02.02.2023, 22:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.02.2023, 22:32 przez Brenna Longbottom.)
Brenna też uniosła wzrok znad notatnika, przez chwilę kalkulując pewne rzeczy.
- Nie powiem – zgodziła się wreszcie. – Ale drobna rada, poza protokołem. Albo powinieneś zrobić to sam, albo ograniczyć z nimi kontakty. Ktoś prędzej czy później się zorientuje. I prawdopodobnie powie innym.
A wtedy będzie tylko jeszcze gorzej niż gdyby wspomniał o tym samemu. Brenna wątpiła, by wielu czarodziejów chciało utrzymywać znajomość z wampirem. A pewnie nawet jeśli, zmieni to relacje – bo na przykład zaprosisz na nocowanie po suto zakrapianej imprezie kolegę, ale już nie kolegę, który może cię ugryźć, gdy zaśniesz.
Oznaki nie były oczywiste, Brenna się nie zorientowała, ale podejrzewała, że gdyby przemianie uległa Nora czy Mav, odkryłaby to dość szybko. Bladość, koniec przechadzek w letni dzień, brak pulsu i zimna skóra u kogoś, kto często obejmowałeś na powitanie…
- Aha. W takim razie grono podejrzanych właśnie rozrosło się nam do nieprawdopodobnych rozmiarów – skwitowała. Nie powinna pozwalać sobie na taką uwagę przy kimś zgłaszającym przestępstwo, ale sytuacja była na tyle… irracjonalna, że Brennie ciężko było zachować sto procent profesjonalizmu, choć naprawdę próbowała. Ale Cody zdecydowanie zwracał na siebie uwagę. Nawet osoby nie mające nic do mugolaków albo sami mugolacy czasem nie lubili wilkołaków. Nie wspominając już o charłakach. Sama Brenna w duchu nie była pewna, czy świat czarodziejów to dobre dla nich miejsce, gdy po prostu w każdej dziedzinie zawsze musieli pozostać daleko w tyle za najmniej utalentowanym czarodziejem.
Cody jako syn charłaka jednak patrzył na to inaczej.
- Cody, nazwiska osób, które pomagały ci przy tych akcjach i to natychmiast – poprosiła, podsuwając mu znowu notes. Darowała sobie panowanie, chłopak był młody i miała dziwne wrażenie, że bezpośrednie podejście będzie tutaj lepsze. – Zwłaszcza tych, którzy byli na świeczniku. I zanim zaczniesz się krygować, nie mam zamiaru ich oskarżać o napaść na ciebie, a ostrzec, że powinny uważać. Możesz nie być jedyny.
Czarnowidzący umysł Brenny podsuwał myśl, że jeśli Brandon tymi działaniami zasłużył sobie na napaść – a tak właśnie pewnie było – to ktoś, kto mu w nich towarzyszył, może mieć podobny problem. Musiała wysłać listy natychmiast, a potem najlepiej się z nimi też spotkać.
- Dziękuję, to już coś – powiedziała, odnotowując we własnym notatniku wszystkie szczegóły, o których wspomniał Brandon. Jeżeli będzie miała szczęście, sama zdoła spojrzeć w przeszłość i zobaczyć tę scenę, ale musieli brać pod uwagę, że widmowdzenie nie zadziała. Zdawała się albo nie dostrzegać, albo kompletnie ignorować pragnienie mordu, które powoli ogarniało chłopaka. – Czy jest coś jeszcze, czym chciałbyś się dziś podzielić? Jeżeli nie, mam zamiar zabrać kogoś i iść na miejsce zbrodni, więc możesz wrócić do siebie. Skontaktuję się z tobą, bo ktoś z Biura Aurorów prawdopodobnie też będzie miał pytania.
- Nie powiem – zgodziła się wreszcie. – Ale drobna rada, poza protokołem. Albo powinieneś zrobić to sam, albo ograniczyć z nimi kontakty. Ktoś prędzej czy później się zorientuje. I prawdopodobnie powie innym.
A wtedy będzie tylko jeszcze gorzej niż gdyby wspomniał o tym samemu. Brenna wątpiła, by wielu czarodziejów chciało utrzymywać znajomość z wampirem. A pewnie nawet jeśli, zmieni to relacje – bo na przykład zaprosisz na nocowanie po suto zakrapianej imprezie kolegę, ale już nie kolegę, który może cię ugryźć, gdy zaśniesz.
Oznaki nie były oczywiste, Brenna się nie zorientowała, ale podejrzewała, że gdyby przemianie uległa Nora czy Mav, odkryłaby to dość szybko. Bladość, koniec przechadzek w letni dzień, brak pulsu i zimna skóra u kogoś, kto często obejmowałeś na powitanie…
- Aha. W takim razie grono podejrzanych właśnie rozrosło się nam do nieprawdopodobnych rozmiarów – skwitowała. Nie powinna pozwalać sobie na taką uwagę przy kimś zgłaszającym przestępstwo, ale sytuacja była na tyle… irracjonalna, że Brennie ciężko było zachować sto procent profesjonalizmu, choć naprawdę próbowała. Ale Cody zdecydowanie zwracał na siebie uwagę. Nawet osoby nie mające nic do mugolaków albo sami mugolacy czasem nie lubili wilkołaków. Nie wspominając już o charłakach. Sama Brenna w duchu nie była pewna, czy świat czarodziejów to dobre dla nich miejsce, gdy po prostu w każdej dziedzinie zawsze musieli pozostać daleko w tyle za najmniej utalentowanym czarodziejem.
Cody jako syn charłaka jednak patrzył na to inaczej.
- Cody, nazwiska osób, które pomagały ci przy tych akcjach i to natychmiast – poprosiła, podsuwając mu znowu notes. Darowała sobie panowanie, chłopak był młody i miała dziwne wrażenie, że bezpośrednie podejście będzie tutaj lepsze. – Zwłaszcza tych, którzy byli na świeczniku. I zanim zaczniesz się krygować, nie mam zamiaru ich oskarżać o napaść na ciebie, a ostrzec, że powinny uważać. Możesz nie być jedyny.
Czarnowidzący umysł Brenny podsuwał myśl, że jeśli Brandon tymi działaniami zasłużył sobie na napaść – a tak właśnie pewnie było – to ktoś, kto mu w nich towarzyszył, może mieć podobny problem. Musiała wysłać listy natychmiast, a potem najlepiej się z nimi też spotkać.
- Dziękuję, to już coś – powiedziała, odnotowując we własnym notatniku wszystkie szczegóły, o których wspomniał Brandon. Jeżeli będzie miała szczęście, sama zdoła spojrzeć w przeszłość i zobaczyć tę scenę, ale musieli brać pod uwagę, że widmowdzenie nie zadziała. Zdawała się albo nie dostrzegać, albo kompletnie ignorować pragnienie mordu, które powoli ogarniało chłopaka. – Czy jest coś jeszcze, czym chciałbyś się dziś podzielić? Jeżeli nie, mam zamiar zabrać kogoś i iść na miejsce zbrodni, więc możesz wrócić do siebie. Skontaktuję się z tobą, bo ktoś z Biura Aurorów prawdopodobnie też będzie miał pytania.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.