18.03.2025, 06:43 ✶
Gdyby miał się zatrzymywać przy każdym płonącym budynku, nie opuściłby nawet niemagicznych dzielnic, gdzie na samym początku go wysłali. Czy chciał? Niekoniecznie, nie był przecież strażakiem, tylko cholernym aurorem i nawet jeśli doraźnie mógł pomóc, jego priorytetem było bardziej próba pomocy faktycznym ludziom niż całemu ich dobytkowi. Tym bardziej, że przetaczające się przez miasta ataki, prowadzone przecież były przez kogoś. Wszyscy chyba wiedzieli przez kogo, a przynajmniej mogli to podskórnie wyczuwać, ale jeśli Voldemort siał właśnie takie piekło, to razem z nimi byli jego poplecznicy. Gotowi podnieść swoje różdżki na innych ludzi, siać dalszy zamęt i zniszczenie. Bulstrode pamiętał bardzo dobrze do czego byli zdolni, nawet jeśli sam nie ucierpiał aż tak bardzo w walce z nimi przed wskoczeniem w ognisko, ale wciąż wolał by nikt jemu nie strzelił w plecy. Tak samo jak wolał się upewnić, by nie strzelili komuś innemu.
Biegł przez Pokątną, czując jak wszechobecny dym gryzie go w gardle, a palce cierpną trochę od mocnego uścisku na różdżce. Zostawił Hestię za sobą, pozwalając jej zająć się swoimi problemami i tym, co miało dla niej w planach czy to Ministerstwo, czy to najbliżej dziejące się, alarmujące wydarzenia, których było aktualnie na pęczki. Skoncentrowany na czymś innym, nawet nie zauważył mężczyzny, który widząc jego mundur, rzucił się w jego kierunku. Prawie na niego wpadł, zderzając się z nim, ale zaraz zauważając ten nerwowy uścisk dłoni na materiale munduru i prośbę w oczach.
Tam została jakaś dziewczyna.
Cudownie.
Atreus miał we krwi bohaterstwo i rozbujałe ego karmiło się wszelkimi aktami odwagi, jakimi mógł się popisać przed innymi, ale teraz czuł tylko buzującą w krwi adrenalinę, która przytępiała wszystko inne. Wciąż jednak pozostawał na tyle rozsądny by sięgnąć do kieszeni, po fiolkę podzielonego na porcję eliksiru chroniącego przed ogniem. Poparzenia które odczuł podczas Beltane, nauczyły go wystarczająco, by teraz o tym pomyślał. Albo raczej jeszcze wcześniej, by na hasło które padło w Ministerstwie, Londyn płonie, pamiętać by wziąć ze sobą ten eliksir.
Opróżnił pośpiesznie fiolkę, praktycznie w biegu, już jednym krokiem we wnętrzu kamienicy, puste szkiełko rzucając niedbale gdzieś pod ścianę klatki schodowej. Wewnątrz było duszno i zwyczajnie gorąco, a dym kłębił się ku górze, ograniczając nieco widoczność na wyższych piętrach. Atreus przeskoczył po schodach, na tyle na ile mógł śpiesząc się i słysząc, jak budynek jęczy żałośnie w towarzystwie trzaskających płomieni.
- Gdzie jesteś?! - krzyknął na którymś półpiętrze, spoglądając ku górze uważnie i próbując przejrzeć przez sine powietrze. Kaszlnął. Komuś równie dobrze mogło się tylko wydawać, że ktoś tutaj został. Albo było już za późno. - Pomogę ci, tylko muszę wiedzieć, gdzie jesteś!
rzucam na percepcję czy widzę coś przed ten dym
Biegł przez Pokątną, czując jak wszechobecny dym gryzie go w gardle, a palce cierpną trochę od mocnego uścisku na różdżce. Zostawił Hestię za sobą, pozwalając jej zająć się swoimi problemami i tym, co miało dla niej w planach czy to Ministerstwo, czy to najbliżej dziejące się, alarmujące wydarzenia, których było aktualnie na pęczki. Skoncentrowany na czymś innym, nawet nie zauważył mężczyzny, który widząc jego mundur, rzucił się w jego kierunku. Prawie na niego wpadł, zderzając się z nim, ale zaraz zauważając ten nerwowy uścisk dłoni na materiale munduru i prośbę w oczach.
Tam została jakaś dziewczyna.
Cudownie.
Atreus miał we krwi bohaterstwo i rozbujałe ego karmiło się wszelkimi aktami odwagi, jakimi mógł się popisać przed innymi, ale teraz czuł tylko buzującą w krwi adrenalinę, która przytępiała wszystko inne. Wciąż jednak pozostawał na tyle rozsądny by sięgnąć do kieszeni, po fiolkę podzielonego na porcję eliksiru chroniącego przed ogniem. Poparzenia które odczuł podczas Beltane, nauczyły go wystarczająco, by teraz o tym pomyślał. Albo raczej jeszcze wcześniej, by na hasło które padło w Ministerstwie, Londyn płonie, pamiętać by wziąć ze sobą ten eliksir.
Opróżnił pośpiesznie fiolkę, praktycznie w biegu, już jednym krokiem we wnętrzu kamienicy, puste szkiełko rzucając niedbale gdzieś pod ścianę klatki schodowej. Wewnątrz było duszno i zwyczajnie gorąco, a dym kłębił się ku górze, ograniczając nieco widoczność na wyższych piętrach. Atreus przeskoczył po schodach, na tyle na ile mógł śpiesząc się i słysząc, jak budynek jęczy żałośnie w towarzystwie trzaskających płomieni.
- Gdzie jesteś?! - krzyknął na którymś półpiętrze, spoglądając ku górze uważnie i próbując przejrzeć przez sine powietrze. Kaszlnął. Komuś równie dobrze mogło się tylko wydawać, że ktoś tutaj został. Albo było już za późno. - Pomogę ci, tylko muszę wiedzieć, gdzie jesteś!
rzucam na percepcję czy widzę coś przed ten dym
Rzut PO 1d100 - 89
Sukces!
Sukces!