Yaxleyówna nie zakładała, że to stanie się tak szybko. Nie spodziewała się, że Ambroise, aż tak przejmie się zmianami jakie zaszły w tym pomieszczeniu. To była tylko kuchnia, kuchnia, jak kuchnia, czyż nie? Szczególnie dla kogoś takiego jak ona, które nieszczególnie przywiązywała wagę do szczegółów. Nie dostrzegała tych drobnych zmian, bo to pomieszczenie nigdy tak naprawdę nie należało do niej, mimo, że znajdowało się w jej mieszkaniu.
- No to, kuchnia, jak kuchnia, prawda? - Wzruszyła jedynie ramionami. Nie miała problemu z tym, jak aktualnie wyglądała, bo było jej to zupełnie obojętnie. Nie spodziewała się jednak, że Roise poczuje się urażony tym, że w przeciągu dwóch lat coś się tutaj zmieniło, bo przecież ich drogi się rozeszły, to nie była już jego kuchnia. Czy naprawdę sądził, że wszystko zostanie tak, jak było? Jasne, jego rzeczy tutaj zostały, mówiła o tym, że ich nie wyrzuciła, może nie określiła się do końca jasno... to było jej winą? Spodziewał się czegoś innego? Miał prawo czuć się rozczarowany, chyba? Czy naprawdę to był powód do tego, żeby mieć muchy w nosie? Zmrużyła oczy i zmarszczyła nos, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę.
Nie widziała nic złego w tym, że pozwoliła przyjaciółce brata przejąć kuchnię. Chciała sprawić jej przyjemność, spowodować, że poczuje się tutaj mile widziana? W końcu musieli mieszkać z nią, a że sama w sobie była raczej średnio przyjemna, to próbowała chociaż przez takie drobne gesty pokazywać jej swoją sympatię. W końcu byle komu nie pozwoliłaby wprowadzać jakichkolwiek zmian w swoich domu, a dziewczynie dała wolną rękę.
- Nie przesadzaj, wiesz? - No, jak dla niej szukał problemu, tam gdzie go nie było. Miała się zdecydować jaką wersje przyjęła, naprawdę? Nie powiedziała mu, że nic się nie zmieniło, nie oszukiwała go, nadal trzymała tutaj jego rzeczy, tylko w nieco innej odsłonie, czy coś. Widziała, że mu się to nie podoba, ale te pretensje były zupełnie bezpodstawne.
- Naprawdę myślałeś, że wszystko będzie na Ciebie czekać, może miałam tutaj nie wchodzić, żeby nie zaburzyć Twojego porządku licząc na to, że kiedyś postanowisz się tutaj znowu pojawić? - Kolejna kłótnia o nic, oczywiście, że nie mogli tego pominąć. Zbyt długo było spokojnie...
Widziała, że był zirytowany, zupełnie się tego nie spodziewała. Nie rozdała jego rzeczy. Nic nie zostało stąd wyniesione, zresztą sądziła, że Kimi wie, co robi, wyglądała jakby wiedziała, na pewno była dużo bardziej świadoma od Yaxleyówny. Jasne, to mogło być uznane za ignorancję, ale Roise powinien pamiętać o tym, że to było jedne z tych pomieszczeń, które tak naprawdę w przypadku Geraldine mogłoby nie istnieć. Nie korzystała z kuchni, z garnków, noży, patelni, chuj jeden wiedział czego jeszcze.
- Nie sądziłam, że tak Cię to zirytuje, gdybym wiedziała, to pewnie bym tego nie zrobiła, cóż, nie cofnę czasu. - Nie chciała się z nim kłócić, więc po prostu próbowała dalej przedstawiać swój punkt widzenia, chociaż wydawało jej się, że w ten sposób raczej nic już nie wskóra.
Zraniła go, zupełnie nieświadomie. Jak widać wszystko, co robiła okazywało się nie mieć żadnego sensu. Jasne, mogła powiedzieć Kim, żeby ograniczyła zmiany do minimum, jednak nie widziała powodu, aby miała to robić. Wręcz przeciwnie, nawet ucieszyło ją to, że znalazł się ktoś, kto miał chęć spędzać tu czas i włożyć odrobinę chęci, aby coś zmienić. Teraz wydawało jej się to bardzo głupie, zwłaszcza, że nie było tu już ani Kim, ani Ambroisa. Kuchnia znowu stała się niczyja.
- Przykro mi, że Cię znowu rozczarowałam. - Tak, nadal nie ruszyła się z miejsca, stała przy stole i wpatrywała się w Roisa. Nie sądziła, że skupianie się na tym wszystkim było czymś dobrym. Mieli się tutaj pojawić po to, żeby odpocząć i zjeść śniadanie, a nie doprowadzać do kolejnej kłótni z dupy.
- Idę pod prysznic i do łóżka, nie chcę tego robić. - Tak, tego robić, czyli po raz kolejny szukać powodów do tego, żeby zacząć drzeć z nim koty. Postanowiła odpuścić, bo liczyła na to, że ominie ich powtórka z rozrywki.