10.03.2025, 10:12 ✶
– Potrafię zrobić tylko biszkopt i najprostsze ciasteczka – wyznała Brenna ze wzruszeniem ramion, bo i jej nie było dane być asem sztuki cukierniczej, a już sztuka gotowania tak, by nadawać jedzeniu magiczne efekty, którą opanowała choćby Nora, była Brennie całkowicie obca.
I na pewno nie miała pojęcia, czy w ogóle dało się zrobić tort z człowieka.
Chociaż nie, zaraz. Cholera, ludzie byli tak pomysłowi, że na pewno dało się zrobić tort z człowieka.
Trzymała mocno pana Brunona, który jakby odżył, zaczął się szarpać i gdyby nie kajdanki, ciasno zapięte na jego rękach, na pewno miotałby już zaklęcia. Najwyraźniej cukiernikowi bardzo nie spodobało się, że Brygadzista zbliża się do jego tortu. Zaczął nawet wykrzykiwać pod nosem jakieś obelgi, a Brenna skorzystała z okazji, błyskawicznie recytując mu formułkę aresztowania – nie jej wina, że był zbyt zajęty przeklinaniem jej, Stanleya oraz ich przodków siedem pokoleń wstecz, aby usłyszeć, co takiego mówiła.
Tymczasem Borgin, osłuchując tort mógł usłyszeć jakieś… dźwięki. Zduszone dźwięki. Brzmiały tak, jak tort próbował coś powiedzieć: a raczej jakby coś wewnątrz tortu próbowało przemówić.
Coś albo ktoś.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi, a przynajmniej te w torcie, wskazywały na to, że pan Brunon może nie przerobił swojej żony na tort, ale najwyraźniej z jakichś względów postanowił umieścić ją w środku.
– I co? Powinniśmy go przekroić? Wzywać techników? Albo mam lecieć do mojej znajomej, która jest cukierniczką…? Mogłaby eee… zdiagnozować ten tort, o ile torty w ogóle można diagnozować… – powiedziała Brenna, ale jeśli planowała cokolwiek dodać, to już nie dała rady, ponieważ pan Brunon podjął kolejną próbę uwolnienia się, i by temu zapobiec musiała pozwolić, aby oboje upadli na ziemię. Przycisnęła go tym razem do podłogi, starając się nie przeklinać na kolejne sińce, i zezując na Stanleya oraz tort.
I na pewno nie miała pojęcia, czy w ogóle dało się zrobić tort z człowieka.
Chociaż nie, zaraz. Cholera, ludzie byli tak pomysłowi, że na pewno dało się zrobić tort z człowieka.
Trzymała mocno pana Brunona, który jakby odżył, zaczął się szarpać i gdyby nie kajdanki, ciasno zapięte na jego rękach, na pewno miotałby już zaklęcia. Najwyraźniej cukiernikowi bardzo nie spodobało się, że Brygadzista zbliża się do jego tortu. Zaczął nawet wykrzykiwać pod nosem jakieś obelgi, a Brenna skorzystała z okazji, błyskawicznie recytując mu formułkę aresztowania – nie jej wina, że był zbyt zajęty przeklinaniem jej, Stanleya oraz ich przodków siedem pokoleń wstecz, aby usłyszeć, co takiego mówiła.
Tymczasem Borgin, osłuchując tort mógł usłyszeć jakieś… dźwięki. Zduszone dźwięki. Brzmiały tak, jak tort próbował coś powiedzieć: a raczej jakby coś wewnątrz tortu próbowało przemówić.
Coś albo ktoś.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi, a przynajmniej te w torcie, wskazywały na to, że pan Brunon może nie przerobił swojej żony na tort, ale najwyraźniej z jakichś względów postanowił umieścić ją w środku.
– I co? Powinniśmy go przekroić? Wzywać techników? Albo mam lecieć do mojej znajomej, która jest cukierniczką…? Mogłaby eee… zdiagnozować ten tort, o ile torty w ogóle można diagnozować… – powiedziała Brenna, ale jeśli planowała cokolwiek dodać, to już nie dała rady, ponieważ pan Brunon podjął kolejną próbę uwolnienia się, i by temu zapobiec musiała pozwolić, aby oboje upadli na ziemię. Przycisnęła go tym razem do podłogi, starając się nie przeklinać na kolejne sińce, i zezując na Stanleya oraz tort.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.