02.02.2023, 12:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.02.2023, 12:25 przez Brenna Longbottom.)
Dwa tygodnie temu.
Cholera, dawno pomyślała Brenna w pierwszej chwili, bo niestety po takim czasie przeanalizowanie śladów na miejscu zbrodni było ciężkie. Ba, skoro do sytuacji doszło w alejce, prawdopodobnie większość z nich już znikła.
Potem zrobiła szybki przegląd ostatnich spraw i wyszło jej, że nie, nie mieli informacji o żadnym zgonie w alejce sprzed dwóch tygodni. Cody najwyraźniej przychodził ze sprawą, która do tej pory do nich nie trafiła. Czy chodziło o mugolski Londyn i ciało znalazła tamtejsza policja?
Brygadzistka już otwierała usta, aby zapytać, jaką konkretnie alejkę miał Brandon na myśli, ale wtedy padły kolejne słowa. Zabito mnie. Zostałem zamordowany.
Przypatrywała się mu przez chwilę po prostu. Jej wyraz twarzy niczego nie wyrażał, chociaż Brenna zastanawiała się poważnie, czy to nie ten moment, w którym powinna skontaktować się z Lecznicą Dusz. Zdarzało się, że przychodzono do nich z fałszywymi zgłoszeniami albo pojawiali się szaleńcy – gorsi niż pani Turpin – twierdzący na przykład, że mugole wykradli im ich magiczne umiejętności (a ktoś miał ot antytalent do danej dziedziny magii) albo tym podobne bzdury.
To jednak był najdziwniejszy przypadek, z jakim Brenna spotkała się w ostatnich latach.
- Nie mam w zwyczaju pacyfikować naszych gości, panie Brandon, przynajmniej dopóki nie sięgają po różdżki ani nie rzucają się do nikogo z pięściami – odparła spokojnie, kiedy poprosił, żeby go nie pacyfikowała. Zastanawiała się, jak poprowadzić rozmowę dalej, kiedy jego kolejne słowa…
…tak, one wszystko wyjaśniły.
Głodny.
Zapewnienie, że nie jest głodny, nienaturalna bladość, informacja o morderstwie, zapewnianie, że jest martwy, obawa przed tym, że go zaraz zaatakuje. Brenna sama lekko pobladła, bo na litość Merlina, oto siedział przed nią po pierwsze wampir, po drugie – ofiara morderstwa. I obie te rzeczy, przemiana i śmierć, miały miejsce dwa tygodnie temu.
Tego nie mieliśmy na kursie, przemknęło jej przez głowę.
Brenna w głębi ducha nie przepadała za wampirami. A raczej za samą ideą wampira, bo żadnego nie miała okazji poznać. Dotąd. Miało to związek z prostą rzeczą: uważała, że to, co umarło, powinno zostać martwe. Że opętańce, duchy, ghule, wampiry, nalezą do drugiej strony istnienia – że nie powinni kroczyć wśród żywych. Nie wspominając o tym, że wampirzy głód czynił z nich niebezpiecznych.
Ale bycie wampirem nie było zakazane, a chłopak przed nią właśnie zgłaszał przestępstwo.
Brenna więc po prostu odetchnęła i sięgnęła po notatnik, otwierając go.
– Rozumiem. Ponieważ zdaje się, że jest pan… w tym nowy, mam obowiązek pana pouczyć, że głód krwi nie jest okolicznością łagodzącą w przypadku napaści na innego czarodzieja lub mugola i taka będzie rozpatrywana jako napad z premedytacją. Wampiry nie są zobowiązane do przestrzegania żadnych regulacji poza ogólnym prawem czarodziejów, ale tworzenie nowych wampirów jest zakazane – zrelacjonowała z pozornym spokojem, nie pokazując po sobie, jak mocno wstrząsnęła ją cała sytuacja. Brenna, na całe szczęście, dość łatwo dostosowywała się do sytuacji. Nawet tak dziwnych, jak ta. – Krew do spożycia powinna być ofiarowana dobrowolnie lub zakupiona w specjalnym punkcie. Jeśli chodzi o okoliczności… pańskiej śmierci, będę potrzebowała paru informacji. Adres, oczywiście, ale przede wszystkim: czy widział pan napastników? Zabili pana czarodzieje czy wampir?
Sięgnęła po pióro, gotowa rozpocząć notowanie.
Cholera, dawno pomyślała Brenna w pierwszej chwili, bo niestety po takim czasie przeanalizowanie śladów na miejscu zbrodni było ciężkie. Ba, skoro do sytuacji doszło w alejce, prawdopodobnie większość z nich już znikła.
Potem zrobiła szybki przegląd ostatnich spraw i wyszło jej, że nie, nie mieli informacji o żadnym zgonie w alejce sprzed dwóch tygodni. Cody najwyraźniej przychodził ze sprawą, która do tej pory do nich nie trafiła. Czy chodziło o mugolski Londyn i ciało znalazła tamtejsza policja?
Brygadzistka już otwierała usta, aby zapytać, jaką konkretnie alejkę miał Brandon na myśli, ale wtedy padły kolejne słowa. Zabito mnie. Zostałem zamordowany.
Przypatrywała się mu przez chwilę po prostu. Jej wyraz twarzy niczego nie wyrażał, chociaż Brenna zastanawiała się poważnie, czy to nie ten moment, w którym powinna skontaktować się z Lecznicą Dusz. Zdarzało się, że przychodzono do nich z fałszywymi zgłoszeniami albo pojawiali się szaleńcy – gorsi niż pani Turpin – twierdzący na przykład, że mugole wykradli im ich magiczne umiejętności (a ktoś miał ot antytalent do danej dziedziny magii) albo tym podobne bzdury.
To jednak był najdziwniejszy przypadek, z jakim Brenna spotkała się w ostatnich latach.
- Nie mam w zwyczaju pacyfikować naszych gości, panie Brandon, przynajmniej dopóki nie sięgają po różdżki ani nie rzucają się do nikogo z pięściami – odparła spokojnie, kiedy poprosił, żeby go nie pacyfikowała. Zastanawiała się, jak poprowadzić rozmowę dalej, kiedy jego kolejne słowa…
…tak, one wszystko wyjaśniły.
Głodny.
Zapewnienie, że nie jest głodny, nienaturalna bladość, informacja o morderstwie, zapewnianie, że jest martwy, obawa przed tym, że go zaraz zaatakuje. Brenna sama lekko pobladła, bo na litość Merlina, oto siedział przed nią po pierwsze wampir, po drugie – ofiara morderstwa. I obie te rzeczy, przemiana i śmierć, miały miejsce dwa tygodnie temu.
Tego nie mieliśmy na kursie, przemknęło jej przez głowę.
Brenna w głębi ducha nie przepadała za wampirami. A raczej za samą ideą wampira, bo żadnego nie miała okazji poznać. Dotąd. Miało to związek z prostą rzeczą: uważała, że to, co umarło, powinno zostać martwe. Że opętańce, duchy, ghule, wampiry, nalezą do drugiej strony istnienia – że nie powinni kroczyć wśród żywych. Nie wspominając o tym, że wampirzy głód czynił z nich niebezpiecznych.
Ale bycie wampirem nie było zakazane, a chłopak przed nią właśnie zgłaszał przestępstwo.
Brenna więc po prostu odetchnęła i sięgnęła po notatnik, otwierając go.
– Rozumiem. Ponieważ zdaje się, że jest pan… w tym nowy, mam obowiązek pana pouczyć, że głód krwi nie jest okolicznością łagodzącą w przypadku napaści na innego czarodzieja lub mugola i taka będzie rozpatrywana jako napad z premedytacją. Wampiry nie są zobowiązane do przestrzegania żadnych regulacji poza ogólnym prawem czarodziejów, ale tworzenie nowych wampirów jest zakazane – zrelacjonowała z pozornym spokojem, nie pokazując po sobie, jak mocno wstrząsnęła ją cała sytuacja. Brenna, na całe szczęście, dość łatwo dostosowywała się do sytuacji. Nawet tak dziwnych, jak ta. – Krew do spożycia powinna być ofiarowana dobrowolnie lub zakupiona w specjalnym punkcie. Jeśli chodzi o okoliczności… pańskiej śmierci, będę potrzebowała paru informacji. Adres, oczywiście, ale przede wszystkim: czy widział pan napastników? Zabili pana czarodzieje czy wampir?
Sięgnęła po pióro, gotowa rozpocząć notowanie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.