- Skoro nie chcesz wiedzieć, nie interesuje Cię to, to dlaczego właściwie Cię to tak rusza? - Wiedziała dlaczego, wszystko było dla niej jasne. Nie mogła tylko znieść tych ich wzajemnych przepychanek, które nie miały najmniejszego sensu. Znowu to sobie robili. Obwiniali się o coś, co mogło, ale nie miało sensu się wydarzyć. Może źle dobierała słowa, to też nie było niczym nowym, przecież nigdy nie była dobrym mówcą, zdecydowanie łatwiej było jej pokazywać co czuła przy pomocy gestów, ale w tej chwili nie mogła po nie sięgać, bo się od siebie dystansowali. Sami wybrali tę drogę, to też ją wkurzało.
- Mówiłam Ci, że nie szukam nikogo kto zajmie Twoje miejsce. - O to mu chodziło? Czyż nie? Obruszył się tak, bo stwierdził, że przyjmie tutaj kogoś z kimś stworzy sobie nowy domek. Tyle, że przecież mówiła mu wiele razy, że nie zamierza tego robić, że nie widziała możliwości, aby u jej boku miał się znaleźć ktoś inny niż on. Musiała mu chyba jednak o tym przypomnieć, bo najwyraźniej mu to umykało. Może i ją wkurzał, irytował, drażnił jednak to też się nie zmieniło. Nie chodziło o nią, ale nie mieszkała tutaj sama, więc zakładała różne możliwości, zresztą Kim wprowadziła się do niej praktycznie na równi z Astarothem, skąd mogła wiedzieć, że jej brat niedługo nie znajdzie sobie nowej przyjaciółki.
- Najwyraźniej nic nie jest takie jasne, jakby się mogło wydawać. - Nie mogła powstrzymać się przed tym komentarzem, ciągle powtarzał jej, że mają zgodność, że wszystko jest jasne, ale nie było w tym najmniejszego sensu, inaczej przecież by się o to ciągle nie kłócili. Może był to moment, w którym powinni wszystko wyjaśnić? Tak, żeby faktycznie żadne z nich nie miało żadnych wątpliwości.
Nie prosiła go o to, aby porzucił ich wspólny dom, nie było niczym przyjemnym znalezienie tych dokumentów, które raczej nasunęły jej na myśl, że teraz już ich nic oficjalnie nie łączy. Mimo spędzonych ze sobą lat nie zdążyli przecież w żaden prawny sposób tego ogarnąć, dzięki temu bardzo prosto mogli się rozejść, jakby ich nic ze sobą nie łączyło, jakby to wszystko nic nie znaczyło. Każde z nich mogło po prostu odwrócić się na pięcie i pójść w swoją własną stronę.
Kolejna doniczka uderzyła o ziemię. Nie miała wpływu na jego nagły wybuch złości, westchnęła więc jedynie widząc więcej ziemi rozsypane na podłodze. Dobrze było wiedzieć, że on również nad sobą panował, Geraldine wyjątkowo jednak nie niszczyła otoczenia. Czyżby tym razem to ona miała nad sobą większe panowanie? To było, aż dziwne, bo to raczej Ger nie stroniła od tego, żeby rzucać przypadkowymi przedmiotami podczas kuchni, zresztą po jej ostatniej rozmowie z Astarothem na ścianie nadal znajdował się ciemny ślad po kawie, która znajdowała się w kubku, którym w niego rzuciła.
- Nie chcę tego, nie chcę Cię krzywdzić. - Mógł sobie myśleć inaczej, ale nie zamierzała opowiadać o tym, co działo się, kiedy się rozeszli. Najlepiej dla nich, aby ten rozdział pozostał zamknięty i nigdy nie opowiadali sobie zbyt wiele o tym czasie spędzonym osobno. Niezdrowe mogłyby być te historie i dla niej i dla niego. To było im zupełnie niepotrzebne, bo bez tego wydawali się być już dostatecznie skrzywdzeni.
Zapętlali się w swoim niezdecydowaniu, znowu nie przynosiło im niczego dobrego. Wczoraj przecież już doszli do tego, że powinni się rozejść, dzisiaj zamiast tego stali znowu na przeciwko siebie i rzucali między sobą oskarżeniami. To nie przynosiło im nicczego dobrego, nigdy nie miało przynieść. Nie, kiedy postanowili ze sobą walczyć, zamiast przyjąć tą wersję, która byłaby właściwa. Męczyli się, i ona i on. Najgorsze było to, że doskonale zdawali sobie z tego sprawę.
- Oczywiście, dostaję decyzyjność w momencie, w którym jej nie chcę. - Powinna się była domyśleć tego, że odbije się jej to czkawką. Jak zawsze wykorzystał jej słowa i odwrócił to przeciwko niej. Ona miała decyzyjność? W momencie w którym wszystko między nimi wyglądało nie tak, jak powinno? Wspaniale, naprawdę wspaniale, może nawet wyśmienicie.
- Mówiłam Ci w jaki sposób można to zmienić, ale nie słuchasz, dalej brniesz w swoją narrację. - Oczywiście, że nie zamierzała i tego pominąć. Opcje były dwie, chyba każde z nich zdawało sobie z tego sprawę. Wczoraj zadecydowali, że wybiorą tą bardziej bolesną, tyle, że się do tego nie dostosowali, to chyba świadczyło samo za siebie. Postanowili, że pozostaną przy swoim boku, tylko po co? Żeby znowu robić sobie to wszystko? To nie miało żadnego sensu, doskonale zdawali sobie z tego sprawę.
- Nie dziwi mnie to jakoś specjalnie, to nigdy nie zadziała, zresztą przecież już kiedyś to przeżyliśmy. - Najwyraźniej niczego się w związku z tym nie nauczyli. Mieli kolejne wspólne sprawy, mieli się spotykać, być dla siebie mili, a przy okazji ograniczać wszystkie inne intereakcje? Niby jak? To nie było możliwe, to wszystko gryzło się ze sobą i było zupełnie nienaturalne. Nie w momencie, w którym czuli do siebie dużo więcej. Nic im to nie dawało poza tym, że jeszcze bardziej się miotali i motali w siebie tymi niepotrzebnymi komentarzami.
- Naprawdę chcę, żebyś został. - Powiedziała dużo ciszej, niż wcześniej. Nie chciała, żeby jej opuszczał, nie w ten sposób, tyle, że właśnie, czy to znowu nie było dawanie sobie jakiegoś dziwnego substytutu czegoś, po co nie mogli sięgnąć? Zostanie tutaj na kanapie, jako jej przyjaciel? To nie miało najmniejszego sensu, nie tego chciała, nie tego oczekiwała. Znowu zaczynali się dusić przez granice, które sobie wyznaczyli, które nigdy nie powinny się pojawić.