• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child?

[30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child?
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#9
13.03.2025, 18:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2025, 18:32 przez Alexander Mulciber.)  
Ściany napierały na nią ciężarem pokoleń, dusiły dłońmi, które wzniosły je przed laty: gdy próbowała zaczerpnąć tchu, dom oddychał razem z nią, duszny dom pełen dusz. Sufit obniżał się nieubłaganie, każąc jej się zgiąć, a potem klęknąć – klęknąć w błaganiu o ciszę, klęknąć w błaganiu o spokój, o wytchnienie od głosów, które szeptały w jej głowie. Ale Selina Mulciber nie zamierzała klękać. Nie zamierzała błagać. Klękała tylko wtedy, gdy błagała o śmierć: wieszczka, która lubowała się w przepowiadaniu śmierci – umarł, zawodził chór głosów w jej głowie, stado płaczek odzianych w czerń, kluczących żałobą kruków i wron nad płonącym korowodem kolorowych cygańskich wozów pogrzebowych, umarł, umarł, umarł! – wieszczka, która nigdy nie widziała własnej śmierci, choć śmierć widziała wszędzie wokół. Skazana na wieczne wyczekiwanie jej nadejścia, na patrzenie, jak śmierć zabiera ze sobą wszystkich... Jej babkę, jej matkę, jej brata, jej ojca, nawet jej męża. Tylko nie ją.

Śmierć byłaby aktem łaski dla prorokini skazanej na patrzenie, jak wypełniają się wszystkie jej proroctwa.

"Mamo", słyszała szept, tak odległy, jak odległy był zawsze jej syn, zmarszczyła brwi, przypominając sobie, że ma syna – nie jednego, dwóch – dwóch synów. Obaj rozedrą twoje łono, ale tylko jeden – twoje serce, tak mówiła jej babka na łożu śmierci, wiodąc sękatą dłonią po poznaczonej łzami twarzy wnuczki. Nigdy nie chciałam być matką, pomyślała Selina, wspierając się niechętnie na ramieniu syna, nigdy nie czułam się matką. Skazana była na patrzenie, jak umiera, choć umarł zbyt późno, aby oszczędzić jej grzechu bycia matką. Umarł, szeptały głosy, umarł, umarł, umarł!

Mógłby umrzeć wcześniej. Tylko kiedy?

Jęknęła boleśnie. Jej piękny syn, jej Aλέξανδρος. Ten, który odpiera wrogów. Ten, który broni. Nosił imię, jakie nadawano niegdyś królom, bo w jego żyłach płynął dar cygańskich królów. Ich dar, wymamrotała niewyraźnie, osuwając się na fotel, ich przekleństwo. Dłonie, roztrzepotane jak skrzydła zranionego ptaka, który bardzo pragnie poderwać się do lotu, zacisnęły się na usłużnie podsuniętym jej ramieniu syna, gotowego wyprzedzić wszystkie potrzeby kruchego ciała matki, wycieńczonej wiekiem i wieszczbą. Na ramieniu syna, który zamiast stawać w obronie życia, niósł śmierć. Jakiegoż pięknego syna powiła, pomyślała, przymknąwszy oczy. Jakiegoż potwornego. Pięknego i potwornego jak wszystkie jej proroctwa, wszystkie profecje, jakie spłynęły z ust napiętnowanych przeklęctwem premonicji.

To ona pochwyciła wyciągniętą rękę Scarlett. To ona przyciągnęła ją bliżej, z trudem rozchyliwszy szponiaste, wykręcone kurczem palce, aby odsłonić przed dziewczęciem to, co ściskała w suto opierścienionej dłoni. Ostatni z paciorków z rozerwanego naszyjnika, ostatni, który pamiętał ciepło jej ciała. Opal, bo smutek krył się we wnętrzu duszy Scarlett jak w łzy w opalu. Scarlett, córa duchów, nocnych zmór i strzyg, córa snów, córa wietrzyc i nocnic, z oczami i zębami jak gwiazdy. Zamknęła dłoń dziewczęcia wokół paciorka, zmusiwszy je do przyjęcia podarunku, palcem delikatnie kreśląc na skórze symbol ochronnej runy. Nie patrzyła jej przy tym w oczy. Selina Mulciber nie chciała patrzeć jej w oczy – tak samo jak nie chciała patrzeć w oczy Seliny Ayers, której portret wisiał nad kominkiem – nie, gdy tamta miała spojrzenie ciężkie jak fatum. Ciężkie jak dziedzictwo, którego ciężar pisane było Scarlett przyjąć na barki. Ciężkie jak senna mara przygniatająca nocami jej pierś, wznoszącą się i opadającą w niespokojnym rytmie wdechów i wydechów. Ciężkie jak turmalinowy kryształ, który Selina wciąż obracała między palcami. Wsunęłaby go do kieszeni syna, ale nie chciała przykrywać kolejnym kamieniem jego mogiły. Mogiły, którą sam sobie wykopał. Cyganie nie mieli grobów, bo należeli do wiatru i do wody – nie mieli grobów, tak jak nie mieli domów, bo żaden dom i żaden grób nie byłby w stanie zatrzymać ich w miejscu. Uciszyć zewu wędrówki, jakim śpiewała ich krew – jej krew – krew jej syna – wędrówki, która nie kończyła się nawet wtedy, gdy Cygan umarł. Umarł, umarł, umarł! Nie wypuściła jednak kamienia z ręki. Cyganie nie mieli nagrobnych płyt, bo żaden kamień nie byłby w stanie przywiązać ich do ziemi, na której rozsypano ich prochy... A gdyby ten kamień byłby w stanie przywiązać ją do jej własnego ciała? Osadzić w rzeczywistości, zatrzymać w teraźniejszości?

Pod na wpół przymkniętymi powiekami prorokini wciąż jeszcze przesuwały się migotliwe powidoki przyszłości. Pamiętała wszystkie przepowiednie, jakie wypowiedziała. Nie pamiętała tylko kiedy je wypowiedziała. Nie pamiętała, kogo dotyczyły. Nie pamiętała tak wielu rzeczy. Czasem nawet własnego imienia. Ale ona nie zapomni, pomyślała, zaciskając dłoń na podarunku od Scarlett, znów przysiadłszy się bliżej paleniska, bliżej płomieni, które zaczęły trzaskać jakby głośniej, gdy poczuły na sobie spojrzenie czarnych jak węgiel oczu Seliny. Nie zapomni o mnie, chociaż ja mogę zapomnieć o niej.

Syczące słowa starego, cygańskiego dialektu spłynęły z ust prorokini, która zdążyła już zapomnieć o otaczającym ją świecie. O Scarlett. O Alexandrze. O sobie samej.

Trwała zapatrzona w ogień, nucąc swoją pieśń o zagładzie domu Mulciberów. Zagładzie, którą przepowiedziała dawno temu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (3566), Bard Beedle (2717), Scarlett Mulciber (4880)




Wiadomości w tym wątku
[30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 26.12.2024, 14:34
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 26.12.2024, 16:12
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 28.12.2024, 15:38
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 28.12.2024, 23:46
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 14.02.2025, 23:46
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 28.02.2025, 21:36
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 01.03.2025, 00:23
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 01.03.2025, 08:53
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 13.03.2025, 18:25
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 13.03.2025, 18:25
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 28.03.2025, 19:26
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 19.07.2025, 20:03
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 10.08.2025, 16:22
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 30.10.2025, 18:01

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa