Przytaknął gestem głowy, żeby tak zrobiła - podesłała mu ten artykuł. Pod pewnymi względami Olivia była sprytniejsza w zagadnieniach biologii niż on. Kiedy dodawał sobie w głowie fakt, że świat mugoli był jej również bliższy, niż jemu, łatwo rodziło się niezrozumienie co takiego jest w tym artykule, że Olivia wyciągnęła jego sens, ale "było tam wiele niezrozumiałych słów". Budziło to też ciekawość, wyobraźnię. Mimo to temat rzeczywiście blednął i przestawał mieć znaczenie w obliczu tematu następnego. Dla samego blondyna - w obliczu reakcji Olivii. Żywej, szczerej i ciepłej. Na pewno istnieli geniusze aktorstwa, którzy byliby to w stanie naśladować to wszystko, ale moc ekspresji wydawała się niemożliwa do podrobienia z tej perspektywy. Olivia była zaraźliwa w swojej radości - dzień mógł być naprawdę fatalny, ale pojawiała się ona, nakręcała się na coś i nie mogłeś się nie uśmiechnąć. Nie dało się do niej krzywić.
- Chciałbym, żeby to było mniej niebezpieczne, niż jest w rzeczywistości. - Fakt, że ktoś czystej krwi oglądał się za mugolakiem. To nie były bezpieczne czasy. Nigdy nie były dobre, zawsze wiązało się z ostracyzmem, a czasy Czarnoksiężnika z jego Śmierciożercami wcale nie sprzyjały takim romansom. Wszystkie głoszone wokół hasła napędzały nienawiść, która łatwo mogła stać się nożem uderzającym w najmniej odpowiednim momencie. Martwiło go to. Jego ryzyko, jego miłostki, jego "głupie decyzje", jak to niektórzy nazywali, były tylko jego - i nie narażały ludzi wokół. Kiedy jednak przychodziło do bliskich to naprawdę się martwił, żeby nic złego się nie stało i żeby ta miłość była tą prawdziwie romantyczną.
- Naprawdę? - Nie powinno go to może szczególnie dziwić, świat czarodziei był zadziwiająco mały, a Olivia była ciekawa i pakowała swój nos w wiele miejsc. Delikatna niepewność wkradła się w jego myśli, bo przecież... znała go... na szczęście zaraz się rozjaśniło, że nie od tej strony. Po prostu rozmawiali. Bo tylko rozmawiali, tak? Powiedziałaby mu, gdyby było inaczej i chyba inaczej by zareagowała, prawda? - Uzu...pełnieniem... - Uśmiechnął się trochę niepewnie, trochę z rozbawieniem. Trochę tak. Bardzo tak? Byli wręcz swoimi przeciwieństwami, dlatego wcale nie miał pewności, czy to miało jakąkolwiek przyszłość. Łącząc to ze wszystkimi kłopotami, jakie mogli mieć po drodze. Jakie w ogóle mogła kumulować ich znajomość. Ulżyło mu, że Olivia podeszła do tego właśnie w ten sposób - pełen ekscytacji. Kolejna ważna dla niego osoba akceptowała to, że Laurent niekoniecznie wiązał swoją przyszłość z jakąś damą, a to było dla niego niezwykle ważne. Ta akceptacja. - Flynn ma bardzo dziwną relację z jedzeniem. - Której sam jeszcze do końca nie rozpracował, ale pracował nad tym. Prychnął, widząc reakcję Olivii - bardzo uroczą w jego mniemaniu, ale nie zamierzał jej tego teraz mówić na głos, kiedy mówiła tu o rumienieniu się - a wcale nie brzmiało to szczerze! Chociaż wierzył, że mogłaby. - Och, Aydaya... Aydaya jest ostatnio... zajęta. Na moje szczęście. - Tutaj już uśmiechnął się z dystansem, trochę wręcz cierpko. Nie do swojej przyjaciółki, a na wspomnienie osoby, z którą łączyła go trudna relacja, jakby nie patrzeć. Taka, którą niby każda strona powinna uciąć, ale nie sposób - przecież ani jedno, ani drugie, nie było w stanie zrezygnować z rodziny. Mogliby się, co najwyżej, unikać.
Temat pochłonął go na tyle, że nawet nie do końca rejestrował, gdzie Olivia ich prowadzi. Instynktownie po prostu szedł u jej boku tam, gdzie sobie tego zażyczyła.