14.03.2025, 15:30 ✶
– Myślę, że każda rodzina ma jakieś wady. Niestety w przypadku rodziny twojego... męża te wady są po prostu znacznie bardziej widoczne. – Zamyślił się na chwilę. Jego matka nie mówiła nigdy za dużo o swojej rodzinie. Była bardzo młoda, kiedy oznajmiła, że wyjdzie za jego ojca, czy jej rodzicom to się podoba, czy nie, za co rodzice postanowili się od niej odciąć. Nic więc dziwnego, że nie byli oni tematem ani poruszanym często, ani przedstawionym w pozytywnym świetle, co jedynie potęgowały wszystkie informacje, których sam się się dowiadywał o swojej rodzinie po kądzieli. A jednak ciężko było mu zupełnie odciąć się od świadomości spokrewnienia z Mulciberami, kiedy odziedziczył po nich swoje trzecie oko, jak i zdolność widzenia nici, bez których przecież nie wyobrażał sobie życia. To chyba jednak nie był temat, który należało obecnie roztrzygać. – Popraw mnie jeśli się mylę, ale mam wrażenie, że są... Dość zamknięci na innych. Nie wiem, nie wyobrażam sobie raczej, aby chętnie urządzali jakieś spędy towarzyskie. A może to jakaś klątwą jeszcze z czasów ich pracy w Departamencie Tajemnic?
Wstał ze swojego miejsca i ponownie zaczął przebierać w morzu czarnych sukni. Coś prostego i klasycznego, co jednak nie będzie zbyt przestarzałe. Chciał wykreować Lorien na swego rodzaju femme fatale, która mogła jeszcze podbić serce wielu, a nie starą i zgorzkniałą wdowę.
– No dobrze. Czyli jedna osoba jest ci przychylna. Na razie. To już dobry początek. Dzieci... To młode osoby. Na pewno da się z nimi porozmawiać i uświadomić ich, że powinny same rozważać pewne rzeczy, a nie słuchać, jak powinny reagować. – Tak. To brzmiało jak plan. Uśmiechnął się i podszedł do czarownicy, przykładając do niej wybraną przez siebie kreacje. – Rozumiem moja droga. W takim razie walcz i powiedz mi co sądzisz o takim stroju bojowym?
Wstał ze swojego miejsca i ponownie zaczął przebierać w morzu czarnych sukni. Coś prostego i klasycznego, co jednak nie będzie zbyt przestarzałe. Chciał wykreować Lorien na swego rodzaju femme fatale, która mogła jeszcze podbić serce wielu, a nie starą i zgorzkniałą wdowę.
– No dobrze. Czyli jedna osoba jest ci przychylna. Na razie. To już dobry początek. Dzieci... To młode osoby. Na pewno da się z nimi porozmawiać i uświadomić ich, że powinny same rozważać pewne rzeczy, a nie słuchać, jak powinny reagować. – Tak. To brzmiało jak plan. Uśmiechnął się i podszedł do czarownicy, przykładając do niej wybraną przez siebie kreacje. – Rozumiem moja droga. W takim razie walcz i powiedz mi co sądzisz o takim stroju bojowym?