• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka

28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#9
02.02.2023, 22:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2023, 20:03 przez Erik Longbottom.)  

Uśmiechnął się pod nosem. Odnosił wrażenie, że spędzenie popołudnia w towarzystwie Nory, Gio oraz Cecylii przy herbatce i ciastkach byłoby dużo lepsze dla jego komfortu psychicznego, niż kolejne konsultacje z Castielem lub wyrabianie nadgodzin w Ministerstwie Magii, żeby dopiąć stare sprawy na ostatni guzik. Może faktycznie powinni się spotkać na taki piknik lub zaklepać sobie stolik w jakiejś herbaciarni, kiedy już się uwiną z obecnymi obowiązkami? Jeśli dobrze pamiętał, to w Hogmseade był taki jeden lokal. To dopiero by był powrót do przeszłości.

— To nie znaczy, że nie możemy tego przetestować. Wiem, że okoliczności nie sprzyjają, ale gdzie Twoja pogoń za wiedzą, nowymi doświadczeniami, i tak dale? — odezwał się Cecylii, gdy wytknęła, że jej płuca raczej nie przypominają bumerangu. Byli czarodziejami, na litość Merlina, wszystko mogło się stać.

Schował z zadowoleniem resztę cukierków do kieszeni, gdy wszyscy przyjęli od niego smakołyk. Tak się właśnie pogłębiało więzi w grupie! Nie minęło dużo czasu, a cała czwórka zebrała się wokół zaczarowanego buta. Erik spoglądał na niego nieco nieufnie, ale wiedział, że i tak nie mieli innego wyboru. Po upewnieniu się, że wszyscy są gotowi do drogi, grupa chwyciła za buta i... odleciała, dając się ponieść magicznym właściwościom świstoklika. Podróż nie trwała długo, może kilkanaście sekund, ale Erikowi i tak żołądek zdołał zawiązać się na supeł, a głowa zaczęła pulsować od nadmiaru wrażeń. Kiedy jednak otworzył usta, był już na miejscu. Huh, mogło być gorzej.

Cóż, to jest swego rodzaju niespodzianka, skomentował w myślach słowa Giovanniego, starając się jednocześnie utrzymać na obu nogach. To była tylko podróż przy użyciu świstoklika, do cholery, nie powinna być dla niego taka znowuż trudna. Wziął kilka głębokich oddechów, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że Cecylka uczepiła się jego ramienia. Uśmiechnął się do niej krzywo, rozgryzając przy okazji cukierka w ustach na pół, sprawiając, że smak mięty stał się jeszcze bardziej intensywny.

— Zapewniam, że to czysty przypadek, że je dzisiaj ze sobą miałem — zastrzegł Erik, kiedy przestało mu się kręcić w głowie. Korciło go wprawdzie, aby powiedzieć, że od początku wiedział o tych niespodziewanych właściwościach słodkich przekąsek, jednak w tym wypadku wolał postawić na szczerość, niż popisywanie się domniemaną przemyślnością. — Ale to chyba symbol, żeby zacząć je nosić przy sobie na co dzień. Teleportacja wte i we wte bywa... wadliwa. Dzięki cukierkom łatwiej ją przełknąć.

Wykrzywił usta w trudnym do zidentyfikowania grymasie. Ten dowcip był wyjątkowo słaby i mało wymyślny, ale cóż mógł zrobić? W jego przypadku jednak całkiem nieźle oddawał jego ostatnie doświadczenia z teleportacją. Podczas tej podróży świstkoklikiem przynajmniej mieli pewność, że trafili na miejsce. Kiedy miał się spotkać na farmie z Elliottem w celu obejrzenia ratowanego konia, chwilę mu zajęło, zanim dotarł na miejsce, po tym, jak go zniosło z kursu. Erik zerknął kontrolnie po wszystkich uczestnikach wyprawy.

— Wszystko gra? Niczego nie zgubiliście? — spytał, rozglądając się po miejscu lądowania, jakby oczekiwał, że zawartość ewentualnego bagażu mogła się rozsypać po polance. — Cecylia, mam nadzieję, że płuca już są na miejscu?

Uśmiechnął się do siebie, klepiąc pannę Lupin po ramieniu. Kiedy już upewnili się, że niczego nie stracili i nie zgubili, przeszli do ustalenia następnego etapu wyprawy. Dosyć szybko podzielili się na dwa zespoły, gdzie Erik miał towarzyszyć Norze, a Giovanni Cecylii. Tak było najbardziej sprawiedliwie, co by czarownice bardziej obyte w sztuce zielarstwa nie były zostawione same sobie na wypadek jakiegoś niebezpieczeństwa. Nie, żeby Erik uznał, że by sobie nie poradzili, ale tak było po prostu bezpieczniej. Zanim obie grupy ruszyły w obranych przez siebie kierunkach, Longbottom rzucił jeszcze:

— Gdyby coś się działo, niech któreś z was wyśle patronusa, my zrobimy w razie czego to samo. Lepiej nie korzystać z magicznych flar, czy iskier, jeszcze zwrócimy na siebie uwagę kogoś z wioski — stwierdził, dla pewności powtarzając zalecenia dotyczące bezpieczeństwa, zanim zniknął w leśnej głuszy za Norą, która zdążyła już pójść naprzeciw czekającej na nich przygodzie.

W tym samym czasie Giovanni oraz Cecylia udali się w obranym przez siebie kierunku. Na pewno sobie poradzą, pokrzepił się z nadzieją w myślach. Liczył się z tym, że okolica mogła tylko wyglądać na wyjątkowo spokojną i na dobrą sprawę skrywać niezbyt przyjemne sekrety w pobliskim lesie, ale był też świadomy tego, że nie może się poddać tym mrocznym wizjom. Byli doświadczeni, a przede wszystkim on był doświadczony. Ustalili sposób komunikacji na wypadek jakiegoś incydentu, więc w razie czego będą mogli przekazać sobie nawzajem cenne informacje. Co więcej, na tę chwilę nic nie wskazywało na to, aby ich pojawienie się w okolicy wioski Czyściduch przyciągnęło niepotrzebną uwagę. Przynajmniej jeśli chodziło o mieszkańców. Nie można było wykluczyć, że gdy wejdą głębiej między drzewa, natkną się na jakąś miejscową zielarkę lub jakieś dzieciaki. Czy Erikowi faktycznie towarzyszyły jakieś obawy związane z tą konkretną wyprawą, w której brał udział?

Co tu dużo mówić, przede wszystkim wychodził z założenia, że ich małej drużynie przypadła ta łatwiejsza część całej operacji. To nie oni będą musieli zająć się przygotowaniem antidotum i wzięciem pod uwagę całej masy skutków ubocznych, które mogłyby negatywnie wpłynąć na stan Arabelli. W porównaniu z rolą medyków i alchemików Zakonu Feniksa mieli nieporównywalnie łatwiejszą robotę, pomimo tego, że zabrała ich daleko poza znajome terytorium, z jakim obcowali w swoim życiu na co dzień. W końcu byłoby zbyt łatwo, gdyby ta roślina rosła tuż pod naszym nosem w Dolinie Godryka, pomyślał Erik, zagłębiając się coraz dalej w szkocki drzewostan.

Cieszył się też z tego, że nie wysłano ich tutaj tylko we dwójkę. Większa liczba osób znacznie zwiększała szanse na powodzenie ich misji. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, reszta członków Zakonu Feniksa dostanie całkiem spory zapas rośliny. To powinno pomóc na wypadek, gdyby pierwsze testy nie wypaliły i potrzebowaliby większej próbki tego mistycznego zielska. Mężczyzna zerknął za siebie, spoglądając w kierunku, w którym zniknął mu z oczy Giovanni w towarzystwie Cecylki. Miał nadzieję, że parze uda się ze sobą dogadać. W gruncie rzeczy, skład tej misji był przedziwny, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie potrafił sobie wyobrazić lepszego towarzystwa. Pod względem charakteru byli chyba jednymi z najbardziej niepozornych członków organizacji.

Zerknął na Norę, która szła przed nim. Zbierał się już od jakiegoś czasu na to, aby z nią poważnie porozmawiać, o jakich ustaleniach dokonała w dużej mierze Brenna. Nie mógł jednak się przełamać i faktycznie zacząć rozmowę na ten temat. Kobieta wydawała się powoli wychodzić na prostą, pomimo niedawno incydentu bobrowego, więc czy naprawdę powinni mieszać jeszcze bardziej w jej życiu? Przecież wiesz, że będziecie musieli o tym porozmawiać, przypomniał mu cichy głosik. Obiecał, że to załatwi i nie miał innego wyboru. Był najodpowiedniejszą do tego osobą, jednak nie sprawiało to, że czuł się o wiele lepiej. Reakcja przyjaciółki mogła być nieprzewidywalna, więc musiał się przygotować do tej rozmowy pod wieloma względami. Niedługo nastąpi przełom, na pewno. Musi. Innego wyjścia nie było. Ale najpierw musieli zająć się czymś innym – misją. Erik przyspieszył kroku, aby zrównać się z panną Figg.


Koniec sesji


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (771), Erik Longbottom (2027), Giovanni Urquart (413), Nora Figg (714)




Wiadomości w tym wątku
28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka - przez Nora Figg - 27.01.2023, 11:55
RE: 28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka - przez Erik Longbottom - 27.01.2023, 13:18
RE: 28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka - przez Giovanni Urquart - 27.01.2023, 14:11
RE: 28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka - przez Bard Beedle - 28.01.2023, 13:31
RE: 28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka - przez Nora Figg - 29.01.2023, 12:56
RE: 28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka - przez Erik Longbottom - 30.01.2023, 00:26
RE: 28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka - przez Giovanni Urquart - 30.01.2023, 16:06
RE: 28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka - przez Bard Beedle - 02.02.2023, 01:02
RE: 28.04.1972 Cecylka, Gio, Erik i Norka - przez Erik Longbottom - 02.02.2023, 22:13

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa