09.03.2025, 13:41 ✶
Z każdym kolejnym słowem Olivia czuła, że coraz mniejszy ciężar spoczywa na jej barkach. Takie rozmowy powinni przeprowadzać w zaciszu domostwa, bez ewentualnych osób trzecich, które zawsze mogły się napatoczyć, lecz teraz jedynym świadkiem ich rozmowy były wiewiórki, które zaczynały coraz bardziej interesować się parą, siedzącą na ławce. Jednocześnie Quirke nie chciała czekać, bo wiedziała że ten przypływ odwagi który teraz prezentowała swoją postawą, był bardziej kruchy niż cieniutka szklana rurka. Gdyby nie powiedziała mu teraz, pewnie przez kolejne miesiące kisiłaby w sobie to wszystko, aż stałaby się zgnuśniała i straciła ten wewnętrzny blask. Jednocześnie nie zamierzała odsłaniać się w całości przed ukochanym - nie dlatego, że mu nie ufała lecz dlatego, że tak mocno go kochała. Jakby by zareagował na to, że niedawno została zaatakowana przez nieznanych jej ludzi, którzy uznali że trzeba dać jej "nauczkę" za to, że prowadza się z mugolakiem? Pękłoby mu serce, a do tego nie chciała i nie mogła dopuścić. Ona już podjęła decyzję po czyjej stronie stoi w tym konflikcie: stała po stronie nie tylko Tristana, ale i swojego własnego sumienia oraz osób, które były teraz w niebezpieczeństwie.
- Kocham cię - powiedziała cicho, oplatając go rękami. Przytuliła się do Tristana mocno, tak mocno jakby bała się, że zaraz rozpłynie się w powietrzu i zmieni w strugę dymu. - Czy to znaczy, że jak umrzesz to po śmierci będziesz mnie nawiedzał?
Zapytała ze śmiechem, chociaż... To nie było aż takie głupie pytanie. Odsunęła się lekko od mężczyzny, a kolejne mrugnięcie przegoniło łzy, zebrane w jej oczach. Jedna z wiewiórek podeszła do Tristana i zaczęła obwąchiwać mu but.
- Bo mam taką historię, w której uczestniczyłam latem, wiesz? Z Brenną - powiedziała z lekkim, nieco rozmarzonym uśmiechem. Sama marzyła o takiej miłości, jaką miała dwójka duchów. I ją w końcu znalazła.
- Kocham cię - powiedziała cicho, oplatając go rękami. Przytuliła się do Tristana mocno, tak mocno jakby bała się, że zaraz rozpłynie się w powietrzu i zmieni w strugę dymu. - Czy to znaczy, że jak umrzesz to po śmierci będziesz mnie nawiedzał?
Zapytała ze śmiechem, chociaż... To nie było aż takie głupie pytanie. Odsunęła się lekko od mężczyzny, a kolejne mrugnięcie przegoniło łzy, zebrane w jej oczach. Jedna z wiewiórek podeszła do Tristana i zaczęła obwąchiwać mu but.
- Bo mam taką historię, w której uczestniczyłam latem, wiesz? Z Brenną - powiedziała z lekkim, nieco rozmarzonym uśmiechem. Sama marzyła o takiej miłości, jaką miała dwójka duchów. I ją w końcu znalazła.