02.02.2023, 21:13 ✶
Jego komplement zadziałał, więc zadowolony z siebie uśmiechnął się pod nosem, obserwując, jak kolor twarzy dziewczyny powoli ewoluuje.
- Masz jeszcze okazję, by uciec, nim staniesz się kolejną ofiarą. Jeszcze nie jest za późno – zachichotał wesoło i wyszczerzył w jej kierunku zęby. Jej reakcja dodała mu dużo pewności siebie. Trochę się rozluźnił, czując, że może teraz podejść do spotkania z dużo większym spokojem.
- Tego nie da się opisać słowami. Była przepiękna – zaczął opisywać muzykę syreny, jednocześnie przenosząc spojrzenie w bok. Przeniósł się myślami do chwili, gdy razem z nią nucił miłosną pieśń. Na jego ustach wykwitł błogi uśmiech. - Brzmiała niczym spełnione marzenia. Niczym absolutna miłość, niczym esencja szczęścia. Jednocześnie wybrzmiewała ona w rytmie szumu wody, przez co miałem ochotę wskoczyć do niej i stać się częścią tej piosenki – powiedział rozmarzony i westchnął głęboko, świadomy, że już nigdy nie dozna niczego podobnego. Nawet jeśli trafi kiedyś na kreaturę tak pięknie śpiewającą, to następnym razem pewnie nie będzie miał tyle szczęścia, by ujść żywo z takiego spotkania.
- Ciężko powiedzieć jak stara była. Wydaje mi się, że mogłaby być w naszym wieku, może trochę starsza. Miała wyjątkową urodę, jedyną w swoim rodzaju. Mówię ci, gdy się na nią patrzyło, człowiek zastanawiał się, jak takie piękno jest w zasadzie możliwe… - Westchnął jeszcze raz, tym razem dużo głośniej. Chciał usiąść, ale nie było gdzie, więc tylko przestąpił z nogi na nogę. Obrócił głowę w dal, zanurzając się we wspomnieniach z tamtego dnia.
Widać było po nim jak na dłoni, czemu potrzebował pomocy, by o niej zapomnieć. Samo wspomnienie wystarczyło, by zupełnie odleciał. Ledwo co był w stanie sobie przypomnieć, że nie miał zachwycać się urodą morskiego zwierza, tylko opowiedzieć, jak go pokonał. Znów spojrzał na rudą, przybrał poważniejszy wyraz twarzy i z trudem odgonił wspomnienia.
- W każdym razie – chrząknął głośno – Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Jestem przekonany, że to dzięki moim przygotowaniom do spektaklu o Godryku Griffindorze. Od czasu, gdy poproszono mnie o zagranie głównej roli, jestem zawsze czujny i przygotowany na niebezpieczeństwo, dokładnie tak jak on – wyjaśnił dziewczynie, tym razem chwaląc się kolejną rzeczą. Nie można było przesadzić, gdy próbowało się komuś zaimponować, z takiego założenia wychodził.
- Ona pływała kawałek ode mnie, wyciągnąłem różdżkę i wycelowałem w nią. Następnie powiedziałem... - mówiąc to, odrzucił miotłę na ziemię i rzeczywiście złapał za ukrytą w płaszczu różdżkę, wycelował w pustą przestrzeń tam, gdzie wyobrażał sobie, że jest syrena. Miał zamiar dokładnie pokazać Heather jak przebieg walki.
- Wiem, że nie jesteś tym, za co się podajesz! Sprawiedliwość cię dosięgnie, póki czuwam, już nigdy więcej nikogo nie skrzywdzisz! - krzyknął wysokim tonem w kierunku pustej przestrzeni, udając, że rozmawia z syreną.
- Jam jest cny… - w tym momencie zawahał się na moment, gdyż przez przypadek prawie powiedział „Godryk Gryffindor”. Tak bardzo przy opowieści inspirował się graną przez siebie rolą w spektaklu, że omal się zapomniał i pomylił. - ...Theodore Lovegood. Stawaj ze mną w szranki, piękny potworze! - stwierdził, po czym niespodziewanie zaczął machać ręką na wszystkie strony, tak jakby jego różdżka była mieczem, którym parował niewidzialne ciosy.
- Nagle z wody wyskoczyły jej macki! Zaczęły mnie atakować! Na szczęście byłem w porę z zaklęciami obronnymi! Inaczej by mnie porwała do wody! - krzyknął z entuzjazmem, wciąż podskakując do przodu i do tyłu, machając rękoma i udając, że broni się przed niewidzialną agresją. W pewnym momencie zatrzymał się i wyprostował rękę, z różdżką wycelowaną w syrenę.
- Po chwili znalazłem okazję do kontrataku. Wycelowałem w nią zaklęciem unieruchamiającym – powiedział triumfalnie, z szerokim uśmiechem na twarzy, a następnie całkowicie celowo zamilkł, by musiała w zniecierpliwieniu czekać na informacje o tym, czy trafił.
