Geraldine wpatrywała się w brata i była przerażona tym, co zobaczyła. Wydawało jej się, że aktualnie jedyne, co go interesowało to ten pierdolony eliksir na sen. Niepokoiło ją to. Jak często je przyjmował? Czy stało się to dla niego ucieczką od rzeczywistości, jeśli tak, to mogło być kurewsko niebezpieczne.
- Kiedy ostatnio go przyjmowałeś? Jak często to robisz? - Starała się mówić spokojnym głosem, chociaż chyba średnio jej to wychodziło. Bała się, że Astaroth może nad sobą nie panować, cóż, kto wiedział co mógł zrobić dlatego, żeby dostać kolejną dawkę eliksiru nasennego, tak się składało, że wypił cały, jaki miała pod ręką.
- Jest siódmy, siódmy września. - Jak bardzo było z nim źle, skoro nie wiedział, jaki mają dzień? Od kiedy to trwało? Powinna być przy nim, była na siebie zła, że nie poświęcała mu odpowiedniej ilości uwagi, bo Astaroth wydawał się być aktualnie nieco zagubiony w rzeczywistości. Nie on jedyny, chociaż ona chyba jeszcze jakoś się trzymała, chociaż wiedziała, że z nią samą nie jest najlepiej. Nie wróżyło to niczego dobrego. Musiała się odciąć od swoich własnych problemów i zająć się tym, co powinno być dla niej priorytetem od samego początku - doprowadzić brata do porządku.
- Nie jestem co do tego szczególnie przekonana. - Nie miała pojęcia, czy uda jej się wybić mu ten pomysł z głowy, bo zdecydowanie nie potrzebował więcej otumaniających substancji w swoim organizmie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie żeby była jakąś specjalistką, ale była jego siostrą, widziała, że jest z nim źle.
Nie spuszczała z niego wzroku. Najwyraźniej uznał ten pomysł za dobry, bo pospiesznie próbował podnieść się z łóżka, tyle, że to mu się nie udało. Pizdnął o podłogę, wywrócił się - kolejne potwierdzenie na to, że był w chujowym stanie.
Geraldine zerwała się na nogi, żeby pomóc mu wstać. Nie mogła pozwolić na to, aby leżał na tej podłodze. - Pomogę Ci. - Powiedziała cicho, nadal nie do końca akceptowała to, co widziała.
- Słońce zaszło, ale nie wiem, czy jesteś w stanie stąd wyjść, to nie jest dobry pomysł Roth. - Naprawdę nie sądziła, że powinien wychodzić z tego mieszkania. Kto właściwie wiedział, jak zachowa się, kiedy znajdzie się między ludźmi, co jeśli nie będzie mógł nad sobą zapanować i postanowi wgryźć się w czyjąś szyję. Mieli naprawdę wystarczająco problemów, wolała zapobiegać pojawieniu się kolejnych.
- Porozmawiaj ze mną, powiedz mi co się z Tobą dzieje. - Cóż, rychło w czas, ale nie zamierzała odpuścić tematu, nie kiedy zastała go tutaj w takim czasie. Potrzebowała, żeby opowiedział jej wszystko, chciała zrozumieć źródło problemu, nie, żeby nie podejrzewała, że był nim jej wampiryzm, jednak chciała go zrozumieć, w pełni. Może to pomoże jej ocenić sytuację.