03.02.2023, 01:04 ✶
Zmarszczył niejako brwi, słysząc jakie przedmioty w większości ucierpiały. Od razu pomyślał o właściwościach, jakie posiadał wymieniony przez Florence rdzeń, ale właściwie bardzo szybko uciął tę myśl. Nie był ekspertem, więc też nie było sensu nad tym aż tak głęboko się zastanawiać.
- To ciekawe, że akurat te - wyznał jedynie - umysł każe mi się zastanawiać, co mogło być tego powodem, ale mam za malo faktów i wiem niewystarczająco dużo o różdżkach, aby był sens nad tym dywagować - przyznał, bez ogródek. William nie uważał się za eksperta, właściwie, w niczym. W swojej dziedzinie wiedział dużo, być może więcej niż inni eliksirotwórcy, ale nigdy nie połasiłby się na stwierdzenie, że wiedza w jednym zakresie czyni go alfą i omegą w każdej innej. Jego mózg działał sprawnie, z tego zdawał sobię sprawę, ale stwierdzenie 'nie wiem' było mu chyba o wiele bardziej znajome niż 'tak, doskonale się na tym znam'. Uważał pewność siebie w takich kwestiach za pewien rodzaj zuchwałości, takiej, która mogła prowadzić do łatwego potknięcia się na faktach, których przez zbyt wysokie unoszenie podbródka się nie zauważyło. Zdawanie sobie sprawy ze swojej niewiedzy mogło prowadzić do pięknych efektów, do sięgnięcia po książkę lub inne źródła i rozwinięcie tematu, zainteresowanie się nim. Postawę, w której ktos chciał być widziany jako 'wiedzący wszystko' uważał za najwyższy przejaw głupoty.
- Jest trochę opcji pasty bez mięsa - wyznał, ale nie zamierzał kontynuować tematu. Zaraz przyniesiono im napoje, jakie zamówili.
- Jest dość skomplikowany, to fakt, mało instynktowny i niezbyt logiczny. Angielski bardzo dużo zawdzięcza francuskiemu, ale jednak poszedł w wiele uproszczeń, których osobiście jestem fanem. Po używaniu francuskiego przez pięć lat zdążyłem się jednak przyzwyczaić - przysunął do siebie kieliszek z winem, ale jeszcze się go nie napił, jedynie przytrzymał podstawkę palcami, jakby musiał coś zrobić z rękoma.
- I tak, uczyli mnie w domu francuskiego, dlatego magisterium we Francji nie bylo jakimś wielkim wyzwaniem. W sensie, że językowo, nie że ogólnie - uniósł jeden kącik ust, w lekkim zakłopotaniu. Gdyby studia nie były dla niego jakimkolwiek wyzwaniem, to w ogóle by na nie nie poszedł. Głównie dlatego wybrał zagraniczną szkołę, która stała o wiele lepiej w rankingach i opiniach niż te, które mieli w Anglii - chociaż tym też nie mógł odmówić profesjonalizmu, ostatecznie.
- Emm...- zaczął i chyba nawet nie musiał kończyć, bo z wydanego przez niego dźwięku na pewno dało się wywnioskować, że niezbyt skupił się na tej sprawie - będąc szczerym, nie, niezbyt. Mam pewne obawy, ze wyniknęłoby z tego więcej problemów. Pracuję w domu, Eden musi mieć wszystko poustawiane w odpowiedni sposób, już o gosposie mieliśmy pewne spory, bo to obca osoba w tak prywatnym miejscu, a no. Ja nie przepadam za wyzyskiwaniem skrzatów domowych, nie uważam, że jakiekolwiek stworzenie istnieje, aby służyć komuś innemu, ale no, do rzeczy, em, nie. Nie jestem pewien co do tego asystenta - wyrzucił z siebie bardzo dużo informacji, w bardzo chaotycznej wypowiedzi, a w jego spojrzeniu dało się dostrzec cień skrepowania. Nigdy nie był dobry w myśleniu nad tym, jak sklecić wypowiedź, więc często słowa wylatujące z jego ust brzmiały niesamowicie pokracznie, jakby chciał podzielić się sporą ilością faktów, ale jednocześnie nie do końca chciał w ogóle o tym mówić.
