• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems

[06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems
Bloody brilliant
Soft idiot, a sappy motherfucker, a sentimental bastard if you will
wiek
33
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Wysoki, bo 192 centymetry wzrostu, postawny, dobrze zbudowany mężczyzna. Czarnowłosy. Niebieskooki. Ma częściową heterochromię w lewym oku - plamę brązu u góry tęczówki. Na jego twarzy można dostrzec kilka blizn. Jedna z nich biegnie wzdłuż lewego policzka, lekko zniekształcając jego rysy, co nadaje mu surowy wygląd, mimo to drobne zmarszczki w kącikach oczu zdradzają, że często się uśmiecha lub śmieje. Inna blizna, mniejsza, znajduje się na czole. Ma liczne pieprzyki na całym ciele. Elegancko ubrany. Zadbany. Bardzo dobrze się prezentuje.

Cornelius Lestrange
#19
12.03.2025, 22:42  ✶  

Cornelius stał w krańcu korytarza, obserwując chaos, który rozgrywał się przed jego oczami. Szybko zorientował się, że konflikt wymknął się spod kontroli, zareagował odruchowo. Gdy tylko dostrzegł, że sytuacja zaczęła się zaostrzać, bezwiednie cofnął się w stronę ściany, a mimo to ledwo zdołał odsunąć się w bok, robiąc to dosłownie w ostatniej chwili, zanim Geraldine i Aloysius, zupełnie zapominając o wszelkich zasadach, rzucili się na siebie.

Obydwoje charakteryzowali się krótkim lontem, znał zbyt dobrze, by nie zdawać sobie sprawy z ich gwałtownych temperamentów, ale nie do końca rozumiał, jak to się stało, że konflikt eskalował tak bardzo. Wiedział, że oboje mieli wybuchowe charaktery, ale nie spodziewał się, że dojdzie do rękoczynów. Nie zamierzał jednak interweniować, przynajmniej na razie. Życie było mu drogie, zawodowe zobojętnienie na losy innych również miało swoje zalety.

Zatrzymał wzrok na szarpiących się, czując narastającą frustrację. Za ścianą znajdowała się sypialnia, a w niej spało ich dziecko. Myśl o tym, że mogłoby się obudzić w trakcie tego żenującego przedstawienia nadmiaru testosteronu, napawała go niepokojem. Poza tym, widok zniszczonej tapety na korytarzu tylko potęgował jego gniew. Buty Aloysiusa już zostawiały na niej wyraźne ślady, na co Cornelius już, pomimo upływu niespełna minuty od początku wydarzeń, nie mógł znieść myśli o kosztach naprawy. Mimo to, starał się nie okazywać złości, wiedząc, że jako gospodarz domu powinien zachować zimną krew.

„Nie interweniuj, nie interweniuj, nie musisz interweniować” - powtarzał w myślach, przeciskając się wąskim przejściem przy ścianie do Ambroise'a, który stał w przeciwległej części korytarza, z dala od tego burdelu, samemu także z niechęcią przyjmując rolę widza, tak jak przyjaciel, bo jeszcze było mu miłe jego gładko ogolone lico i względnie prosty nos. Spojrzał na Roise'a, znajdującego się przy drzwiach głównych, z wyrazem twarzy, który sugerował, że również nie wiedział, co począć. Nie musiał być ekspertem od ludzkich uczuć, żeby wiedzieć, że przyjaciel pewnie najchętniej opuściłby to miejsce, gdyby nie to, że to jego była wdała się w bójkę. Tym razem, wyjątkowo, tylko jedna część duetu demolowała Corio korytarz, ale mężczyzna i tak całkiem poważnie rozważał, czy nie należało, by się stąd wyprowadził i nie zostawił nowego adresu... Zacisnął usta, nie chcąc zdradzić swojego gniewu, ale czuł, że każda sekunda zwłoki mogła doprowadzić do jeszcze większych zniszczeń, a on nie za bardzo mógł coś zrobić, mimo tego, że trzymał różdżkę w pogotowiu, czując, że mógł być zmuszony do działania, jeśli sytuacja miała zbytnio się zaostrzyć.

Obaj mężczyźni stali z boku, obserwując rozwój sytuacji. Zawiedziony i coraz bardziej sfrustrowany, Lestrange spoglądał na zniszczenia, które już miały miejsce, tapeta w korytarzu była porysowana butem Aloysiusa, podłoga nosiła ślady rysów po buciorach obojga jego gości, hebanowe klepki zaczynały się bujać... Mimo to, starał się zachować spokój, nie chcąc dać po sobie poznać, że był na samym skraju wybuchu, na krawędzi wściekłości, tuż przed momentem, w którym kropla potu jednej albo drugiej osoby, padająca na rzemieślniczo malowaną tapetę, mogła przelać w nim czarę goryczy.