- Masz jeszcze okazję, by uciec, nim staniesz się kolejną ofiarą. Jeszcze nie jest za późno – zachichotał wesoło i wyszczerzył w jej kierunku zęby. Jej reakcja dodała mu dużo pewności siebie. Trochę się rozluźnił, czując, że może teraz podejść do spotkania z dużo większym spokojem.
- Tego nie da się opisać słowami. Była przepiękna – zaczął opisywać muzykę syreny, jednocześnie przenosząc spojrzenie w bok. Przeniósł się myślami do chwili, gdy razem z nią nucił miłosną pieśń. Na jego ustach wykwitł błogi uśmiech. - Brzmiała niczym spełnione marzenia. Niczym absolutna miłość, niczym esencja szczęścia. Jednocześnie wybrzmiewała ona w rytmie szumu wody, przez co miałem ochotę wskoczyć do niej i stać się częścią tej piosenki – powiedział rozmarzony i westchnął głęboko, świadomy, że już nigdy nie dozna niczego podobnego. Nawet jeśli trafi kiedyś na kreaturę tak pięknie śpiewającą, to następnym razem pewnie nie będzie miał tyle szczęścia, by ujść żywo z takiego spotkania.
- Ciężko powiedzieć jak stara była. Wydaje mi się, że mogłaby być w naszym wieku, może trochę starsza. Miała wyjątkową urodę, jedyną w swoim rodzaju. Mówię ci, gdy się na nią patrzyło, człowiek zastanawiał się, jak takie piękno jest w zasadzie możliwe… - Westchnął jeszcze raz, tym razem dużo głośniej. Chciał usiąść, ale nie było gdzie, więc tylko przestąpił z nogi na nogę. Obrócił głowę w dal, zanurzając się we wspomnieniach z tamtego dnia.
Widać było po nim jak na dłoni, czemu potrzebował pomocy, by o niej zapomnieć. Samo wspomnienie wystarczyło, by zupełnie odleciał. Ledwo co był w stanie sobie przypomnieć, że nie miał zachwycać się urodą morskiego zwierza, tylko opowiedzieć, jak go pokonał. Znów spojrzał na rudą, przybrał poważniejszy wyraz twarzy i z trudem odgonił wspomnienia.
- W każdym razie – chrząknął głośno – Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Jestem przekonany, że to dzięki moim przygotowaniom do spektaklu o Godryku Griffindorze. Od czasu, gdy poproszono mnie o zagranie głównej roli, jestem zawsze czujny i przygotowany na niebezpieczeństwo, dokładnie tak jak on – wyjaśnił dziewczynie, tym razem chwaląc się kolejną rzeczą. Nie można było przesadzić, gdy próbowało się komuś zaimponować, z takiego założenia wychodził.
- Ona pływała kawałek ode mnie, wyciągnąłem różdżkę i wycelowałem w nią. Następnie powiedziałem... - mówiąc to, odrzucił miotłę na ziemię i rzeczywiście złapał za ukrytą w płaszczu różdżkę, wycelował w pustą przestrzeń tam, gdzie wyobrażał sobie, że jest syrena. Miał zamiar dokładnie pokazać Heather jak przebieg walki.
- Wiem, że nie jesteś tym, za co się podajesz! Sprawiedliwość cię dosięgnie, póki czuwam, już nigdy więcej nikogo nie skrzywdzisz! - krzyknął wysokim tonem w kierunku pustej przestrzeni, udając, że rozmawia z syreną.
- Jam jest cny… - w tym momencie zawahał się na moment, gdyż przez przypadek prawie powiedział „Godryk Gryffindor”. Tak bardzo przy opowieści inspirował się graną przez siebie rolą w spektaklu, że omal się zapomniał i pomylił. - ...Theodore Lovegood. Stawaj ze mną w szranki, piękny potworze! - stwierdził, po czym niespodziewanie zaczął machać ręką na wszystkie strony, tak jakby jego różdżka była mieczem, którym parował niewidzialne ciosy.
- Nagle z wody wyskoczyły jej macki! Zaczęły mnie atakować! Na szczęście byłem w porę z zaklęciami obronnymi! Inaczej by mnie porwała do wody! - krzyknął z entuzjazmem, wciąż podskakując do przodu i do tyłu, machając rękoma i udając, że broni się przed niewidzialną agresją. W pewnym momencie zatrzymał się i wyprostował rękę, z różdżką wycelowaną w syrenę.
- Po chwili znalazłem okazję do kontrataku. Wycelowałem w nią zaklęciem unieruchamiającym – powiedział triumfalnie, z szerokim uśmiechem na twarzy, a następnie całkowicie celowo zamilkł, by musiała w zniecierpliwieniu czekać na informacje o tym, czy trafił.