18.03.2025, 05:08 ✶
Powiedzieć, że nie spodziewał się zobaczyć miasto w ogniu, mijało się nieco z prawdą. Od momentu kiedy podczas Lammas przyszła do jego siostry przepowiednia, Atreus zwyczajnie wiedział, ze coś takiego się wydarzy. Ale nie potrzebował też do tego przepowiedni, bo wizje zwyczajnie potwierdziły coś, co czuł w kościach już od Beltane. Zaczęło się w ogniu, więc w ogniu się skończy. Może nie teraz, bo trawiąca Londyn pożoga wydawała się tylko jakimś przystankiem w działaniach Voldemorta, ale kiedyś? Kiedy wszystko będzie się kończyć, cała ta wojna i bezsensowna walka, pewnie też będą temu towarzyszyć płomienie.
Nikt jednak nie spodziewał się, że będzie to akurat teraz. Sam Bulstrode podejrzewał któreś z nadchodzących jesienią świąt, bo w końcu tak mocną kartą wydawało się samo Samhain. Ten magiczny moment, na który przygotowywali się z innymi zimnymi, by uporać się ze swoim problemem. Co niby tak specjalnego było w tym dniu? W ósmym września, który wydawał się dokładnie takim samym piątkiem, jak każdy poprzedni?
Przez moment siłowali się, patrząc na siebie i Atreus widział w spojrzeniu oponenta nawet nie wściekłość, a zwyczajną nienawiść. Może i wykazałby się odrobiną zrozumienia, gdyby nie zwyczajny fakt że nie miał na to czasu. Był na służbie, w mundurze, dodatkowo z brygadzistką i jedyne co czuł to złość. Jakim prawem ktoś taki zarzucał mi cokolwiek. Jakim prawem w ogóle podnosił na niego rękę, kiedy właśnie próbowali zrobić cokolwiek z piekłem, jakie działo się dookoła.
Puścił mężczyznę, chociaż raczej odepchnął z obrzydzeniem jego rękę, nawet nie kryjąc się z niechęcią. Tamten wyraźnie miał coś jeszcze do powiedzenia, wciąż podbuzowany, ale to słowa Hestii bardziej do niego trafiły, jakby głos trzeciej osoby wyrwał go nieco z fiksacji. Zmierzył aurora spojrzeniem, wciąż się wahając co powinien zrobić, ale wreszcie splunął Atreusowi na buty i cofnął się, ostatecznie ruszając w swoją stronę.
- Obok siebie, ale tak żebyśmy się widzieli, przed nami jest gęsty dym. Zaraz zakotłuje się go tyle, że pewnie ledwo będzie wiadomo co jest na wyciągnięcie ręki - pokręcił lekko głową na jej propozycję, odprowadzając czarodzieja spojrzeniem, póki nie zniknął w tym całym bałaganie. Faktycznie też, na ulicy na której się znajdowali, kotłowało się od dymu. Gęstego, lepkiego i nawet jeszcze nie weszli w niego porządnie, a Atreus już czuł jak szczypie w oczy.
Nikt jednak nie spodziewał się, że będzie to akurat teraz. Sam Bulstrode podejrzewał któreś z nadchodzących jesienią świąt, bo w końcu tak mocną kartą wydawało się samo Samhain. Ten magiczny moment, na który przygotowywali się z innymi zimnymi, by uporać się ze swoim problemem. Co niby tak specjalnego było w tym dniu? W ósmym września, który wydawał się dokładnie takim samym piątkiem, jak każdy poprzedni?
Przez moment siłowali się, patrząc na siebie i Atreus widział w spojrzeniu oponenta nawet nie wściekłość, a zwyczajną nienawiść. Może i wykazałby się odrobiną zrozumienia, gdyby nie zwyczajny fakt że nie miał na to czasu. Był na służbie, w mundurze, dodatkowo z brygadzistką i jedyne co czuł to złość. Jakim prawem ktoś taki zarzucał mi cokolwiek. Jakim prawem w ogóle podnosił na niego rękę, kiedy właśnie próbowali zrobić cokolwiek z piekłem, jakie działo się dookoła.
Puścił mężczyznę, chociaż raczej odepchnął z obrzydzeniem jego rękę, nawet nie kryjąc się z niechęcią. Tamten wyraźnie miał coś jeszcze do powiedzenia, wciąż podbuzowany, ale to słowa Hestii bardziej do niego trafiły, jakby głos trzeciej osoby wyrwał go nieco z fiksacji. Zmierzył aurora spojrzeniem, wciąż się wahając co powinien zrobić, ale wreszcie splunął Atreusowi na buty i cofnął się, ostatecznie ruszając w swoją stronę.
- Obok siebie, ale tak żebyśmy się widzieli, przed nami jest gęsty dym. Zaraz zakotłuje się go tyle, że pewnie ledwo będzie wiadomo co jest na wyciągnięcie ręki - pokręcił lekko głową na jej propozycję, odprowadzając czarodzieja spojrzeniem, póki nie zniknął w tym całym bałaganie. Faktycznie też, na ulicy na której się znajdowali, kotłowało się od dymu. Gęstego, lepkiego i nawet jeszcze nie weszli w niego porządnie, a Atreus już czuł jak szczypie w oczy.