Oprócz tego, że korytarz zaczynał wyglądać jak pole bitwy, tapeta, którą sam wybrał, zyskała nowe, niechciane rysy, a każde kolejne szarpnięcie i pchnięcie zdawało się zbliżać ich ku zerwaniu jej ze ściany, w domu było jego dziecko, które spokojnie spało w sypialni. Powiedział o tym Ambroise'owi, potwierdzając z nim to, że Aloysius mówił o tym, podczas pierwszego spotkania na klatce schodowej, co oznaczało, że Loys i Geraldine po prostu mieli to w dupie. Wzrok Corneliusa był dobitny, w jego oczach malowała się bezgraniczna frustracja. Zamknął oczy na chwilę, próbując zapanować nad emocjami. Może zbyt długo pozwalał przyjaciołom na swobodne działania w swoim domu, uważając ich za rodzinę, za domowników, a teraz musiał ponieść konsekwencje...

W końcu, gdy Aloysius wywrócił Geraldine na ziemię i jej ręka została przygnieciona przez jego but, Cornelius poczuł, że nie mógł dłużej milczeć, zamierzał zabrać głos, jednak wpierw obrzucił ich oboje gniewnym spojrzeniem, które miało wyrazić wszystko, co myślał o tej absurdalnej sytuacji. Przy okazji spojrzał w kierunku Ambroise'a, starając się wymusić na nim reakcję przy pomocy samego ostrego spojrzenia. Geraldine była kobietą jego przyjaciela, na dziś naprawdę mogli skończyć z udawaniem, że nie, więc Roise nie powinien stać bezczynnie, gdy jego partnerka leżała na ziemi, już nie przygnieciona przez Aloysiusa. „Zadzieraj kiecę i idź ją podnieś” - nie musiał tego mówić, a przynajmniej taką miał nadzieję, bo jednocześnie Corio czuł się, jakby był jedynym dorosłym w pomieszczeniu, wśród ludzi, którzy zapomnieli o zasadach dobrego wychowania i granicach przyzwoitości. Musiał nim być, dla dobra dziecka, dla dobra ich przyjaźni, dla siebie samego. Jego głos wybrzmiał w korytarzu, twardy i stanowczy, z tonem, który nie znosił sprzeciwu.

- Dość tego. - Odezwał się spokojnie, ale z wyraźną władczością w głosie. - Ocipieliście? W domu jest dziecko, więc macie się opanować, albo wypierdalać. - Jego ton nie pozostawiał miejsca na żadne „ale”... ALE... Corio pewnie i tak miał jakieś usłyszeć. Spojrzał wymownie w kierunku Ambroise'a, który stał z boku, nadal. Cornelius nie musiał nic mówić, jego spojrzenie w dalszym jasno sugerowało, że pomoc Geraldine była obowiązkiem Roise'a, nie jego. Rzecz jasna, nie mogło być tak prosto, Corio zauważył, że jej jedwabna sukienka odniosła uszczerbek i klepka podłogowa naderwała materiał, przez co szew puścił w newralgicznym miejscu w okolicach biodra, prując się po kilka centymetrów w dół i w górę.

- Geraldine. - Zwrócił się do przyjaciółki, starając się przybrać jak najbardziej neutralny ton. - Szew w sukience poszedł, więc trzymaj materiał, wstając. Tylko jedna osoba tutaj powinna oglądać twój biust. Wystarczy, że wszyscy zebrani widzieli kutasa twojego faceta. - Dodał, rzucając znaczące spojrzenie w kierunku Ambroise'a i podkreślając ostatnie słowo. Wiedział, że ci dwoje ewidentnie nie tylko okazjonalnie się ze sobą migdali, spotykali się, a Cornelius nie zamierzał udawać, że było inaczej, tym bardziej, że sytuacja, w której się znaleźli, była daleka od zdrowej. Ich związek był aż nadto widoczny, jak wielka czerwona flaga, i ewidentnie musieli coś z tym zrobić, ale prywatnie. Mieli dwie opcje: wypierdalać i skorzystać z rozdartej sukienki, albo się ogarnąć, założyć coś innego, w przypadku Geraldine, i na względnie spokojnie, o ile tak się dało, wysłuchać wyjaśnień sytuacji z klatki schodowej. Ich wybór.

- Możesz się przebrać w sypialni. Weź sobie coś z szafy. - Wiedział, że jego słowa były szorstkie, ale sytuacja wymagała zdecydowanego działania, a on miał dostatecznie postrzępione nerwy przez to, że musiał dbać o to, by nikt nie próbował podważać jego autorytetu w jego własnym domu. Zignorował pytanie o whisky, ta pożal się, Merlinie, hałastra nie potrzebowała alkoholu, żałował, że w ogóle mial barek.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2417), Benjy Fenwick (7013), Cornelius Lestrange (2164), Geraldine Greengrass-Yaxley (6198)




Wiadomości w tym wątku
[06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Cornelius Lestrange - 20.02.2025, 14:15
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 20.02.2025, 16:26
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.02.2025, 21:53
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 20.02.2025, 23:19
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Cornelius Lestrange - 21.02.2025, 20:17
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 02:02
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.02.2025, 16:09
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 18:10
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.02.2025, 19:37
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 23:39
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.02.2025, 01:14
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 24.02.2025, 23:39
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.02.2025, 11:09
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 25.02.2025, 17:30
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.02.2025, 00:56
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 26.02.2025, 20:27
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.02.2025, 16:00
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 01.03.2025, 16:17
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Cornelius Lestrange - 12.03.2025, 22:42
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.03.2025, 04:22
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.03.2025, 12:43
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 18.03.2025, 23:02

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa