18.03.2025, 12:37 ✶
Roześmiała się, gdy zamigał, że chodzi o chronić. Sama była pod wrażeniem tego, jak szybko udało jej się opanować język migowy - najpierw zaczęła sama, potem z kimś innym, aż w końcu poprosiła Tristana, by częściej do niej migał, niż pisał. Nie chciała, żeby za każdym razem musiał wyciągać notes i coś pisać, skoro była coraz lepsza w rozumieniu tego, co chciał jej przekazać.
- Słyszałaś, mały rudzielcu? On jest zajęty - rzuciła do wiewiórki z rozbawieniem, widząc że ta zaczyna coraz śmielej podchodzić do Tristana. Oczywistym jednak było, że nie zamierzała jej przeganiać - to było tylko zwierzę. A ona kochała zwierzęta, poza tym zawsze trochę utożsamiała się z wiewiórkami. I to wcale nie przez kolor ich futra i jej włosów. Chodziło raczej o niektóre aspekty... Reagowania na sytuacje. Ucieczka, stroszenie ogonka, ruszanie noskiem - dużo osób mówiło, że jej piegowaty, ruszający się nos przypominałby króliczy gdyby nie te piegi, a wiewiórki także ruszały noskami, szczególnie gdy były podekscytowane. Olivia rozgościła się wygodniej w ramionach Tristana, a potem spojrzała raz jeszcze na wiewiórkę. Tym razem zaczęła obracać orzeszek w łapkach, nie zwracając na nich uwagi. Uśmiechnęła się lekko. - Gdy byłam na cmentarzu, wpadłam na Brennę. Czasem mam wrażenie, że mnie śledzi. Albo ja ją? Pewnie też ma takie wrażenie. W każdym razie porozmawiałyśmy chwilę i trafiłyśmy na pomnik. To był mugolski cmentarz, więc nie wiem co tam robił pomnik czarownicy. Trzymał w dłoni fiolkę ze wspomnieniami.
Zaczęła, przenosząc wzrok na niebo, które było wyjątkowo czyste. Piękny to był dzień ale nie dlatego, że pogoda była ładna. Takich dni dla siebie i Tristana chciała: spotkań po pracy, rozmów, dzielenia się sekretami. Nawet jeżeli to nie było w ich własnym mieszkaniu, a na ławce w parku. Niektórzy mogliby uznać, że powinni zrobić kolejny krok w swojej znajomości, ale taka sceneria bardziej Olivii odpowiadała. To było jak... Jak chodzenie po nitce do kłębka, ale powoli, rozkoszując się każdym kolejnym krokiem. Mieli całe życie, żeby się sobą nacieszyć: a przynajmniej tak teraz myślała.
- Udało nam się je odczytać. Czarownica o imieniu Jasie szukała przeklętego naszyjnika, żeby zdjąć klątwę z ducha. Zakochała się w nim, wiesz? Pomagał jej odszukać naszyjnik, przez lata do niego wracała i... Jakoś tak samo poszło. A potem umarła, bo nie udało jej się ściągnąć klątwy. Jej dusza pozostała razem z nim w tej mrocznej piwnicy - na samo wspomnienie, że można tak skończyć, przeszedł ją dreszcz. Niby romantyczne, lecz tak naprawdę bardzo przerażające. - Razem z Brenną odnalazłyśmy naszyjnik i zdjęłyśmy z niego klątwę. Gdy wróciła, żeby sprawdzić czy duchy zniknęły, to... Nie było ich. Mogli razem odejść do zaświatów i być do końca świata ze sobą. Romantyczne, prawda?
Przekręciła głowę tak, by mogła spojrzeć na Tristana. Opowiadała mu to tak, jakby to był spacerek po parku, ale faktem było, że Brenna wciągnęła ją w niebezpieczną misję - na początku nie chciała, by z nią szła, ale Olivia się uparła. Niebezpieczna była głównie przez te pieprzone, przerośnięte stokrotki, które chciały je zjeść.
- Po drodze chciały nas zjeść kwiaty, dasz wiarę? Przyroda wariuje coraz mocniej - dodała, marszcząc brwi.
- Słyszałaś, mały rudzielcu? On jest zajęty - rzuciła do wiewiórki z rozbawieniem, widząc że ta zaczyna coraz śmielej podchodzić do Tristana. Oczywistym jednak było, że nie zamierzała jej przeganiać - to było tylko zwierzę. A ona kochała zwierzęta, poza tym zawsze trochę utożsamiała się z wiewiórkami. I to wcale nie przez kolor ich futra i jej włosów. Chodziło raczej o niektóre aspekty... Reagowania na sytuacje. Ucieczka, stroszenie ogonka, ruszanie noskiem - dużo osób mówiło, że jej piegowaty, ruszający się nos przypominałby króliczy gdyby nie te piegi, a wiewiórki także ruszały noskami, szczególnie gdy były podekscytowane. Olivia rozgościła się wygodniej w ramionach Tristana, a potem spojrzała raz jeszcze na wiewiórkę. Tym razem zaczęła obracać orzeszek w łapkach, nie zwracając na nich uwagi. Uśmiechnęła się lekko. - Gdy byłam na cmentarzu, wpadłam na Brennę. Czasem mam wrażenie, że mnie śledzi. Albo ja ją? Pewnie też ma takie wrażenie. W każdym razie porozmawiałyśmy chwilę i trafiłyśmy na pomnik. To był mugolski cmentarz, więc nie wiem co tam robił pomnik czarownicy. Trzymał w dłoni fiolkę ze wspomnieniami.
Zaczęła, przenosząc wzrok na niebo, które było wyjątkowo czyste. Piękny to był dzień ale nie dlatego, że pogoda była ładna. Takich dni dla siebie i Tristana chciała: spotkań po pracy, rozmów, dzielenia się sekretami. Nawet jeżeli to nie było w ich własnym mieszkaniu, a na ławce w parku. Niektórzy mogliby uznać, że powinni zrobić kolejny krok w swojej znajomości, ale taka sceneria bardziej Olivii odpowiadała. To było jak... Jak chodzenie po nitce do kłębka, ale powoli, rozkoszując się każdym kolejnym krokiem. Mieli całe życie, żeby się sobą nacieszyć: a przynajmniej tak teraz myślała.
- Udało nam się je odczytać. Czarownica o imieniu Jasie szukała przeklętego naszyjnika, żeby zdjąć klątwę z ducha. Zakochała się w nim, wiesz? Pomagał jej odszukać naszyjnik, przez lata do niego wracała i... Jakoś tak samo poszło. A potem umarła, bo nie udało jej się ściągnąć klątwy. Jej dusza pozostała razem z nim w tej mrocznej piwnicy - na samo wspomnienie, że można tak skończyć, przeszedł ją dreszcz. Niby romantyczne, lecz tak naprawdę bardzo przerażające. - Razem z Brenną odnalazłyśmy naszyjnik i zdjęłyśmy z niego klątwę. Gdy wróciła, żeby sprawdzić czy duchy zniknęły, to... Nie było ich. Mogli razem odejść do zaświatów i być do końca świata ze sobą. Romantyczne, prawda?
Przekręciła głowę tak, by mogła spojrzeć na Tristana. Opowiadała mu to tak, jakby to był spacerek po parku, ale faktem było, że Brenna wciągnęła ją w niebezpieczną misję - na początku nie chciała, by z nią szła, ale Olivia się uparła. Niebezpieczna była głównie przez te pieprzone, przerośnięte stokrotki, które chciały je zjeść.
- Po drodze chciały nas zjeść kwiaty, dasz wiarę? Przyroda wariuje coraz mocniej - dodała, marszcząc brwi.