Norka może nie należała do osób, które były celem ataków, nie rzucała się w oczy, nie wzbudzała kontrowersji, mimo tego praktycznie od samego początku wspierała Zakon Feniksa. Jakoś tak wyszło, że została obdarzona zaufaniem, poproszona o pomoc i zaangażowanie nigdy by tego nie odmówiła. Może nie walczyła na froncie, ramię w ramię ze swoimi przyjaciółmi, bo zdawała sobie sprawę, iż zamiast im pomagać, to tylko i wyłącznie utrudniałaby im działania, jednak znalazła dla siebie całkiem odpowiednie miejsce. Wytwarzała eliksiry, maści, świeczki, wszystko, co mogło im się przydać. Do tego pocieszała tych, którzy tego potrzebowali. Odnalazła się w tej roli, chociaż czasem żałowała, że nie może zrobić więcej. Nie wszyscy jednak musieli potrafić walczyć w ten najbardziej oczywisty sposób.
Była jedną z osób, które nie miały najmniejszego problemu z tym, aby bezinteresownie pomagać wszystkim, którzy tego potrzebowali, nie wychylała się jednak, wiedziała, że może to zwrócić na nią uwagę, a nie mogła ryzykować, bo miała dla kogo żyć. Kierowała się w tym wszystkim przede wszystkim rozsądkiem. To było dla niej najważniejsze.
Wielu z jej przyjaciół było zaangażowanych w działania Zakony Feniksa, nie akceptowała więc w ogóle opcji, że mogłoby jej zabraknąć wśród nich, więc była. Robiła, co mogła, aby jakoś ułatwić im życie, do tego faktycznie mogła się przydać.
Wiedziała, że to był dopiero początek, że wiele mogło się jeszcze wydarzyć, że nie byli w stanie przewidzieć tego, co zrobi druga strona. Musieli się zbroić, żeby mieć jakiekolwiek szanse poradzić sobie z wrogiem. Właśnie dlatego ucieszyła się z tego, że Brenna wspomniała jej o nowym rzemieślniku w ich szeregach, razem mogły więcej zdziałać. To było całkiem budujące, zważając na to, do czego doszło podczas Beltane. Zdawała sobie sprawę, że spora część społeczeństwa wolałaby stać z boku, żeby przypadkiem nie znaleźć się na radarze złej strony mocy.
Panna Figg uniosła głowę znad tacy, gdy po pomieszczeniu rozległ się głos dzwonków, który zwiastował pojawienie się kolejnego klienta. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, całkiem szczery, rzadko kiedy uśmiechała się z przymusu i czekała na to, aż rudowłosa kobieta podejdzie do lady. W między czasie udało jej się upchnąć wszystkie słodkości za przezroczystą gablotę, mogła więc na spokojnie przywitać rudowłosą.
Wszystko wyjaśniło się, gdy kobieta znalazła się tuz obok niej. Wtedy uśmiech zrobił się jeszcze szerszy. Naprawdę cieszyła się z tego, że miały okazję się poznać i ze sobą porozmawiać.
- Tak, Nora, Nora Figg. - Powiedziała z entuzjazmem. Wiedziała kto się zjawił, może powinna się jednak upewnić? - Jak mniemam Olivia Quirke? - To było potrzebne, chociaż nie znosiła takich formalności.
- Tak, to wszystko razem spowodowało, że osiągnęłam sukces. - Oczywiście, że Nora nie byłaby takim samym miejscem, bez ich wyjątkowych kotów. Aktualnie trzy mieszkały w tym miejscu, co czasem nie było wcale takie proste, bo koci towarzysze Mabel i Thomasa byli specyficzni i na każdy temat mieli coś ciekawego do powiedzenia.
Kotka uniosła głowę, gdy zobaczyła, że ktoś nowy pojawił się w jej otoczeniu. Powoli podniosła się i usiadła, wbiła swoje niebieskie ślepia w kobietę i mruknęła cichym głosem. - Lady, jestem Lady. Miło mi panią poznać. - Był to chyba najbardziej kulturalny kociak w tej cukierni. Wychyliła głowę w stronę Olivii, aby pozwolić pogłaskać się za uszkiem.
- Masz może ochotę na kawę, herbatę, coś mocniejszego? Kolejne pytanie, jakie słodycze są Twoimi ulubionymi? - Tak, Norka musiała się wtrącić, żeby ugościć swoją nową koleżankę w odpowiedni sposób. Zresztą każdego nowego członka Zakonu Feniksa pytała o ulubione słodkości, musiała w końcu rozpieszczać swoich bliskich. Należało im się coś od życia, odrobina słodkości, przecież jeszcze nigdy, nikomu nie zaszkodziła.