Stanley ciężko westchnął na słowa swojego kompana. Czy mógł się spodziewać innej odpowiedzi? Pewnie tak.
Gdzie podziała się ta piękna idea wierności tej jednej wybrance? Zastanawiał się w swoich myślach, nie dzieląc się nimi z Parkinsonem, który brzmiał na odrobinę wkurwionego. Zupełnie jakby mu się coś stało psychicznie i fizycznie. Cóż, może coś było na rzeczy?
Ładną miał te śliwkę pod okiem. Jego twarz nabrała kolorów, które piękne współgrały z jego kurwikami w oczach. Gdyby Stanley był odrobinę bardziej chętny do spółkowania z osobami jego własnej płci, mógłby się nawet zakochać w Aidanie. Na całe szczęście preferował laseczki i jedyne co mu pozostało to żal, smutek i rozpacz. Oczywiście z powodu, że to ktoś inny załatwił Aidana w taki sposób.
- Jeżeli chcesz coś złowić na Pokątnej - pociągnął nosem, aby wyniuchać jego wodę kolońską ze szlugami - To wystarczy. Tutaj? Nie - zapewnił go. Trochę już się bujał po tym Nokturnie, a i za kariery w Ministerstwie bywał tutaj nie raz.
Człowiek mógł wyjść z bryagdy, ale brygada z człowieka nie wychodziła nigdy. Te wszystkie meldunki, zasady i formułki zostawały na zawsze. Stawały się częścią duszy danej osoby. Sposób chodzenia, wysławiania się czy ogólnej prezencji, mówił jedno - "hej, jestem brygadzistom/aurorem". Była tylko jedna osoba, która tego uniknęła ze względu na swój sposób zachowania. Był to nie kto inny jak Atreus Bulstrode we własnej osobie - od niego akurat jebało hazardem, a nie Ministerstwem.
- Nowa paczka? Dali Ci awans jakiś czy co? - zapytał, częstując się papierosem - Bo jeżeli nie... to znam sposób, aby jednak Ci załatwić... - uśmiechnął się zawadiacko pod nosem. Borgin mówił oczywiście o sobie. Moody zapewne dałaby mu medal, biurko bliżej swojego pierdolnika i trochę nadgodzin jako nagrodę za dostarczenie wielkiego złoczyńcy Stanleya. Tylko czy tego właśnie chciał Parkinson?
- Skoro przydałaby się ruda, to wchodzimy... - zakomunikował - Bo stoimy jak kutasy. Zwarci i gotowi, czekający na panienkę, a żadnej niestety nie ma - odpalił nikotynowego przyjaciela od metalowej zapalniczki, szturchając drzwi do przodu - Chodź, chodź. Nie ociągaj się - pospieszył kompana, mijając go w drzwiach.
Stanley nie czekał na specjalne zaproszenie. Od razu skierował swoje kroki do barmana, wszak wiedział czego potrzebują.
- Barman, dwie rude - złożył sprawnie zamówienie, kładąc przy okazji kilka monet na blat. Mężczyzna, który przyjmował zamówienie, nie powiedział nic, a jedynie przygotował dwie szklanki do których nalał alkoholu.
Przybytek był klasycznym tworem Nokturnu - odór potu, tytoniu i alkoholu. Jedna, wielka mielina, a pośród niej kilku szemranych typów. Ot, ciemne alejki w ich najlepszym wydaniu.
Borgin zgarnął szkło i udał się do stolika przy jednej ze ścian. Zasiadł, rozstawiając napitek.
- No dobra. Skoro już szykujemy wielki plan działania... - zaciągnął się papierosem - To powiedz mi jedno. Jak bardzo chcesz się na nim zemścić? - zapytał, kładąc nacisk na "bardzo".
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972