Sporo jej się teraz zaczęło wyjaśniać. To dlatego ostatnio pytał ją o to, czy Laurent żyje, to jego musiał ugryźć. Nie było to szczególnie budujące, bo nie był to nikt, był to członek jednej z czystokrwistych rodzin, Astaroth zdecydowanie bardziej powinien uważać na to, kto staje się jego ofiarą. Kolejna rzecz, którą powinni przedyskutować, aczkolwiek nie sądziła, że to był na to odpowiedni moment, nie wyglądał jakby dało się z nim rozmawiać, zapętlał się w tym swoim gadaniu, do tego najwyraźniej nie był do końca trzeźwy. Eliksiry nasenne potrafiły przecież mocno otumanić, szczególnie, gdy zażywało się je zbyt często. Mieli problem, spory problem, trzeba było się nim zająć. Najlepiej jak najszybciej.
- Miałbyś przejebane, ale nie masz, więc nie ma sensu się przejmować tym, co się wydarzyło, tylko skupić na tym, żebyś nie popełnił tego błędu po raz kolejny. - Geraldine nie znosiła takiego pierdolenia. Stało się, na to nie mieli już żadnego wpływu, warto było jednak zapobiegać, w przyszłości nie powinno się to powtarzać, bo to mogło sprowadzić na nich zupełnie niepotrzebne zainteresowanie, tego powinni unikać.
- Ogarnij się kurwa. Zasługujesz na to, żeby żyć. - Myślała, że już do tego doszli, tyle, że Astaroth chyba sądził inaczej. Jasne, nie był może aktualnie najlepszą wersją siebie, ale co z tego, najważniejsze, że wampir wtedy go nie zabił, że nadal miała go obok siebie. Poczuła jego spojrzenie na swojej szyi, nie przeraziło jej to jakoś szczególnie. Wiedziała, że kto jak kto, ale ona na pewno będzie w stanie w odpowiednim momencie go spacyfikować, nie bała się tego, czym się stał, a może powinna?
- Popracujemy nad tym, przepraszam, że Cię na tyle zostawiłam, to się więcej nie powtórzy. - Czuła, że po części było to jej winą, bo nie poświęciła mu odpowiedniej uwagi, musiała to zmienić, w pełni zaangażować się w te sprawę.
Nie spodziewała się jednak tego, co wydarzyło się później. Odepchnął ją, dość mocno, tak, że wpadła na ścianę. Mrugnęła kilka razy, jakby musiało do niej dotrzeć to, co się przed chwilą wydarzyło. Nie odezwała się jednak ani słowem. Była zła, nie do końca wiedziała, w jaki sposób powinna zareagować, bo przecież nie chciała mu zrobić siły.
- Wyjdę stąd, Ty nigdzie nie idziesz, a jutro wrócimy do tej rozmowy, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - Tak, musiała ustalić jakiś plan działania, nie mogli pozwolić na to, żeby to nadal się działo. Na szczęście aktualnie miała kogo poprosić o pomoc z uzależnionym od eliksirów wampirem. Zamierzała to zrobić, bo przecież sama nie do końca wiedziała co robi.
Odwróciła się więc na pięcie i szybkim krokiem opuściła pomieszczenie, zamknęła za sobą drzwi trochę zbyt głośno, ale się wkurzyła.