Roise miał pomóc jej w zakupach. Mieli ogarnąć kilka spraw na mieście, jednak coś poszło nie tak. Dość szybko wrócili do cukierni, nie do końca tego się spodziewała, ale chyba faktycznie wypadało wyjaśnić mu kilka rzeczy. Ostatnio sporo się wydarzyło w jej życiu, nie miała czasu mu o tym opowiedzieć, liczyła na to, że jej to wybaczy, bo nie znosiła takich sytuacji. Naprawdę nie chciała go w tym wszystkim pominąć, był dla niej ważny, był jej przyjacielem, powinna była się z nim wcześniej skontaktować, ale ostatnio dużo się działo. Nie do końca była w stanie odnaleźć czas na to, aby faktycznie robić wszystko tak, jak powinna. Nie mógł się o to na nią obrazić, na pewno tylko się droczył? Prawda? Tak, wolała trzymać się właśnie tej myśli, znała go przecież, na pewno by się na nią nie obraził za coś takiego. To był Roise, który był trochę prawie jak jej starszy brat, w sumie zawsze traktowała go właśnie w ten sposób.
Nie miała pojęcia, że to, co miała mu do powiedzenia zrobi na nim takie wielkie wrażenie (ta, jasne). Tajemnica, którą skrywała przez wiele lat, w końcu ujrzała światło dziennie. Wcale nie było to dla niej takie łatwe, jakby się mogło wydawać. Nikomu póki co jednak o tym nie wspominała, bo aktualnie to ona robiła za najbardziej ogarniętą osobę w swoim towarzystwie. Wszyscy opowiadali jej o swoich własnych sprawach, problemach, jakże mogłaby w takiej sytuacji mówić o tym, co gryzło ją samą? Nie zamierzała zajmować ich czasu, zamiast tego po prostu dusiła wszystko w sobie, przeżywała swoje małe tragedie bez ingerencji nikogo z zewnątrz, to też nie było niczym nowym. Panna Figg nie znosiła obciążać innych tym, co działo się w jej życiu, opowiadać o swoich troskach, to nigdy nie było dla niej typowe. Wolała stanowić oparcie dla wszystkich wokół.
Znaleźli się z Roisem w jej kuchni, po raz kolejny. To było miejsce, w które mało kto się zaszywał, mieli tu odrobinę prywatności, nikt nie powinien im przeszkodzić w tej konwersacji, a właściwie chyba miała mu sporo do powiedzenia. Skoro chciał to usłyszeć, to nie zamierzała odbierać mu tej wiedzy. Byli przyjaciółmi, nie chciała niczego przed nim ukrywać, szczególnie gdy zobaczyła, że był dość mocno skonfundowany po tym, co mu wcześniej powiedziała.
Jako, że godzina była dość wczesna nie mogli sobie pozwolić na to, by znowu się upić. Ich ostanie spotkanie skończyło się dość sporą ilością wypitego alkoholu, tak, zdołała go namówić do adopcji kota, więc naprawdę przekroczyli wtedy granicę przyzwoitości jeśli chodzi o spożyte trunki. Wiedziała, że nie było szans na to, aby zgodził się na to na trzeźwo, a tak skończył z różowym kotem w swoim domu, co uważała za całkiem urocze, Roise miał naprawdę dobre serce, chociaż mało kto miał tego świadomość. Ona o tym wiedziała, wiele razy miała szansę dostrzec tę jego stronę.
Sięgnęła po szklankę i zamoczyła w niej usta. Ta rozmowa nie miała być prosta, miała tego świadomość. Poinformowała już kilka najbliższych osób o tym, jak wyglądała sytuacja, ale nadal było to dla niej dość trudne. Wcale nie tak łatwo było opowiadać o swojej największej tajemnicy, którą skrywała przez tyle lat przed całym światem.
Westchnęła ciężko, wbiła spojrzenie w szklankę, którą trzymała w dłonie. Nie tak łatwo było jej zacząć mówić, bo właściwie w jaki sposób powinna była mu to przekazać?
- Ojciec Mabel ponownie pojawił się w moim życiu. - Tak, chyba od tego było warto zacząć, chociaż właściwie to chyba już mu to przekazała? Cóż, wypadało zacząć od początku, to chyba był początek?
- Poznałam go, gdy byłam bardzo młoda. - Nie pamiętała ile miała lat właściwie, kiedy się poznali. Samuel zawsze kręcił się gdzieś w okolicy, pisali do siebie, kiedy chodziła do Hogwartu, ta znajomość trwała bardzo długo, a przynajmniej tak się jej wydawało. - Zwyczajna historia, chłopak, dziewczyna, polubiliśmy się, przyjaźniliśmy, później zakochaliśmy się w sobie. - Nie wydawało jej się, aby miała mu coś więcej do powiedzenia. - Później miałam wyjechać do Francji, ale nie wyjechałam, bo zaszłam w ciążę. - W sumie akurat tę część historii Roise znał bardzo dobrze, to nie powinno być dla niego nic nowego.
- Kiedy nasze drogi się rozeszły, nie wiedziałam jeszcze o Mabel. - To było dość istotnym szczegółem. Ona chciała wyjechać, a on nie był gotowy na to, by opuścić Dolinę. Chciał jej dać wolność, bez zbędnego tłumaczenia. Postanowiła więc sama znaleźć się w wielkim świecie, tyle, że wszystko się zmieniło, gdy dowiedziała się o tym, że nie będzie już sama. Nie chciała wracać, szukać pomocy, zmuszać kogoś, aby tkwił z nią w niechcianej relacji tylko przez to, że pojawiła się Mabel. - Nie powiedziałam mu o niej, bo nie chciałam, żeby czuł się zobowiązany. - Bardzo głupie myślenie, ale wtedy jeszcze nie do końca wiedziała, jak właściwie powinna się zachować, wybrała drogę, która wydawała się jej być najbardziej właściwa.
- Ostatnio przypadkiem się spotkaliśmy, jakoś tak wyszło, wiesz? - To chyba było też dość istotną częścią tej historii. - Wróciliśmy do tego, co było, powiedziałam mu o Mabel, oświadczył mi się. - Stało się to dosyć szybko, teraz właściwie dostrzegała, jak bardzo szybko, ale to chyba nie było nic złego?