż nie aż tak, gdy jej niebieskie oczy dostrzegły Lady.
- Hej! Jesteś Nora, prawda? Byłyśmy umówione - na moment spojrzała na kobietę, ale jej wzrok wciąż uciekał do odpoczywającego kota. Kochała zwierzęta - każde jedno. Obojętnie czy to kot, pies czy żaba. - Jaka śliczna! To jest sekret twojego sukcesu? Ogromny talent i szczypta kociej miłości? Hej piękna, jak się nazywasz?
Zaszczebiotała w kierunku Lady, chociaż zniżyła odrobinę głos, by jej nie przestraszyć. Wiedziała, że powinna poświęcić Norze więcej uwagi, ale nie potrafiła gdy obok leżała piękna, biała puchata kuleczka szczęścia.
Najpierw stała z boku, lecz nie potrafiła już tak dłużej - nie, gdy to Tristan stał się obiektem, na którym się wyżywali. Być może to nie było na początku spowodowane jego statusem krwi, lecz to, ile siły i agresji w sobie odkryła, sprawiło że zaczęła się bać samej siebie. A potem... Potem sama została zaatakowana. Na początku września, gdy szła tak po prostu do domu, wracając od koleżanki, ktoś ją rozpoznał. Nie miała pojęcia jak - czy to przez rude włosy, czy może specjalnie na nią czekali: to teraz nie miało żadnego znaczenia. Znaczenie miał fakt, że te osoby chciały jej zrobić krzywdę i to z tego powodu, że spotykała się z mugolakiem. Wyraźnie to zaznaczyli w słownych przepychankach, zanim nie sięgnęli po różdżki. Olivia miała naprawdę dużo szczęścia, że w tym samym momencie pojawiła się Brenna. Niby nie potrzebowała pomocy, bo okazało się, że całkiem nieźle radzi sobie z magią pod presją, lecz to była tylko kolejna cegiełka do tego, by w końcu podjąć decyzję. A oferta w zasadzie przyszła sama, bo gdy odstawiły agresorów do BUMu, to poszły na piwo i porozmawiać. Olivia nie mogła pozwolić na to, by ktoś kto będzie miał mniej szczęścia niż ona sama wtedy, został zaatakowany.
Dzwoneczek przy drzwiach rozdzwonił się, gdy Olivia weszła do Nory z uśmiechem na ustach. Zwykle się uśmiechała, chociaż tym razem jej uśmiech był dość słaby i zmęczony - był za to szczery. Nie sypiała ostatnio dobrze, ale nie dlatego, że nawiedzały ją koszmary senne a dlatego, że punktem zwrotnym w jej karierze miało być otworzenie czegoś własnego. Nie miała zbyt wielu oszczędności i była tego świadoma, dlatego niemalże cały sierpień pracowała nad zdobyciem własnych klientów oraz nad rozpromowaniem siebie samej zamiast Pękatej Fiolki. Wpadło jej trochę galeonów do kieszeni, na dodatek miała trochę oszczędności w skrytce, bo nie płaciła za wynajem - wciąż mieszkała z rodzicami nad Fiolką. Mogła więc powoli myśleć nad wynajęciem dwupokojowego lokaliku, gdzie będzie mogła pracować na własny rachunek. To jednak wiązało się z nieprzespanymi nocami, zawaleniem życia prywatnego i innymi rzeczami, które musiała odsunąć na bok, w kierunku dalekiej przyszłości. Przeczuwała, że będzie jeszcze gorzej z jej czasem wolnym, ale była już dorosła i powinna się ogarnąć, zamiast ciągle tkwić pod maminą kiecą.
Cieszyła się na spotkanie w Norze nie tylko dlatego, że poleciła ją Brenna - cieszyła się też dlatego, że Nora sama zaczynała od zera. Każdy zaczynał od zera, ale mało kto budował swoją przyszłość własnymi rękami. Zwykle ludzie przejmowali biznesy po swoich rodzicach lub odbijali się od ich pleców. Teraz jednak miała okazję porozmawiać z kimś, kto - podobnie jak ona - zaczął sam. Na widok blondynki uśmiech Olivii rozszerzył się jeszcze bardziej, chociaż nie aż tak, gdy jej niebieskie oczy dostrzegły Lady.
- Hej! Jesteś Nora, prawda? Byłyśmy umówione - na moment spojrzała na kobietę, ale jej wzrok wciąż uciekał do odpoczywającego kota. Kochała zwierzęta - każde jedno. Obojętnie czy to kot, pies czy żaba. - Jaka śliczna! To jest sekret twojego sukcesu? Ogromny talent i szczypta kociej miłości? Hej piękna, jak się nazywasz?
Zaszczebiotała w kierunku Lady, chociaż zniżyła odrobinę głos, by jej nie przestraszyć. Wiedziała, że powinna poświęcić Norze więcej uwagi, ale nie potrafiła gdy obok leżała piękna, biała puchata kuleczka szczęścia.