02.02.2023, 17:41 ✶
- Schody to jeszcze nic! Wystarczyłoby uchylić zakaz latania na miotle wewnątrz szkoły, by rozwiązać ten problem. Za to koniecznie potrzebne jest przemeblowanie obrazów. Czemu na widoku są tylko te nudne, wiecznie śpiące lub cały czas plotkujące? W przeciągu setek lat nie było choć kilku ciekawych czarodziei? - zauważył, poruszać kolejny ważny temat. Z punktu widzenia Theodore do tej pory sławnymi stawali się jedynie nudziarze. Dla niego interesujący byłby gość, który zdołał być w siedemnastu związkach naraz i nikt się nie połapał, a nie taki, który odnalazł i opisał jakąś unikatową gwiazdę na niebie lub odkrył magiczną właściwość jakieś liczby. Czy naprawdę ciężko było znaleźć bardziej interesujące osobistości dla dzieciaków?
- Chętnie wykopałbym nauczycielkę wróżbiarstwa z Hogwartu. I powiedziałbym przy tym, że powinna przewidzieć, że tak się stanie – stwierdził radośnie podekscytowany, że ktoś podziela jego ostre poglądy w kwestii wróżb. Zero litości dla tarotowych hochsztaplerów.
- Naprawdę? To tak w ogóle się da? - Westchnął głośno, trochę zszokowany jego sekretem. Jak tak można było, przez siedem lat ani razu nie ściągać? Przecież to wołało o pomstę do nieba. To była jakaś abominacja. Jak on w ogóle funkcjonował, jak on to wszystko pozdawał? Tylko krukon mógłby coś takiego wymyślić, bo skromnemu puchonowi takiemu jak Theodore to się nie mieściło w głowie.
- Przepraszam - odparł trochę skruszonym tonem, bo co jak co, ale nie chciał, by ktokolwiek czuł się przy nim niezręcznie. Wycofał się, wyprostował plecy, przestając się w niego wgapiać. Zaraz potem uśmiechnął się po raz kolejny - No i klawo! Niech służą ci jak najdłużej - dodał szczęśliwy, że towarzysz wybrał fryzurę, która będzie go najbardziej uszczęśliwiać.
Kiwnął porozumiewawczo głową, rozumiejąc wszystko, zupełnie tak, jakby od tego momentu dzielili wspólny sekret. Uśmiechnął się szeroko, bo było dla niego dosyć zabawne to, jak mimo bardzo różnych profesji artysta z artystą zawsze znajdzie wspólny język.
- To bardzo podobne do odgrywania postaci – zauważył przyglądając się przez chwilę ich na wpół skończonej różdżce - Główne cechy protagonistów zaczną się prędzej czy później powtarzać. Na przykład walecznego i bohaterskiego mieliśmy nie tylko Godryka, ale także króla Artura, Almerika Sawbridge i wielu innych. To nie męstwo, rdzeń ich charakteru, czyni te postacie wyjątkowymi, ale te drobne rzeczy, małe różnice, które sprawiają, że każdy z nich jest jedyny w swoim rodzaju – stwierdził pewnym siebie tonem, po czym zmrużył lekko oczy - Tyle że Fergusie, kreując postać, mam wiele źródeł, z których mogę czerpać pomysły. Mogę poczytać o tej osobie, mogę przyglądać się znajomym podobnym do tej postaci… A skąd można czerpać inspirację tworząc różdżkę? - badał dalej jego proces twórczy. Nie pomyślałby wcześniej, że rzeźbienie różdżek może być tak fascynującą czynnością. Zachichotał nad rysunkiem, od tak, bez powodu, po prostu zadowolony z dobrego, rozwijającego horyzonty towarzystwa.
- O tak, jeśli twoja znajoma byłaby w stanie znaleźć taki duży, ładny i błyszczący, to będzie wspaniale – stwierdził wesoło, nie zastanawiając się, ile taka przyjemność będzie go kosztowała. Później będzie się tym martwił. - Jesteś kopalnią dobrych pomysłów. Tak, taka broszka będzie w sam raz. Będzie ją nosiła niedaleko serca, będzie to bardzo dobry symbol pokrewieństwa ich dusz – krzyknął słonecznie, z dużą dozą radości, klepiąc się w pierś, w miejscu, gdzie wyobrażał sobie czerwoną biżuterię na sukni wybranki Godryka. Wprawdzie to, czy rekwizyt ten zostanie użyty, nie zależało od niego, ale od reżysera i jego koleżanki z planu, ale był przekonany, że da radę przekonać ich do tego pomysłu.
- Wiesz, chciałbym pozostać i patrzeć, jak pracuje mistrz, ale wydaje mi się, że będę cię tylko rozpraszał ze swoimi pomysłami – stwierdził, rozkładając ręce na boki. Fergus udowodnił już, że miał dużo lepsze wyczucie jak elegancka, potężna różdżka powinna wyglądać. Gdyby posłuchał się pomysłów Lovegooda, to skończyliby z małą, śmieszną wersją miecza. Dopiero gdy Ollivander wszedł do akcji narzędzie pracy Godryka zaczęło nabierać kształtów. Theodore był bardzo ciekawy jak Fergus pracuje i rozwija swój projekt, ale dla dobra jakości dzieła był gotowy ustąpić i dać mu szkicować po swojemu.
