- Nie mówię, że jesteś. - Oburzyła się, bo nie zamierzała udawać, że nie podobało jej się, iż wkładał jej w usta słowa, których nie wypowiedziała, nie znosiła tego. Po prostu chciałaby tak jak on, całkiem lekko podchodzić do tematu, ale chyba nie było to możliwe. Zresztą ona spotykała się ze śmiercią na co dzień, ona widziała te trupy, może gdyby Elias przez jeden dzień znalazł się na jej miejscu, to inaczej by na to spoglądał.
- Nie zamierzam się angażować, w nic, przynajmniej jak na razie, kto wie, co się wydarzy, gdy to eskaluje. - Nie była głupia, wiedziała, że to byłoby wychylanie się przed szereg, zwracanie na siebie uwagi, chociaż czy faktycznie jeszcze powinno ją to szczególnie obchodzić? Jej narzeczony został zaatakowany w czerwcu tuż przed Lithą, zmarł ledwie trzy dni później przez ten atak, w lipcu mieli brać ślub, od tego momentu nie do końca udało się jej pozbierać. Nie czuła, aby jej życie aktualnie było zbyt wiele warte, może to był jakiś pomysł? Pomóc komuś, dzięki czemu mogłaby odejść z tego świata w spokoju i dołączyć do Liama. Nikt przynajmniej nie miałby do niej bezpośrednich wyrzutów sumienia, że zrobiła to całkiem celowo. To chyba nie było najgorszym rozwiązaniem, które mogło się zdarzyć.
- Na pewno będą próbowali to ukrócić, z drugiej strony skąd możemy właściwie wiedzieć, że wśród tych popaprańców nie ma funkcjonariuszy? - Ktoś o takich poglądach przecież mógł też siedzieć tutaj z nimi, w tym pomieszczeniu. Poza Voldemortem przecież nikt się nie ujawniał, wszyscy siedzieli cicho, chociaż wiedzieli wśród której części społeczeństwa powinni szukać jego fanatyków.
- Wypadałoby im udowodnić, że ten świat nie należy do nich. - Szczególnie, że coraz więcej osób nie było takich czystych, jakby chciała elita. Prudence wiedziała, że potrzebowaliby spore grona osób, aby razem móc coś zmienić, jednak jeśli będą siedzieć cicho, jak myszy pod miotłą, to niczego nie osiągną. Może faktycznie wypadałoby zacząć działać, chociaż odrobinę ich sabotować, tyle, czy jednostka faktycznie byłaby w stanie jakkolwiek na nich wpłynąć? Nie wydawało jej się. Szczególnie, że nie robiła niczego takiego znaczącego w swoim życiu.
Wkurzało ją to, że tak sobie rozważali te wszystkie możliwości, bo wiedziała, że i tak nic z tym nie zrobią, nie miała odpowiednich znajomości, ani umiejętności. Powinna się chyba pogodzić z tym, że raczej nie będzie miała żadnego wpływu na przyszłe wydarzenia. Szkoda.
- Nie mam pojęcia, nigdy nikogo o to nie wypytywałam, podejrzewam, że wtedy ktoś się musi z nimi skontaktować i wyjaśnić takiemu dziecku, że przez całe swoje życie żył w kłamstwie i jest coś więcej. - To musiało być dosyć druzgocącym wydarzeniem nagle dowiedzieć się, że jest inny świat, w którym istnieje magia, i że mają do niego dołączyć. Nie umiała sobie nawet wyobrazić, jakie to musiało być trudne dla tych dzieciaków, wejść w całkowicie nieznane i nie móc opowiadać o tym, co się widziało swoim najbliższym. Mugolacy poniekąd zostali skazywani na odcięcie się od swoich rodziców, czy rodzeństwa, lub chociaż ograniczenie kontaktu. Nie umiałaby tak porzucić całego swojego świata. Wydawało jej się, że powinni być w stosunku do nich nieco bardziej empatyczni, nie sądziła bowiem, że ktokolwiek, kto przyszedł na świat w magicznej rodzinie był w stanie zrozumieć ich sytuację w pełni.
- Jesteśmy między młotem, a kowadłem, może najprościej będzie czekać, aż sami się zniszczą, chociaż czuję, że możemy oberwać rykoszetem, bo przecież to nas nie ominie. Przypadkowo możemy się znaleźć w nieodpowiednim miejscu i czasie i co wtedy? - Było niebezpiecznie, powinni mieć tego świadomość.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control