Geraldine nie potrzebowała dokładnych danych, była niemalże pewna, że nie będzie w stanie tego ustalić. Chciała po prostu wiedzieć, czy problem istniał i był bardzo poważny, wydawało jej się jednak, że jej założenia były odpowiednie. Astaroth nie wyglądał najlepiej, mogła się spodziewać, że będzie próbował korzystać z różnych dostępnych metod, aby jakoś ułatwić sobie egzystencję na tym świecie. Mogła się tym wcześniej zainteresować, ale tego nie zrobiła. Znowu poczuła wyrzuty sumienia, jakby wszystkie podejmowane przez nią decyzje były zupełnie bez sensu.
- Zależy od dnia... - Powtórzyła za nim. Miała więc pewność, że to nie było jednorazowe, że to stało się jego codziennością. Nie wróżyło to niczego dobrego, ale powinna się była tego spodziewać, zwłaszcza, że jej tutaj nie było, nie było też Kim. Jakoś musiał sobie radzić. Zabolało ją to, ale nie miała do niego o to żadnych pretensji, czuła, że jest to jej wina, bo zostawiła go samego sobie.
Gdy brat się podniósł zrobiła to samo. W końcu znalazła się tuż przed nim. Nie do końca wiedziała, jak powinni sobie z tym poradzić, na pewno znajdzie jakiś sposób, aby mu pomóc. Zawsze jest wyjście, jest jakaś droga, mniej lub bardziej bolesna.
- Mówiłam Ci już, że nigdzie się nie wybieram. - Rzuciła może trochę zbyt ostrym tonem, ale jeśli myślał, że tak łatwo się jej pozbędzie, to grubo się mylił. Nie zamierzała już więcej go porzucać, to nie mogło się powtórzyć.
- Jesteś moim bratem i zawsze nim będziesz, to się nigdy nie zmieni. - Jasne, może był wampirem, ale to był tylko dodatek, dla niej zawsze przede wszystkim miał pozostać jej młodszym bratem, o którego powinna się troszczyć, to było ponad wszystko inne.
- Skoro pisał, to znaczy, że żyje? - Powinna panikować? Nie doszły do niej jednak słuchy o tym, żeby poszukiwany był jakiś wampir, który kogoś zabił, więc może nie było tak źle? Być może miała podwójne standardy, jednak nie miała zamiaru traktować swojego brata jako kolejnej bestii na którą miała polować. Nigdy się to nie wydarzy. Nie zakładała, że znajdą się w takiej sytuacji, ale to mogło przytrafić się każdemu łowcy, ją mogło spotkać to samo, zawsze było ryzyko.
- Każdy może mieć gorsze momenty, grunt, że udało Ci się nad tym zapanować. - Była wyjątkowo wyrozumiała jeśli chodziło o wampiryzm swojego brata, zapewne w stosunku do kogokolwiek innego nie miałaby tyle wielkoduszności, ale dla niej Roth zawsze był przede wszystkim bratem.
- Nigdy bym Cię nie zabiła. Mam w dupie to, że możesz być zagrożeniem dla społeczeństwa, jakoś sobie z tym poradzimy. - Musieli go oswoić, przecież wampiry jakoś odnajdywały się wśród ludzi. Początki mogły być ciężkie, ale nie świadczyło to o tym, że tak będzie wyglądało całe jego życie.
- Wydaje mi się, że eliksiry nie są tym, czego potrzebujesz. To na pewno będzie wymagało Twojej pracy, ale jakoś się w tym odnajdziesz, zaczniesz nad sobą panować. Musisz nauczyć się tak żyć, skoro już taki jesteś. Musisz zebrać się w sobie i po prostu spróbować jakoś to przetrawić. - Łatwo jej było dawać takie rady, szczególnie, że nie miała pojęcia, jak to jest pragnąć czyjejś krwi, ale nie wydawało jej się, aby eliksiry nasenne były rozwiązaniem na dłuższą metę.