- Wolisz, bym zostawił cię samego i później zgadamy się sowami, gdy będziesz miał coś konkretnego, czy może bym usiadł gdzieś z boku i dał ci popracować?
- Chętnie wykopałbym nauczycielkę wróżbiarstwa z Hogwartu. I powiedziałbym przy tym, że powinna przewidzieć, że tak się stanie – stwierdził radośnie podekscytowany, że ktoś podziela jego ostre poglądy w kwestii wróżb. Zero litości dla tarotowych hochsztaplerów.
- Naprawdę? To tak w ogóle się da? - Westchnął głośno, trochę zszokowany jego sekretem. Jak tak można było, przez siedem lat ani razu nie ściągać? Przecież to wołało o pomstę do nieba. To była jakaś abominacja. Jak on w ogóle funkcjonował, jak on to wszystko pozdawał? Tylko krukon mógłby coś takiego wymyślić, bo skromnemu puchonowi takiemu jak Theodore to się nie mieściło w głowie.
- Przepraszam - odparł trochę skruszonym tonem, bo co jak co, ale nie chciał, by ktokolwiek czuł się przy nim niezręcznie. Wycofał się, wyprostował plecy, przestając się w niego wgapiać. Zaraz potem uśmiechnął się po raz kolejny - No i klawo! Niech służą ci jak najdłużej - dodał szczęśliwy, że towarzysz wybrał fryzurę, która będzie go najbardziej uszczęśliwiać.
Kiwnął porozumiewawczo głową, rozumiejąc wszystko, zupełnie tak, jakby od tego momentu dzielili wspólny sekret. Uśmiechnął się szeroko, bo było dla niego dosyć zabawne to, jak mimo bardzo różnych profesji artysta z artystą zawsze znajdzie wspólny język.
- To bardzo podobne do odgrywania postaci – zauważył przyglądając się przez chwilę ich na wpół skończonej różdżce - Główne cechy protagonistów zaczną się prędzej czy później powtarzać. Na przykład walecznego i bohaterskiego mieliśmy nie tylko Godryka, ale także króla Artura, Almerika Sawbridge i wielu innych. To nie męstwo, rdzeń ich charakteru, czyni te postacie wyjątkowymi, ale te drobne rzeczy, małe różnice, które sprawiają, że każdy z nich jest jedyny w swoim rodzaju – stwierdził pewnym siebie tonem, po czym zmrużył lekko oczy - Tyle że Fergusie, kreując postać, mam wiele źródeł, z których mogę czerpać pomysły. Mogę poczytać o tej osobie, mogę przyglądać się znajomym podobnym do tej postaci… A skąd można czerpać inspirację tworząc różdżkę? - badał dalej jego proces twórczy. Nie pomyślałby wcześniej, że rzeźbienie różdżek może być tak fascynującą czynnością. Zachichotał nad rysunkiem, od tak, bez powodu, po prostu zadowolony z dobrego, rozwijającego horyzonty towarzystwa.
- O tak, jeśli twoja znajoma byłaby w stanie znaleźć taki duży, ładny i błyszczący, to będzie wspaniale – stwierdził wesoło, nie zastanawiając się, ile taka przyjemność będzie go kosztowała. Później będzie się tym martwił. - Jesteś kopalnią dobrych pomysłów. Tak, taka broszka będzie w sam raz. Będzie ją nosiła niedaleko serca, będzie to bardzo dobry symbol pokrewieństwa ich dusz – krzyknął słonecznie, z dużą dozą radości, klepiąc się w pierś, w miejscu, gdzie wyobrażał sobie czerwoną biżuterię na sukni wybranki Godryka. Wprawdzie to, czy rekwizyt ten zostanie użyty, nie zależało od niego, ale od reżysera i jego koleżanki z planu, ale był przekonany, że da radę przekonać ich do tego pomysłu.
- Wiesz, chciałbym pozostać i patrzeć, jak pracuje mistrz, ale wydaje mi się, że będę cię tylko rozpraszał ze swoimi pomysłami – stwierdził, rozkładając ręce na boki. Fergus udowodnił już, że miał dużo lepsze wyczucie jak elegancka, potężna różdżka powinna wyglądać. Gdyby posłuchał się pomysłów Lovegooda, to skończyliby z małą, śmieszną wersją miecza. Dopiero gdy Ollivander wszedł do akcji narzędzie pracy Godryka zaczęło nabierać kształtów. Theodore był bardzo ciekawy jak Fergus pracuje i rozwija swój projekt, ale dla dobra jakości dzieła był gotowy ustąpić i dać mu szkicować po swojemu.
- Wolisz, bym zostawił cię samego i później zgadamy się sowami, gdy będziesz miał coś konkretnego, czy może bym usiadł gdzieś z boku i dał ci popracować?