02.02.2023, 13:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.02.2023, 13:06 przez Darcy Lockhart.)
Darcy wędrował przez Pokątną z głupim uśmiechem na twarzy. Przyczyną tego uśmiechu był fakt, że został zatrzymany przez jakąś kobietę w średnim wieku, która - tak!!! - czytała jego książkę i rozpoznała go po zdjęciu na okładce. I wspomniała, że wpadnie do księgarni po autograf!!! Lockhart nieomal lewitował kilka centymetrów nad ziemią z radości, bo to stał się Rozpoznawalnym Autorem. To był pierwszy krok ku temu, czego pragnął: a więc całym długim kolejkom fanów czekającym na jego podpis, pieniądzom, artykułom w prasie oraz spotkaniom z bardzo ładnymi kobietami.
Ruch zauważony w jednym z zaułków, mógł co najwyżej sprawić, że przyspieszyłby kroku. Tędy, zdaje się, dało się dotrzeć na Nokturn, a Darcy od zawsze unikał tej ulicy i nawet wycieczek tam nie musiała zabraniać mu mama. Pisk małego dziecka sprawił, że przystanął i spojrzał w tamtym kierunku - chociaż nie rzucał się wcale do biegu ani na ratunek.
Darcy w głębi serca był tchórzem. Nigdy by się do tego jednak nie przyznał. Po części to wiara we własną odwagę była powodem, dla którego przeszedł nieco bliżej. Ot zobaczy, co się dzieje. A jeśli coś jest nie tak, pobiegnie do Brygadzistów - nie dlatego, że stchórzy, a dlatego, że tak postępowali Odpowiedzialni Obywatele.
Okazało się jednak, że nie dzieje się nic niebezpiecznego. Dostrzegł dziewczynkę i jakąś dziewczynę, i żadna z nich nie wyglądała, jakby ktoś ją właśnie napadł.
- Czy wszystko w porządku? – spytał, ot tak dla formalności.
Darcy był młodzieńcem średniego wzrostu – nie niskim, ale też nie olbrzymim, jak zdarzało się wśród czarodziejów – o jasnobrązowej czuprynie, jasnych oczach i sympatycznej twarzy. Dopiero niedawno skończył dwudziesty rok życia i aby dodać sobie powagi, z dużym poświęceniem zapuszczał ostatnio jasny zarost. Dbał o wygląd, i tego popołudnia miał na sobie białą, elegancką koszule oraz płaszcz, który jak na jego kieszeń był wręcz barbarzyńsko drogi, ale nie mógł się mu oprzeć.
- Pan Mruczkens mi uciekł! – rozpłakało się dziecko. – Pomóż panu Mruczkensowi!
- Ymm… - wymamrotał Darcy, spoglądając ku kotu, który umknął na parapet. W pierwszej chwili chciał powiedzieć, że bardzo się spieszy, ale potem jego spojrzenie padło na kobietę. Młodą kobietę! Ładną kobietę! Blond kobietę! – Och tak. Oczywiście. Pewnie, że wam pomogę – zapewnił z nowym entuzjazmem.
Ruch zauważony w jednym z zaułków, mógł co najwyżej sprawić, że przyspieszyłby kroku. Tędy, zdaje się, dało się dotrzeć na Nokturn, a Darcy od zawsze unikał tej ulicy i nawet wycieczek tam nie musiała zabraniać mu mama. Pisk małego dziecka sprawił, że przystanął i spojrzał w tamtym kierunku - chociaż nie rzucał się wcale do biegu ani na ratunek.
Darcy w głębi serca był tchórzem. Nigdy by się do tego jednak nie przyznał. Po części to wiara we własną odwagę była powodem, dla którego przeszedł nieco bliżej. Ot zobaczy, co się dzieje. A jeśli coś jest nie tak, pobiegnie do Brygadzistów - nie dlatego, że stchórzy, a dlatego, że tak postępowali Odpowiedzialni Obywatele.
Okazało się jednak, że nie dzieje się nic niebezpiecznego. Dostrzegł dziewczynkę i jakąś dziewczynę, i żadna z nich nie wyglądała, jakby ktoś ją właśnie napadł.
- Czy wszystko w porządku? – spytał, ot tak dla formalności.
Darcy był młodzieńcem średniego wzrostu – nie niskim, ale też nie olbrzymim, jak zdarzało się wśród czarodziejów – o jasnobrązowej czuprynie, jasnych oczach i sympatycznej twarzy. Dopiero niedawno skończył dwudziesty rok życia i aby dodać sobie powagi, z dużym poświęceniem zapuszczał ostatnio jasny zarost. Dbał o wygląd, i tego popołudnia miał na sobie białą, elegancką koszule oraz płaszcz, który jak na jego kieszeń był wręcz barbarzyńsko drogi, ale nie mógł się mu oprzeć.
- Pan Mruczkens mi uciekł! – rozpłakało się dziecko. – Pomóż panu Mruczkensowi!
- Ymm… - wymamrotał Darcy, spoglądając ku kotu, który umknął na parapet. W pierwszej chwili chciał powiedzieć, że bardzo się spieszy, ale potem jego spojrzenie padło na kobietę. Młodą kobietę! Ładną kobietę! Blond kobietę! – Och tak. Oczywiście. Pewnie, że wam pomogę – zapewnił z nowym entuzjazmem.