16.03.2025, 19:49 ✶
We were born alone
And we die alone
No, oh oh
What a way to go
Now I'm on my own
But I'm not sorry, no
And we die alone
No, oh oh
What a way to go
Now I'm on my own
But I'm not sorry, no
Wychodząc z kamienicy miała wrażenie, że to wszystko było jakimś popierdolonym snem, snem z którego lada moment się wybudzi, czując przyjemną woń wanilii, czując ciepło rąk - ale... niezależnie od tego jak mocno zaciskała oczy, ile razy się szczypała - wciąż śniła, wciąż nie potrafiła się wybudzić. Rozejrzała się, próbując ogarnąć wzrokiem co się dzieje, próbując znaleźć drogę powrotną, a tłum ludzi wcale w tym nie pomagał.
W ogólnej panice starała się zachować spokój, przyśpieszając, biegnąć wprost na Horyzontalną. W głowie wyznaczyła sobie cel z którego co chwilę zostawała spychana przez tłum.
-Helvete - zaklęła, kolejny raz tracąc orientację w terenie, próbując wyrwać się z uścisku ludzi, którzy ciągnęli ją za sobą w przeciwnym kierunku.
Już sama nie była pewna czy idzie dobrze, krzyki ludzi odbijały się echem w jej uszach, stając się nieznośne. Miała wrażenie jakoby wszystko zwolniło, a obraz przed oczyma zaczął zanikać na rzecz myśli w które zaczęła wpadać.
Czy wiesz co to znaczy być kochaną przez śmierć?
Glos wieszczki odbił się w jej uszach, sprowadzając ją z powrotem na ziemie, dźwięki na powrót stały się nieznośnie głośne i wyraźne, wzrok się wyostrzył - a jednak wróciła zbyt późno, nie zdążyła uniknąć mężczyzny, który w szaleńczym biegu wpadł wprost na nią, spychając ją ze swej drogi. A Ona z impetem wpadła wprost na chłopaka, który zdawał się próbować ogarnąć cały ten bajzel, a który teraz razem z nią runął na ziemię z głuchym hukiem.
-U-Um... wyba...cz... - mruknęła, powoli unosząc się do siadu, podpierając dłonie na jego klatce piersiowej. Wtem rozległ się wybuch, stosunkowo niedaleko, zaogniony falą krzyków i trzaskiem rozsypującego się budynku, a który sprowokował dziewczynę do skulenia się, chcąc obniżyć pozycje, a tym samym wklejenia się w jego klatkę piersiową, zaciskając dłonie na jego ubraniu.
To nie sen... to koszmar.
Przez kilka sekund nie śmiała się nawet ruszyć, wciskając mocno w mężczyznę, dopiero po chwili, gdy zrozumiała, że nic nie lata nad ich głowami i nic na nich nie spadnie, postanowiła usiąść -Nic Ci nie jest? - zapytała, ogarniając, że dalej na nim siedzi, toteż zsunęła się z niego, siadając na piętach tuż obok - Pokaż głowę...