Upragnioną wolność? Chyba nie dla niej. Już dawno przestała uważać, że wolność była tym, czego potrzebowała. Nie podobało jej się zupełnie to życie, do którego wróciła, kiedy ich drogi się rozeszły. Nie gdy miała świadomość, jak mogło wyglądać życie u kogoś kogo naprawdę się rozumiało, na kim naprawdę jej zależało. Gdy była młoda na pewno nigdy nie założyłaby, że kiedykolwiek będzie pragnęła tego, aby być w takiej wieloletniej, stałej relacji, ale to właśnie wtedy naprawdę czuła się szczęśliwa. Gdy trwali u swojego boku.
Prychnęła, gdy się odezwał. No jasne, ona miała nie zgrywać głupiej, szkoda tylko, że Roise nie był w stanie się odezwać, przyznać do tego, co myślał. Zamiast tego rzucał w nią tymi ostrymi słowami. Jasne, to było całkiem rozsądne zachowanie, bo tylko ona tutaj zgrywała głupią.
- Cieszę się, że w końcu to do Ciebie dotarło, to zawsze było i będzie Twoje miejsce. - Chyba mieli w tym jasność? Może pozwoliła na zbyt wiele Kim, ale nie chciała w ten sposób go wkurzyć. Nie było go, kiedy to się wydarzyło nie miała pojęcia, co siedzi w jego głowie, nie znała konkretnego powodu jego odejścia. Nic nie wiedziała, chyba nic dziwnego, że nie miała pojęcia, że może chcieć kiedykolwiek tutaj wrócić? To nie było, aż tak oczywiste jak się mogło wydawać. Zwłaszcza, że unikali kontaktu ze sobą, unikali siebie, nie rozmawiali nigdy od momentu w którym ich drogi się rozeszły. Dopiero tego lata padły między nimi pierwsze słowa, zresztą nie były szczególnie przyjemne, tak samo jak i nastawienie wobec siebie. Nie miała pojęcia czym to było spowodowane, miała prawo podejmować irracjonalne decyzje. Szkoda, że nie chciał zrozumieć jej punktu widzenia.
- Nie nazwałabym tego telentem. - Wydawało się, że raczje dostrzegalny był ich brak. Cóż, nie można było być wyśmienitym we wszystkim, prawda? Szkoda, że nie radzili sobie z jedną z najbardziej podstawowych rzeczy, która pomagała w egzystencji. Komunikacja była w końcu dość istotna. Zdecydowanie nie mogli się w niej popisać jakimś szczególnym talentem, przynajmniej w tej werbalnej.
Mimo wszystko mówili sobie teraz bardzo wiele, co też nie było typowym dla nich zachowaniem, robili to oczywiście bardzo na wyrost, bez większego zastanowienia, co też nie przynosiło niczego dobrego. Ostatnio ich dni były pełne takich wymian zdań, które nie miały najmniejszego sensu, a i tak do tego wracali, brnęli w nie, nie miała pojęcia po co i dlaczego. Jakby miały wnieść coś istotnego do ich wspólnego życia.
Kiedyś potrafili się powstrzymywać, nie przekraczali pewnych granic podczas swoich kłótni? Aktualnie? Postawili sobie granice chyba nie w tym miejscu w którym powinni, bo trzymali się na dystans, za to nie mieli oporu przed tym, aby wyrzygiwać sobie wszystko co najgorsze. To nie mogło działać, nie miało prawa przynieść im jakichkolwiek zmian.
- To świetnie, że nie zamierzałeś, bo przecież liczą się chęci. - Oczywiście, chęci były najważniejsze... ta jasne, tyle co z tego, skoro czyny niosły za sobą coś zupełnie innego. W tym wypadku raczej nie do końca coś, co chciała zobaczyć.
- Wydaje mi się, że mogę, zwłaszcza, że ty mogłeś wybierać kiedy decydujesz sam, a kiedy decyzje są wspólne, czy moje. - Przecież byli równi. Oczywiście mogła sie zamknąć i mu tego nie wypominać, ale tego nie zrobiła. Skoro uderzali w siebie w ten sposób, to zamierzała odbijać piłeczkę, skoro dostała taką możliwość. Nie powinna chcieć wbijać mu tych szpilek, nie o to jej chodziło, ale była zirytowana, znowu doprowadził ją na skraj, brakowało jej w tej chwili racjonalności.
