13.03.2025, 09:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2025, 09:53 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie była pewna, czy to źle, czy dobrze, że śmierciożercy nie byli w to zamieszani. Na pewno niedobrze, że Laurent miał jakieś kłopoty: ale żyli w świecie, w którym problemy miał właściwie każdy.
Weszła do kręgu, ściskając list i utkwiła w nim spojrzenie, gdy świece zapłonęły wokół niej.
– Pokój, średniej wielkości, ściany we wzory, tapeta albo farba, trudno określić z powodu półmroku – zaczęła, odruchowo unosząc dłoń, jakby palcem próbowała pokazać, jaki wzór znajdował się na ścianach. Mówiła rzeczowo, przedstawiając każdy szczegół, jaki mogła wyciągnąć z
Wizji: przywykła już do tego przez lata w pracy. – Masywne biurko, ciemne drewno, zdobione, złote świeczniki na blacie, to one oświetlają pokój. Chyba nie ma okien albo są osłonięte. Mężczyzna za biurkiem… – kontynuowała, opisując wszystko, co była w stanie dojrzeć: rysy twarzy częściowo tonęły w półmroku, ale mogła dostrzec zmrużone oczy, ubiór, włosy, a potem drugiego mężczyznę, który wszedł do środka. – Wchodzący spytał „Lukrecja”, ten za biurkiem kiwa głową. Dłonie… – podjęła, opisując te ręce, pewnie niepotrzebnie, Laurent w końcu wiedział, kto napisał ten list, ale przywykła do szukania każdego szczegółu i wyrzucania ich z siebie od razu, na świeżo, póki była w stanie utrzymać skupienie, a szczegóły nie zamazały się jeszcze w pamięci. Opisała mu i gablotę – czy regał – ciągnącą się aż do sufitu, pojemniki i książki, jeśli jakaś okładka czy tytuł rzucał się w oczy, to i ten. Masywny kryształ wypełniony whiskey, a wreszcie… – „Jeszcze to” – powtórzyła za tajemniczym głosem w wizji. – Chodziło mu chyba o bukiecik, z identycznych, białych kwiatków… masz ten bukiet? Pojawił się znikąd, ale chyba nie mógł go wyczarować na stałe. A potem wszystko się urywa – dokończyła, spoglądając przez chwilę na Laurenta. Jakby trochę przepraszająco: nie wyglądało na to, żeby echo przeszłości przyniosło ze sobą jakieś specjalne rewelacje, a przynajmniej ona nie widziała tutaj niczego, co mogło Laurentowi dużo powiedzieć.
Przestąpiła ostrożnie przez krąg świec, by oddać Laurentowi list, a potem sięgnąć po ten drugi: zapraszający na spotkanie.
– Spróbuję z tym – powiedziała, wracając do kręgu, gotowa poszukać mniej więcej tego samego: miejsca, w którym go pisano czy echa rozmów, jakie się nad nim toczyły.
percepcja, widmowidzenie
Tym razem jednak po chwili pokręciła głową.
- Przepraszam. Niczego nie mam - mruknęła, bo chociaż wpatrywała się w dym: ten nie przyniósł więcej odpowiedzi.
Weszła do kręgu, ściskając list i utkwiła w nim spojrzenie, gdy świece zapłonęły wokół niej.
– Pokój, średniej wielkości, ściany we wzory, tapeta albo farba, trudno określić z powodu półmroku – zaczęła, odruchowo unosząc dłoń, jakby palcem próbowała pokazać, jaki wzór znajdował się na ścianach. Mówiła rzeczowo, przedstawiając każdy szczegół, jaki mogła wyciągnąć z
Wizji: przywykła już do tego przez lata w pracy. – Masywne biurko, ciemne drewno, zdobione, złote świeczniki na blacie, to one oświetlają pokój. Chyba nie ma okien albo są osłonięte. Mężczyzna za biurkiem… – kontynuowała, opisując wszystko, co była w stanie dojrzeć: rysy twarzy częściowo tonęły w półmroku, ale mogła dostrzec zmrużone oczy, ubiór, włosy, a potem drugiego mężczyznę, który wszedł do środka. – Wchodzący spytał „Lukrecja”, ten za biurkiem kiwa głową. Dłonie… – podjęła, opisując te ręce, pewnie niepotrzebnie, Laurent w końcu wiedział, kto napisał ten list, ale przywykła do szukania każdego szczegółu i wyrzucania ich z siebie od razu, na świeżo, póki była w stanie utrzymać skupienie, a szczegóły nie zamazały się jeszcze w pamięci. Opisała mu i gablotę – czy regał – ciągnącą się aż do sufitu, pojemniki i książki, jeśli jakaś okładka czy tytuł rzucał się w oczy, to i ten. Masywny kryształ wypełniony whiskey, a wreszcie… – „Jeszcze to” – powtórzyła za tajemniczym głosem w wizji. – Chodziło mu chyba o bukiecik, z identycznych, białych kwiatków… masz ten bukiet? Pojawił się znikąd, ale chyba nie mógł go wyczarować na stałe. A potem wszystko się urywa – dokończyła, spoglądając przez chwilę na Laurenta. Jakby trochę przepraszająco: nie wyglądało na to, żeby echo przeszłości przyniosło ze sobą jakieś specjalne rewelacje, a przynajmniej ona nie widziała tutaj niczego, co mogło Laurentowi dużo powiedzieć.
Przestąpiła ostrożnie przez krąg świec, by oddać Laurentowi list, a potem sięgnąć po ten drugi: zapraszający na spotkanie.
– Spróbuję z tym – powiedziała, wracając do kręgu, gotowa poszukać mniej więcej tego samego: miejsca, w którym go pisano czy echa rozmów, jakie się nad nim toczyły.
percepcja, widmowidzenie
Rzut Z 1d100 - 19
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Tym razem jednak po chwili pokręciła głową.
- Przepraszam. Niczego nie mam - mruknęła, bo chociaż wpatrywała się w dym: ten nie przyniósł więcej odpowiedzi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.