- Kimi już nie ma, więc pewnie kolejny lokator też zrobi to po swojemu. - Skoro chciał z nią rozmawiać w ten sposób, to proszę bardzo, sam sobie tego życzył. Geraldine nie zamierzała udawać, że ją to obchodziło. Naprawdę nie miał prawa wkurwiać się na nią o to, że ruszyła do przodu, bo miała wrażenie, że głównie o to mu chodziło. To nie było muzeum, tylko miejsce, w którym żyli ludzie. Kuchnia, jak kuchnia, zupełnie nie rozumiała jego irytacji.
- Nie wierzę, że chcesz to robić. - Mruknęła tym razem pod nosem, raczej do siebie, niż do Roisa. Skrzyżowała ręce na piersiach i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Źle ujęła to w słowa? Być może, tylko co niby miała zrobić jak odszedł? Segeregować jego rzeczy, nie jego rzeczy? Właściwie w kuchni wszystko było jego? Naprawdę spodziewał się, że pozbiera to wszystko, schowa, a może zrobi sobie z tego ołtarzyk? Zresztą powinien się spodziewać, że te przedmioty codziennego użytku na pewno pozostawały przez nią nieruszone. Zresztą nie to miała na myśli, kiedy mówiła o jego rzeczach, zupełnie zignorowała świadomość tego, że to, co było w kuchni również należało tylko i wyłącznie do niego.
Policzki jej się zaróżowiły, bo zaczynała się wkurzać. Nie spodziewała się, że wizyta w jej mieszkaniu spowoduje kolejną kłótnię. Eskalowało to dość szybko, chociaż, czy faktycznie było takie nieprzewidziane? Ostatnio okropnie się siebie czepiali, najwyraźniej to był kolejny taki moment.
- Jak chcesz, to rzeczy niczyje, proszę bardzo. Niczyje rzeczy, w niczyjej kuchni, pasuje? - Musiała się upewnić, że faktycznie mu to odpowiadało, bo przecież za chwilę znowu nie nazwie czegoś w odpowiedni sposób i po raz kolejny będzie miał do niej pretensje.
- Wystarczyło wszystko wypierdolić, a nie byłoby kolejnego problemu... - Była naprawdę wkurzona o to, że Ambroise szukał problemów tam, gdzie nie do końca powinny być, jakby nie mieli wystarczająco dużo tych prawdziwych, które całkiem elegancko zamietli pod dywan, przynajmniej jak na razie. Wiedziała, że w ich przypadku przeskakiwanie między kolejnymi oskarżeniami i wysrywami było typowe, więc pewnie zaraz coś wybuchnie.
Źrenice, jej się rozszczerzyły, kiedy po raz kolejny się do niej odezwał. Nie spodziewała się, że uderzy w nią teraz w ten sposób. Naprawdę? Miał zamiar jej to wysrywać. W sumie podczas tych wszystkich ostatnich kłótni nie przechodzily nigdy do tego, było to więc coś zupełnie świeżego.
- Połowy Londynu? Coś Ty, to za mało, to jebana połowa całej Wielkiej Brytanii. Potrzebujesz jakichś szczegółów, informacji? Czegoś więcej? Mogę Ci wszystko bardzo dokładnie opowiedzieć. - Wiedziała do czego zmierzał i ją to zabolało. Nie sądziła, że jej to wyciągnie, bo ona sama nie poruszała tego tematu. Wolała nie myśleć o tym z kim i w jaki sposób spędzał czas, kiedy to jej nie było u jego boku. Każdy miał swoje potrzeby, każdy potrzebował zapomnienia, szczególnie po rozstaniu z kimś z kim było się przez tyle czasu, ale nie spodziewała się, że skorzysta z tego argumentu. Zwłaszcza, że przeszła już podobna rozmowę ze swoim młodszym bratem, zdecydowanie wolałaby jej uniknąć, a teraz miała rozmawiać ze swoim byłym chłopakiem na temat tego, kto i po co przewijał się przez jej mieszkanie, kiedy nie byli razem. To było zbyt wiele.
- Możesz być pewien, że nie będzie następnego razu, widzę, że chyba ta opcja bardziej Ci się spodoba. - Uczyła się na błędach, czyż nie? To nie tak, że nie zamierzała wpuszczać go ponownie do swojego życia, bo wiedziała, że to nie będzie możliwe, ale skoro szukał problemów tam, gdzie ich nie było, to zaczęła gryźć, znowu. Bardzo łatwo ją było przecież wyprowadzić z równowagi i mimo, że oczywiście jaj na nim zależało, to paplała, co jej ślina przyniosła na usta. Typowe dla Yaxleyówny.
- Kładź się gdzie chcesz, przecież przez to miejsce przewija się połowa Londynu, i tak jest mi to obojętne. - Nie tak wyobrażała sobie ich wspólny odpoczynek, ale skoro tego właśnie chciał? To nie zamierzała mu tego zabraniać. Sam zasugerował to, że przez to mieszkanie przewijało się wielu ludzi.
- Wszystko znajdziesz tam, gdzie zawsze. - Poza kuchnią przecież nic się nie zmieniło. No, może poza tym, że jedną z trzech sypialni zajmował jej młodszy brat. Spodziewała się jednak, ze Roise domyśli się tego, że nie było dobrym pomysłem położenie się obok niego.
- Wiesz co, rób co chcesz. Nie będę Cię stąd wypraszać ani oficjalnie, ani nieoficjalnie. Zresztą i tak zawsze robisz to na co masz ochotę. - Oczywiście, że nie zamierzała tego pominąć, skoro już tak dramatyzowali, to dlaczego ona nie mogła zrobić tego samego. Dostosowywała się do tego, co działo się między nimi, najwyraźniej ten pozorny spokój w którym trwali od rana już się zakończył.
Niby miała zamiar wyjść, ale teraz musiała dokończyć tę konfrontację, na pewno nie zamierzała odpuścić. Skoro już znowu zaczęli sobie wszystko wyrzygiwać, była ciekawa, co jeszcze wypłynie, bo czemu by nie. Najwyraźniej zmęczenie powodowało, że myśleli jeszcze bardziej irracjonalnie niż zwykle, o ile w ogóle było to możliwe.