18.03.2025, 12:08 ✶
To, co się działo w Londynie, z pewnością mogło zostać uznać za piekło. Długie jęzory ognia nie kurczyły się, a momentami Olivia miała wrażenie, że wręcz się wydłużały. Zupełnie tak, jakby ogień walczył z nimi samymi, nie chcąc zostać ugaszonym. Jakby ktoś chodził i go podniecał, jakby dorzucał węgla, dolewał oliwy do największych skupisk. Olivia nie była żołnierzem, nie była pracownikiem Ministerstwa, nie miała żadnych kwalifikacji do tego, by pomagać innym się ewakuować. Poza tym dostała od rodziców zadanie: zabezpieczyć zawartość Pękatej Fiolki, przenieść wszystko do piwniczki, której nie powinien dosięgnąć ogień. Nie chciałaby, żeby jej dom stał się kolejnym punktem zapalnym, gdyby maleńka iskra sprawiła, że wszystkie eliksiry nagle wybuchną. No, może nie wszystkie, ale chociaż część.
Była akurat na zewnątrz, brudna i zmęczona, by zorientować się w sytuacji. Część najniebezpieczniejszych zapasów została przeniesiona pod ziemię, nie tylko jeśli chodzi o gotowe eliksiry, ale także składniki. Nie chciała wchodzić do budynku, który został już ugaszony, i nad którym czuwała, żeby ogień nie przeniósł się z powrotem na dach - wiedziała, że spłoną wszystkie jej książki, całe jej dzieciństwo, albumy z ruchomymi zdjęciami, ulubione ubrania i inne rzeczy, jeżeli dopuści do tego, by jeden z tych świrów, którzy postanowili wykorzystać okazję do bójki i kradzieży, postanowi się zemścić.
Przecież mówili jej na początku września, że dostanie za swoje. Tylko, kurwa mać, nie podejrzewała, że mieli na myśli nie sticte ją, a cały Londyn. Co jeszcze płonęło poza Pokątną? Rude włosy powiewały na wietrze, który rozprzestrzeniał ogień, przywodząc na myśl kolejne płomienie. Twarz Olivii była umazana czarną sadzą, podobnie jak jej dłonie i ubrania. Była też częściowo mokra, nie wiadomo czy od wody, czy potu. Właśnie oddawała jakąś małą dziewczynkę czarownicy, prosto w ramiona, zapewniając, że to już koniec, zostało ugaszenie ognia, zaraz będą bezpieczne.
Kłamała, ale nie miała wyjścia. Wiedziała, że to dopiero początek, słyszała nawoływania, płacz i krzyki. Słyszała trzask drewna, spadanie kamieni, słyszała wzywanie o pomoc i wyzywanie od zdrajców.
- Brenna? - Quirke odwróciła się, ale nie od razu rozpoznała Brennę. Jej oczy były pełne łez, nie wiadomo czy wywołanych dymem czy strachem.
!Strach przed imieniem
Była akurat na zewnątrz, brudna i zmęczona, by zorientować się w sytuacji. Część najniebezpieczniejszych zapasów została przeniesiona pod ziemię, nie tylko jeśli chodzi o gotowe eliksiry, ale także składniki. Nie chciała wchodzić do budynku, który został już ugaszony, i nad którym czuwała, żeby ogień nie przeniósł się z powrotem na dach - wiedziała, że spłoną wszystkie jej książki, całe jej dzieciństwo, albumy z ruchomymi zdjęciami, ulubione ubrania i inne rzeczy, jeżeli dopuści do tego, by jeden z tych świrów, którzy postanowili wykorzystać okazję do bójki i kradzieży, postanowi się zemścić.
Przecież mówili jej na początku września, że dostanie za swoje. Tylko, kurwa mać, nie podejrzewała, że mieli na myśli nie sticte ją, a cały Londyn. Co jeszcze płonęło poza Pokątną? Rude włosy powiewały na wietrze, który rozprzestrzeniał ogień, przywodząc na myśl kolejne płomienie. Twarz Olivii była umazana czarną sadzą, podobnie jak jej dłonie i ubrania. Była też częściowo mokra, nie wiadomo czy od wody, czy potu. Właśnie oddawała jakąś małą dziewczynkę czarownicy, prosto w ramiona, zapewniając, że to już koniec, zostało ugaszenie ognia, zaraz będą bezpieczne.
Kłamała, ale nie miała wyjścia. Wiedziała, że to dopiero początek, słyszała nawoływania, płacz i krzyki. Słyszała trzask drewna, spadanie kamieni, słyszała wzywanie o pomoc i wyzywanie od zdrajców.
- Brenna? - Quirke odwróciła się, ale nie od razu rozpoznała Brennę. Jej oczy były pełne łez, nie wiadomo czy wywołanych dymem czy strachem.
!Strach przed imieniem