09.03.2025, 22:57 ✶
Sprawa klifu nigdy nie miała wywoływać współczucia, czy też robić z Charlesa ofiarę. Wiedział, że był winny temu, co go spotkało, a ojciec postąpił być może niesprawiedliwie, ale wedle swojej oceny i oceny wuja. Richard nigdy nie miał dowiedzieć się o wypadzie na klif, kiedy jednak temat wypłynął, musiał powiedzieć wszystko, przyznając się do swojej słabości w obliczu wstydu i poczucia winy.
Poprawił się, lecz zaraz zmienił pozycję, gdy wciągnął nogi na kanapę, pod siebie, tylko po to, by mógł wygodniej, ale też mocniej złapać ojca za szyję i wtulić się tuż pod jego szczęką. Przez chwilę komfort ojca przestał mieć znaczenie.
- Jak miałem ci powiedzieć, tato? - Jęknął. - Przecież nawet nie chciałeś na mnie patrzeć. Co by to zmieniło, prócz dodania ci kolejnych nerwów? Co mógłbyś mi powiedzieć? Ja sam nie wiedziałem, że byłbym w stanie zrobić coś takiego, ale tam na klifie coś we mnie... pękło.
Ostatnim, co Charlie podejrzewał, była ingerencja magiczna. Wiedział o magii wpływającej na nastrój, a nawet sam się nią posiłkował, gdy dobierał składniki do świec, ale nie podejrzewałby nikogo o działania na swoją niekorzyść. Ostatnim, czego mógłby się spodziewać, był po prostu przypadek.
- I po prostu skoczyłem. Ja bym... ja bym tego nie zrobił drugi raz, tato. Nie sobie, ale też nie tobie, nie wam. - Podkreślił, lecz bez przesadnej gorliwości. Przysunął się, wciąż jednak wiele brakowało, by wcisnął się Richardowi na kolana. Aż tak małym chłopcem nie był. - Wiem, że nigdy nie będę dla ciebie na pierwszym miejscu, tato. Ale... ale ty będziesz na pierwszym zawsze dla mnie.
Nie było mądrzejszej osoby niż Richard, a to, że popełniał błędy, tylko dowodziło jego człowieczeństwa. Ojciec zawsze dbał, zawsze wiedział, zawsze wspierał i nawet tak przykre wydarzenia nie zmieniły tego przekonania. Młody Mulciber zrozumiał jednak, że pewne rzeczy powinny zostać zatajone przed Richardem tylko ze względu na jego dobro.
- Kocham cię, tato.
Poprawił się, lecz zaraz zmienił pozycję, gdy wciągnął nogi na kanapę, pod siebie, tylko po to, by mógł wygodniej, ale też mocniej złapać ojca za szyję i wtulić się tuż pod jego szczęką. Przez chwilę komfort ojca przestał mieć znaczenie.
- Jak miałem ci powiedzieć, tato? - Jęknął. - Przecież nawet nie chciałeś na mnie patrzeć. Co by to zmieniło, prócz dodania ci kolejnych nerwów? Co mógłbyś mi powiedzieć? Ja sam nie wiedziałem, że byłbym w stanie zrobić coś takiego, ale tam na klifie coś we mnie... pękło.
Ostatnim, co Charlie podejrzewał, była ingerencja magiczna. Wiedział o magii wpływającej na nastrój, a nawet sam się nią posiłkował, gdy dobierał składniki do świec, ale nie podejrzewałby nikogo o działania na swoją niekorzyść. Ostatnim, czego mógłby się spodziewać, był po prostu przypadek.
- I po prostu skoczyłem. Ja bym... ja bym tego nie zrobił drugi raz, tato. Nie sobie, ale też nie tobie, nie wam. - Podkreślił, lecz bez przesadnej gorliwości. Przysunął się, wciąż jednak wiele brakowało, by wcisnął się Richardowi na kolana. Aż tak małym chłopcem nie był. - Wiem, że nigdy nie będę dla ciebie na pierwszym miejscu, tato. Ale... ale ty będziesz na pierwszym zawsze dla mnie.
Nie było mądrzejszej osoby niż Richard, a to, że popełniał błędy, tylko dowodziło jego człowieczeństwa. Ojciec zawsze dbał, zawsze wiedział, zawsze wspierał i nawet tak przykre wydarzenia nie zmieniły tego przekonania. Młody Mulciber zrozumiał jednak, że pewne rzeczy powinny zostać zatajone przed Richardem tylko ze względu na jego dobro.
- Kocham cię, tato.