• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972

Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#4
03.02.2023, 02:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2023, 02:49 przez William Lestrange.)  
Ciemność rozpraszana przez migotliwe światło końca różdżki, płytki oddech, wilgoć krwi na dłoniach, chłód piwnicy.
Przed oczyma przesuwały mu się skrzętnie podpisane fiolki z eliksirami, aż dopadł tę odpowiednią, nie zważając, że przez jej gwałtowne wyciągnięcie z serwantki wywróci pare innych specyfików pociągnął za szyjkę i wrocił do rannego - nic innego się teraz nie liczyło.
Spocony pod materiałem grubego płaszcza, dopadł do usadzonego na jeden z czystych blatów chłopaka. Już odkorkowywał eliksir, już podnosił głowę pacjenta, a szum w uszach nie ustawał, gdy myśli błagalnie łkały o to, by młodszy mężczyzna otworzył oczy. Z ciała nie uleciało jeszcze ciepło, więc nie miał jak zorientować się, że nie ma do czynienia z rannym, a z martwym. Dopiero po chwili, gdy bezwładność była jedyną reakcją na krople wlanego w usta eliksiru, William przyłożył palce do krtani, sprawdził puls, wyciszył się, chociaż zmęczone przejściem tak dużej odległości z dodatkowym balastem własne ciało, nie pomagało. Czuł swoja własną krew i prawdopodobnie tez krążącą w niej adrenalinę, ale brakowało mu w tym wszystkim pulsowania krwi rannego.
Zamarł. Serce zabiło mu mocniej, prawie że wyskoczyło z piersi.
- Nie, nie, nie. Nie możesz umrzeć. Nie mozesz być martwy, nie możesz umierać. Nie wolno ci. - powtórzył do siebie, w panice poklepał młodego chłopaka po twarzy, jakby to miało w czymś pomóc, jakby ten tylko spał, jakby wcale nie stracił wcześniej tyle krwi, że nawet zaklęcia uzdrawiające nie były w stanie pomóc mu wytrzymać przejścia z tego nieszczęsnego zaułka do miejsca, w którym mógł dostać specyfik, jaki uratowałby mu życie.
Zjawił się tam za późno, to przecież nie jego wina.
A co jakby miał ze sobą eliksir? Jakby chodził z takim zawsze? Wtedy uzdrowiłby chłopaka w uliczce, wtedy by nie zawiódł.
Zimny dreszcz przeszedł mu po kręgosłupie, gdy na chwilę stracił panowanie nad własnymi rękoma, bo owładnęła go absolutna bezsilność, przez co pacjent wysunął się z jego objęć na blat, bez życia, z zamkniętymi oczyma. Wypuścił z dłoni eliksir, nie mógł utrzymać palców zaciśniętych na fiolce, ta rozbiła się, rozbryzgując substancję wraz z odłamkami szkła po podłodze. Lestrange wydawał się pogrążony w swoich własnych myślach, w przerażeniu, które nagle go ogarnęło.
Przyniósł chłopaka z ulicy. Nie uratował go. Ma martwe ciało w laboratorium. Przecież nikt go za to nie będzie obwiniał. Nikt nie będzie, prawda? A co jeżeli zachcą przeszukać tę piwnicę? I znajdą jego zapiski, znajdą... Nie, nie mógł do tego dopuścić.
Pomyślał o swoim przyjacielu ze szkoły, którego stracił jeszcze będąc w murach Hogwartu i jak idiotyczną była jego śmierć, jak bardzo pragnął wtedy móc coś zrobić, być przy Lysandrze, żeby...
Właśnie, żeby co?
Pewnie skończyłoby się jak teraz, albo co gorsza, jak na cmentarzu z Castielem.
Krzyk własnego przerażenia rozległ się w przywołanym wspomnieniu, gdy mokra ziemia brudziła dłonie, a z przywleczonego na cmentarz mugola powoli ulatywało życie, ciepło i cokolwiek, co świadczyło o jego połączeniu ze światem materialnym.
Ile jeszcze osób zginie na twoich oczach, William, zanim nauczysz się coś z tym zrobić? Zanim zaspokoisz ciekawość i swoją własną ambicję?
Myślenie o śmierci było prostsze, dotknięcie jej chłodnego i nieodwracalnego lica było czymś kompletnie innym, doskonale zdawał sobie sprawę jak lepkie są dłonie, po tym, gdy probuje się kogoś wybudzić z wiecznego snu. Tym razem ranny nie zginął z jego winy, ale to się nie liczyło. Wciąż ciążył mu na ramionach balast nieodratowanych duszy i to popchnęło go do działania. Może tym razem będzie inaczej? Jeżeli nie sprobuje to będzie to sobie wypominał, musi dać sobie i temu chłopakowi szansę. Leżące przed nim ciało i tak było martwe, bardziej zabić rudowłosego nie mógł - przynajmniej tak mu się wydawało.
Rdzawe włosy wydawały się migotać w półświetle podziemia, w iskrach zaklęcia wylatujących z różdżki, mieszając się z karmazynem krwi, którą zabrudzony był blat i nasiąknięte ubrania obydwu mężczyzn.
Pod presją swojej własnej ambicji, kuszony ciekawością złapał różdzkę w dłoń i myśląc o tym, co chciał osiągnąć wtedy na cmentarzu, mając nadzieję, że tym razem wyjdzie lepiej nakazał leżącemu bezwładnie ciału wstać.
Zaklęcie rozjaśniło podziemia domu, rzucając światło na bladą twarz Lestrange'a, która w tych egipskich ciemnościach wyglądała równie upiornie, co lico dopiero co pozbawionego ostatniego oddechu chłopaka, nad którym stał. Gdy struga światła zniknęła pomieszczenie pogrążyło się w kompletnej ciemności, a zaklęcie zakończone zostało charakterystycznym pyknięciem, jakby ktoś podnosił gwizdek z rozgrzanego wrzątkiem czajnika.
Magia unosiła się w powietrzu, brak okien w pomieszczeniu sprawiał, że piwniczna wilgoć szybko przesiąkała duchotą oddechu. Albo tylko mu się wydawało? Był pobudzony adrenaliną, chęcią działania, nie był nawet pewien czy czuje się odpowiednio osadzony w świecie materialnym, aby móc ustać na nogach, więc oparł się o krawędź blatu. Energia zużyta na nekromantyczny czar uleciała z niego wraz z jasnością, jaka rozświetliła wysokie sklepienie podziemia.
William miał wrażenie, że ciało się poruszyło, choć przy stępionych zmęczeniem i brakiem światła zmysłach nie mógł stwierdzić na pewno. Zanim zdążył zrobić jakikolwiek ruch, użyć Lumos raz jeszcze, lepkie od krwi ręce złapały go za koszulę - było w tym ruchu coś panicznego, coś, czego na pewno nie można by się doszukiwać w pierwszych gestach Inferiusa.
Z zaskoczenia, być może przerażenia? Nie mógł się nawet ruszyć przez pare następnych sekund, poddając się błogiej bezsilności, chwilowym mroczkom przed oczyma.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cody Brandon (1870), William Lestrange (2353)




Wiadomości w tym wątku
Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 24.01.2023, 08:33
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 27.01.2023, 02:50
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 27.01.2023, 18:47
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 03.02.2023, 02:15
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 03.02.2023, 07:39
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 03.02.2023, 20:17
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 27.02.2023, 22:16
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 05.04.2023, 18:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa