10.03.2025, 05:03 ✶
Kliencie, którzy pojawiali się w sklepie, zwykle nie wykazywali się chyba aż taką charyzmą i zauważoną już przez Hannah odwagą. Flirtowali, ale brakowało im odpowiedniego rezonu, a może i zwyczajnie tego czegoś, co sprawiało że zwyczajnie wydawali się ciekawi. Jej wcześniejszy wyraz twarzy, który rozjaśnił się kiedy tylko wszedł do sklepu, mówił mimo wszystko aż za wiele o niej samej; bezczynność była dla niej karą, a grzeczne siedzenie za ladą nie należało za wybitnie rozrywkowy sposób spędzania czasu. Wszystkie krzyżówki zdążyła już rozwiązać, podobnie jak quizzy z gazet do tygodnia wstecz, nie wspominając już o grubej księdze 1000 zagadek logicznych.
Bagshot uśmiechnęła się lekko, ale dziwnie grzecznie, jakby wrócił jej już w całości wcześniej wytracony rezon. Przez moment przyglądała mu się uważnie, z zainteresowaniem słuchając jego wytłumaczenia i co parę słów kiwając głową, by dać mu znać że chłonie każde jego słowo. Ale kiedy skończył, odpowiedź nie nadeszła od razu.
Kobieta zastygła, wyraźnie się nad czymś zastanawiając, kiedy jej spojrzenie uciekło gdzieś w bok, jakby próbowała wyciągnąć rzeczy z odmętów pamięci. A może zwyczajnie coś układała sobie w głowie. Ile to było? Minuta? Dwie? Jakiś nieznośny zegar tykał gdzieś w kącie, a Lestrange im dłużej patrzył na to nieobecne spojrzenie, tym bardziej miał wrażenie że je rozpoznaje. Niektórzy ludzie tak mieli, że dotykała ich choroba, która z jednej strony dawała im niebywałą pamięć, a z drugiej wybijała z codziennego rytmu. W końcu jednak dzwon zegara zabrzmiał, a Bagshot wzdrygnęła się i zmarszczyła brwi, nagle wyrwana ze swoich myśli.
- Przepraszam - rzuciła krótko, ale brakowało na jej twarzy faktycznej skruchy czy zawstydzenia, że właśnie odpłynęła w obecności klienta. - To bardzo ciekawy pomysł. Nestorka z pewnością się ucieszy. Jeśli to ma być taki ważny prezent, to jeśli masz takie życzenie, można tę myślodsiewnie czymś ozdobić. Maida Vale słynie z ogrodu, prawda? Jakieś ładne róże? W każdym razie, mamy jedną tutaj na stanie, możesz ją obejrzeć i powiedzieć czy wysokościowo dobra, czy kamień też pasuje. Praca w surowcu to najmniejszy problem, bo to dla ozdoby - wzruszyła ramionami. - Cena sprawdzenia myślodsiewni w naszym sklepie to jedno wspomnienie - wyciągnęła wskazujący palec ku górze, uśmiechając się uroczo i nie komentując w żaden sposób jego ostatniego komplementu, jakby całkowicie przeleciał jej koło nosa.
Bagshot uśmiechnęła się lekko, ale dziwnie grzecznie, jakby wrócił jej już w całości wcześniej wytracony rezon. Przez moment przyglądała mu się uważnie, z zainteresowaniem słuchając jego wytłumaczenia i co parę słów kiwając głową, by dać mu znać że chłonie każde jego słowo. Ale kiedy skończył, odpowiedź nie nadeszła od razu.
Kobieta zastygła, wyraźnie się nad czymś zastanawiając, kiedy jej spojrzenie uciekło gdzieś w bok, jakby próbowała wyciągnąć rzeczy z odmętów pamięci. A może zwyczajnie coś układała sobie w głowie. Ile to było? Minuta? Dwie? Jakiś nieznośny zegar tykał gdzieś w kącie, a Lestrange im dłużej patrzył na to nieobecne spojrzenie, tym bardziej miał wrażenie że je rozpoznaje. Niektórzy ludzie tak mieli, że dotykała ich choroba, która z jednej strony dawała im niebywałą pamięć, a z drugiej wybijała z codziennego rytmu. W końcu jednak dzwon zegara zabrzmiał, a Bagshot wzdrygnęła się i zmarszczyła brwi, nagle wyrwana ze swoich myśli.
- Przepraszam - rzuciła krótko, ale brakowało na jej twarzy faktycznej skruchy czy zawstydzenia, że właśnie odpłynęła w obecności klienta. - To bardzo ciekawy pomysł. Nestorka z pewnością się ucieszy. Jeśli to ma być taki ważny prezent, to jeśli masz takie życzenie, można tę myślodsiewnie czymś ozdobić. Maida Vale słynie z ogrodu, prawda? Jakieś ładne róże? W każdym razie, mamy jedną tutaj na stanie, możesz ją obejrzeć i powiedzieć czy wysokościowo dobra, czy kamień też pasuje. Praca w surowcu to najmniejszy problem, bo to dla ozdoby - wzruszyła ramionami. - Cena sprawdzenia myślodsiewni w naszym sklepie to jedno wspomnienie - wyciągnęła wskazujący palec ku górze, uśmiechając się uroczo i nie komentując w żaden sposób jego ostatniego komplementu, jakby całkowicie przeleciał jej koło nosa.