Chciał o coś zapytać Florence, ale aktualnie wyleciało mu to z głowy. Wbił spojrzenie w srebrną zastawę, starając się sobie przypomnieć, o co takiego mogło chodzić.
- To ciekawe, że akurat te - wyznał jedynie - umysł każe mi się zastanawiać, co mogło być tego powodem, ale mam za malo faktów i wiem niewystarczająco dużo o różdżkach, aby był sens nad tym dywagować - przyznał, bez ogródek. William nie uważał się za eksperta, właściwie, w niczym. W swojej dziedzinie wiedział dużo, być może więcej niż inni eliksirotwórcy, ale nigdy nie połasiłby się na stwierdzenie, że wiedza w jednym zakresie czyni go alfą i omegą w każdej innej. Jego mózg działał sprawnie, z tego zdawał sobię sprawę, ale stwierdzenie 'nie wiem' było mu chyba o wiele bardziej znajome niż 'tak, doskonale się na tym znam'. Uważał pewność siebie w takich kwestiach za pewien rodzaj zuchwałości, takiej, która mogła prowadzić do łatwego potknięcia się na faktach, których przez zbyt wysokie unoszenie podbródka się nie zauważyło. Zdawanie sobie sprawy ze swojej niewiedzy mogło prowadzić do pięknych efektów, do sięgnięcia po książkę lub inne źródła i rozwinięcie tematu, zainteresowanie się nim. Postawę, w której ktos chciał być widziany jako 'wiedzący wszystko' uważał za najwyższy przejaw głupoty.
- Jest trochę opcji pasty bez mięsa - wyznał, ale nie zamierzał kontynuować tematu. Zaraz przyniesiono im napoje, jakie zamówili.
- Jest dość skomplikowany, to fakt, mało instynktowny i niezbyt logiczny. Angielski bardzo dużo zawdzięcza francuskiemu, ale jednak poszedł w wiele uproszczeń, których osobiście jestem fanem. Po używaniu francuskiego przez pięć lat zdążyłem się jednak przyzwyczaić - przysunął do siebie kieliszek z winem, ale jeszcze się go nie napił, jedynie przytrzymał podstawkę palcami, jakby musiał coś zrobić z rękoma.
- I tak, uczyli mnie w domu francuskiego, dlatego magisterium we Francji nie bylo jakimś wielkim wyzwaniem. W sensie, że językowo, nie że ogólnie - uniósł jeden kącik ust, w lekkim zakłopotaniu. Gdyby studia nie były dla niego jakimkolwiek wyzwaniem, to w ogóle by na nie nie poszedł. Głównie dlatego wybrał zagraniczną szkołę, która stała o wiele lepiej w rankingach i opiniach niż te, które mieli w Anglii - chociaż tym też nie mógł odmówić profesjonalizmu, ostatecznie.
- Emm...- zaczął i chyba nawet nie musiał kończyć, bo z wydanego przez niego dźwięku na pewno dało się wywnioskować, że niezbyt skupił się na tej sprawie - będąc szczerym, nie, niezbyt. Mam pewne obawy, ze wyniknęłoby z tego więcej problemów. Pracuję w domu, Eden musi mieć wszystko poustawiane w odpowiedni sposób, już o gosposie mieliśmy pewne spory, bo to obca osoba w tak prywatnym miejscu, a no. Ja nie przepadam za wyzyskiwaniem skrzatów domowych, nie uważam, że jakiekolwiek stworzenie istnieje, aby służyć komuś innemu, ale no, do rzeczy, em, nie. Nie jestem pewien co do tego asystenta - wyrzucił z siebie bardzo dużo informacji, w bardzo chaotycznej wypowiedzi, a w jego spojrzeniu dało się dostrzec cień skrepowania. Nigdy nie był dobry w myśleniu nad tym, jak sklecić wypowiedź, więc często słowa wylatujące z jego ust brzmiały niesamowicie pokracznie, jakby chciał podzielić się sporą ilością faktów, ale jednocześnie nie do końca chciał w ogóle o tym mówić.
Chciał o coś zapytać Florence, ale aktualnie wyleciało mu to z głowy. Wbił spojrzenie w srebrną zastawę, starając się sobie przypomnieć, o co takiego mogło chodzić.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated