Może jej zachowanie aktualnie należało raczej do tych niskich, ale co innego jej pozostawało? Miała wrażenie, że Elias żyje w swojej własnej, magicznej bańce i nie do końca widzi, co się wokół niego dzieje. Czy naprawdę ona była tą osobą, która powinna go uświadamiać o tym, jak wyglądał ten świat? Chodził po nim nie od dzisiaj, powinien coś niecoś wiedzieć.
Nie dostrzegła tego, co zamierzał zrobić. Zauważyła, że się uśmiechnął, nieco przesunął, ale nie założyła, że zamierza ją kopnąć, przecież nie mieli po dziesięć lat. Najwyraźniej jej oczekiwania były nieco zbyt wysokie... Bo poczuła w końcu na swojej kostce kopnięcie, przez które podskoczyła na krześle, w towarzystwie wcale nie takiego cichego syknięcia, a potem spiorunowała go wzrokiem. Jej spojrzenie wyrażało więcej niż tysiąc słów. NAPRAWDĘ? NAPRAWDĘ JĄ KOPNĄŁ.
- Może powinieneś częściej odwiedzać kowen, bo gwarantuję Ci, że Twoje modlitwy niczego nie dają. - Najwyraźniej znowu mieli inne zdanie, co nie było między nimi wcale taką nowością. Chciałaby wierzyć, że jest właśnie tak, jak mówił Elias, ale miała świadomość, że nie zawsze było tak kolorowo. Wystarczyła odpowiednia zapłata, aby znalazło się stanowisko dla syna jednego, czy drugiego czystokrwistego czarodzieja. Nie potrzebowali do tego szczególnych umiejętności, ba była pewna, że nikt ich jakoś specjalnie nie weryfikował, nie kiedy w grę wchodziły pieniądze i nazwisko.
- Zresztą minimalne wymagania, czy naprawdę chciałbyś, żeby o naszym ewentualnym przeżyciu decydował ktoś kto posiada minimalne umiejętności? - Ona tego nie chciała, po raz kolejny uświadamiała sobie, że ich świat zmierzał w nieodpowiednim kierunku. Tacy jak oni musieli na każdym kroku udowadniać swoją wartość, a wystarczyło, że ci z elity po prostu byli. To było okropne. Na szczęście jako, że była bardzo skromna, to dałaby sobie rękę uciąć, że mało kto z tej całej śmietanki towarzyskiej był w stanie dorównać jej wiedzą. Pokazywała swoją wartość już w Hogwarcie, wiedziała, że się wkurzali, że ktoś tak nieznaczący jak ona ma aż taki duży potencjał.
- Nie wydaje mi się, że mugole powinni o nas wiedzieć, bezpieczniej dla nich, jeśli będą trzymać się z dala od naszego świata. - W końcu jeśli zaczęliby wsadzać nos w nieswoje sprawy na pewno zaczęłoby to przeszkadzać magicznym, mogliby poczuć zagrożenie i zapragnąć zupełnej zakłady tej gorszej części ludzkości. Wcale by jej to nie zdziwiło, lepiej dla nich, aby tkwili w błogiej nieświadomości. - Wolę nie myśleć co by z nimi było, gdyby nie Hogwart, kto wie, czy ci fanatycy nie zaczęliby wyłapywać dzieciaków, aby pozbyć się tego zagrożenia, jakim są mugolacy. - Nie wiedzieli w końcu na co ich stać, kto wie, czy nie mieli problemu z mordowaniem biednych, zagubionych dzieci.
- W jasnej alei też może czekać na Ciebie niebezpieczeństwo. - Wszędzie mogło przydarzyć im się coś złego przy tych nie do końca pewnych nastrojach po obu stronach. W Wielkiej Brytanii przestawało być bezpiecznie. Nie mogli dłużej tego ignorować, powinni mieć tego pełną świadomość. - To byłoby trudne, zwłaszcza, że my spędziliśmy tutaj całe życie. - No, może poza tymi siedmioma laty w Hogwarcie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control