Parsknęła śmiechem. Nie mogła się przed tym powstrzymać. - Oczywiście, Ty jesteś najbardziej stały we wszystkim, ja mieszam, oczywiście, że to moja wina. - Nie było to dla niej wcale takie jasne, bo też dawał jej zupełnie różne sygnały. Raz mówił, że było mu to obojętne, a po chwili pokazywał, że go to wkurwiało. Mógłby się zdecydować, a jeszcze teraz sam twierdził o tym, że był stały we wszystkim, co mówił i robił. JASNE. Szkoda tylko, że nie było to wcale takie jasne dla niej.
W końcu znalazł się tuż przed nią. No nareszcie. Nie miała jednak póki co pojęcia, co to właściwie zmieniało, ale wreszcie na nią spojrzał, bo przez dłuższą część tej pogmatwanej rozmowy, kłótni, jak zwał tak zwał nawet na nią nie spoglądał.
- Możemy? - Zapytała już dużo spokojniejszym tonem. Nie wydawało jej się, aby mogli iść dalej, bo przecież rozmowiali o tym, że to nie powinno mieć miejsca. Nie miała pojęcia ku czemu zmierzał, czego właściwie od niej oczekiwał. Jasne, doszli do tego, że to nie zadziała, tylko przecież to nie był pierwszy raz. Kręcili się w kółko bez uzyskania żadnych nowych wniosków. Dyskutowali o tym, że powinni się rozejść, dać sobie dystans, a nadal tkwili obok siebie. To chyba mówiło o tym, jakie mieli podejście. Ona i on, bez względu na to, że uważali, iż powinni zrobić coś innego. Decyzja chyba została podjęta, a może znowu tylko jej się wydawało? Znowu była zagubiona, znowu nie miała pojęcia, co to właściwie dla nich oznaczało.
- To zostań, zostań tutaj. - Już na zawsze. Powstrzymała się jednak przed dodaniem tego, bo wiedziała, że to może przynieść kolejne, zupełnie niepotrzebne kłótnie. Bardzo łatwo przyszła jej zmiana tonu, jak i również zapanowanie nad tym, co się z nią działo. Wkurwienie zgasło, zastąpiła je niepewność, która niosła ze sobą panowanie nad słowami. Znowu się bała, że jeśli powie coś nie tak, to zmienią narrację. To nie było normalne, tak samo jak te wyrzuty, a później zupełna zmiana tonu rozmowy. Nie przywykła do tego, że rozmawiali ze sobą w ten sposób.
- Co do tego chyba też mamy jasność. - Nigdy nie chciała być tylko jego przyjaciółką. To nigdy nie miało racji bytu, nie mogło skończyć się dobrze. Nie, kiedy czuła się przy nim w zupełnie inny sposób, kiedy pragnęła tego, co faktycznie mógł jej dać, szczególnie po tych wszystkich latach, które razem spędzili. Od zawsze chciała czegoś więcej, to było jednym właściwym rozwiązaniem.
Skoro znajdowali się wreszcie tak blisko siebie, i chyba w końcu przybrali jedną, wspólną narrację nie zamierzała udawać, że nie rozumie do czego zmierza. Zwłaszcza, gdy patrzył na nią w ten sposób. Nie chciała myśleć, zastanawiać się dłużej nad tym, co powinni, czego nie powinni, to było zupełnie niepotrzebne. Zamiast tego pozwoliła sobie na to, żeby zbliżyć się do niego jeszcze bardziej i w końcu złączyć ich usta w pocałunku, nie sądziła, że ją odrzuci, nie kiedy to co mówił wydawało jej się być zupełnie jasne. Nigdy nie mieli być przyjaciółmi, bardzo dobrze zdawali sobie z tego sprawę. Nie mogli też egzystować na tym świecie nie będąc blisko siebie. Pozostawało więc w końcu się określić.