Cornelius uważnie patrzył na Eleonorę, z którą prowadził rozmowę, wyraźnie słuchał jej słów, na co wskazywały przede wszystkim chłodne, niebieskie oczy przez cały czas skupione na jej twarzy. Jego postawa zapewne też zdradzała zaangażowanie w rozmowę, być może nawet większe niż wymagała sytuacja. Mimo, że na pierwszy rzut oka, w dalszym ciągu, wydawał się nieco oficjalny i zdystansowany, nieświadomie lekko się garbił, by dostosować się do jej wzrostu. Chciał wyłapać każdy niuans wypowiedzi panny Figg, a gdyby się fizycznie dystansował, pewnie byłoby mu ciężko. Była taka niziutka. Zawsze potrafił słuchać, a teraz, w tym momencie, wydawał się być całkowicie pochłonięty rozmową. Jego niebieskie oczy, pełne zainteresowania, bezsprzecznie skupiły się na jej tęczówkach, gdy zaczęła mówić. Nie uciekały nigdzie ani na chwilę.
- Rozumiem, Eleonoro. - Poważnie kiwnął głową, był oficjalny, w dalszym ciągu, ale nie niemiły, brzmiał raczej przystępnej niż wcześniej. - Sam ostatnio nie miałem zbyt wiele czasu na uczestnictwo w spotkaniach towarzystwa herbologicznego, więc tym bardziej mi miło, że mogę być częścią tej eksploracji. Zwłaszcza, jeśli moja obecność sprawi, że poczujesz się swobodniej, to tym bardziej chętnie ci pomogę. Natomiast, gdybyś chciała tu wrócić beze mnie, nie martw się o to, że możesz być uważana za intruza. To miejsce otwarte dla wizytorów, może nie przez cały czas, ale na pewno nie wyproszono by cię bez kogoś z rodziny. - Zapewnił, bo nie chciał, żeby kobieta przypisywała mu więcej zasług, niż to było rozsądne, w końcu nie robił nic szczególnego, spotykając się z nią w tym miejscu, nie zapewniał jej żadnych szczegółów benefitów, wynikających ze wspólnej przechadzki, ani nic z tych rzeczy, jedynie służył jej swoim towarzystwem. Próbował być miły, nie zachowywać się, jak straszak na młode kobiety, szczególnie tak miłe, jak Eleonora, raczej zaprezentować się od najlepszej strony, ale nic ponad to, naprawdę nie uważał, że miał szczególne chody związane z byciem członkiem rodu Lestrange, zarządzającego tym miejscem. Zresztą... jeśli by je miał, to czy prezent ze strony panny Figg nie byłby przekupstwem? Łapówki nie mógłby przyjąć, a wziął od niej podarunek, to byłoby niezgodne z jego zasadami moralnymi, którymi kierował się w życiu. Wygodnie pominąwszy kilka sytuacji, w których wykazał się kolesiostwem i układami. Raczej po to, żeby pomóc bliskim, nie dla siebie, no, ale... Nie dało się ukryć, że sam na tym też korzystał, bo zadowolone otoczenie było przyjemnym otoczeniem. Najwyraźniej Nora wychodziła z podobnego założenia, dzieląc się swoimi wypiekami. To było przemiłe, tak samo, jak pytanie o syna.
- Wychowuję czterolatka, ma na imię Fabian. - Wspomnienie o dziecku wprowadziło do słów Corio miękkość, która kontrastowała z jego zazwyczaj chłodnym sposobem bycia. Fabian był mu oczkiem w głowie, małym skarbem, który z dnia na dzień potrafił wprawić go w lepszy nastrój. Cornelius, mimo swojego zwyczajowego dystansu, nie potrafił powstrzymać się od uśmiechu na myśl, jak bardzo jego życie zmieniło się od chwili narodzin syna. Wciąż jednak trzymał swoje emocje na wodzy, starając się nie ujawniać zbyt wiele, ale na wspomnienie o chłopcu,w jego postawie Nora mogła zauważyć subtelne rozluźnienie.
Pomimo całej tej radości z dziecka, które było mu największą dumą, w jego sercu nadal tlił się lekki smutek. Niektóre rany wcale tak łatwo nie znikały. Była to tęsknota przede wszystkim za tym, czego brakowało w ich dwuosobowym życiu, obecności drugiego rodzica, z którym mógłby dzielić te wszystkie chwile. Nigdy nie mówił obcym o tym, że był jedynym rodzicem, ani tym bardziej nie zdradzał, jak bardzo tęsknił za żoną. To był temat, którego unikał jak ognia, rozmawiając z innymi, którzy nie byli jego najbliższymi. Nie chciał, aby ktokolwiek czuł się niekomfortowo w jego towarzystwie z powodu smutnych wspomnień. Wspomnienie żony, chociaż nieobecne w rozmowie, stanowiło nieodłączny element jego codzienności, a Cornelius nie chciał obciążać rozmówczyni tym ciężarem. Zamiast tego, postanowił skupić się na pozytywnych aspektach swojego życia. Tak, jak mawiano, że należało robić.
- Przy okazji... - Dodał, nieco luźniej, gdy już weszli na tereny rosarium, trochę zmieniając temat. - Fabian jest również chrześniakiem naszego wspólnego przyjaciela, Roise’a, nie wiem, czy ci wspominał. - Wspomnienie o tym napełniło go odrobiną dodatkowej radości, ale jednocześnie w dalszym ciągu dało się dostrzec u niego cień smutku, przede wszystkim w spojrzeniu mężczyzny, tego, który nigdy całkowicie nie znikał.