18.03.2025, 21:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2025, 21:56 przez Erik Longbottom.)
— Mhmm, zgadzam się — rzucił niewinnie, starając się udawać, że wcale nie wie, do czego pije Anthony. — Zdjęcia czarodziejów poszukiwanych przez Brygadę Uderzeniową i Biuro Aurorów muszą rozpalać wyobraźnię do czerwoności. Słyszałem, że ostatnio w księgarniach wręcz promuje się takie romanse. Jeszcze trochę a z erotyków o przestępcach przerzucą się na dementorów. To dopiero będzie ciekawe.
Uśmiechnął się półgębkiem. Nie miał zamiaru dać się zagonić w kozi róg. Doskonale wiedział, jaki był jego wizerunek we współczesnych mediach czarodziejów. Przyszły dziedzic Warowni Longbottomów, celebryta, oddany brygadzista, bywalec największych wydarzeń towarzyskich sezonu. I jeden z niewielu mężczyzn, który postanowił wszem wobec wypowiedzieć się na temat Śmierciożerców tuż po Beltane. To na pewno ściągnęło na niego uwagę wielu. Zwiększyło aprobatę i zainteresowanie. Sprawiło, że tradycjonaliści zerkali na niego nieco baczniej. To mnie jeszcze kiedyś ugryzie w tyłek, skomentował bezgłośnie, wypuszczając powoli powietrze z ust.
— Luty chyba do ciebie najbardziej pasuje — odparł automatycznie, bez większego namysłu. Dopiero gdy te słowa opuściły jego usta, zamilkł na moment, żeby nieco pomyśleć. Szybko jednak wzruszył ramionami, jakby nie było sensu poddawać tego w wątpliwość. — Oczywiście mi bardziej kojarzysz się z latem, ale patrząc na całokształt... Ten okres, gdy świat próbuje wyrwać się z kajdan zimy, ale słońce dalej rzadko wschodzi wydaje się pasować. Jak te twoje niekończące się walki z innymi urzędnikami za granicą. Ciągłe przeciąganie liny.
Każdy miał jakiś zawód. Erik uganiał się za przestępcami, czarnoksiężnikami, przesłuchiwał świadków najróżniejszych zdarzeń, a koniec końców zawsze lądował za biurkiem, próbując poskładać cały swój dzień pracy w sensowną całość. Cały dzień działał pod wpływem emocji, aby uporządkować je na koniec dnia. W przypadku Shafiqa wiele wskazywało na to, że było trochę na odwrót. Magazynował emocje, zbierał liczne przewagi, aby dać ujście temu wszystkiemu podczas negocjacji z ludźmi spoza Wielkiej Brytanii. Zupełnie inne podejście, ale z drugiej tak podobne.
— Chodziłeś wcześniej na jakieś konsultacje? — spytał z nutką autentycznego zaciekawienia w głosie. Ułożył dłoń na ramieniu mężczyzny, masując je powoli. — Co chwilę gdzieś wyjeżdżasz, odwiedzasz różne kraje, bywasz w towarzystwie majętnych i obeznanych w danym regionie ludzi. Lokalny patriotyzm lokalnym patriotyzmem, ale nie korciło cię nigdy, żeby sprawdzić, co może na to zaradzić... Egzotyczna medycyna? — Nie mówił o Francji czy bliskich krajach europejskich. — W Azji czy Afryce mają nieco inne podejście do czarowania niż na wyspach. Może z medycyną bywa podobnie.
Nie chciał naprawiać Anthony. Nie był zepsuty, a daltonizm w żaden sposób mu nie ujmował. Przynajmniej z jego perspektywy. Jeśli jednak życie z tą przypadłością powoli przestawało mu pasować, to może warto by było rozejrzeć się za możliwymi rozwiązaniami tej kwestii? Gdzieś tam musiało kryć się remedium.
— Lubię. Zwłaszcza w takim towarzystwie — potwierdził z podejrzanym uśmiechem na ustach. — Skoro siebie poznaliśmy na wylot, to pozostaje sprawdzić, jak wpłyną na nas... Czynniki zewnętrzne, czyż nie? Kto wie, do czego mogą nas popchnąć.
Uśmiechnął się półgębkiem. Nie miał zamiaru dać się zagonić w kozi róg. Doskonale wiedział, jaki był jego wizerunek we współczesnych mediach czarodziejów. Przyszły dziedzic Warowni Longbottomów, celebryta, oddany brygadzista, bywalec największych wydarzeń towarzyskich sezonu. I jeden z niewielu mężczyzn, który postanowił wszem wobec wypowiedzieć się na temat Śmierciożerców tuż po Beltane. To na pewno ściągnęło na niego uwagę wielu. Zwiększyło aprobatę i zainteresowanie. Sprawiło, że tradycjonaliści zerkali na niego nieco baczniej. To mnie jeszcze kiedyś ugryzie w tyłek, skomentował bezgłośnie, wypuszczając powoli powietrze z ust.
— Luty chyba do ciebie najbardziej pasuje — odparł automatycznie, bez większego namysłu. Dopiero gdy te słowa opuściły jego usta, zamilkł na moment, żeby nieco pomyśleć. Szybko jednak wzruszył ramionami, jakby nie było sensu poddawać tego w wątpliwość. — Oczywiście mi bardziej kojarzysz się z latem, ale patrząc na całokształt... Ten okres, gdy świat próbuje wyrwać się z kajdan zimy, ale słońce dalej rzadko wschodzi wydaje się pasować. Jak te twoje niekończące się walki z innymi urzędnikami za granicą. Ciągłe przeciąganie liny.
Każdy miał jakiś zawód. Erik uganiał się za przestępcami, czarnoksiężnikami, przesłuchiwał świadków najróżniejszych zdarzeń, a koniec końców zawsze lądował za biurkiem, próbując poskładać cały swój dzień pracy w sensowną całość. Cały dzień działał pod wpływem emocji, aby uporządkować je na koniec dnia. W przypadku Shafiqa wiele wskazywało na to, że było trochę na odwrót. Magazynował emocje, zbierał liczne przewagi, aby dać ujście temu wszystkiemu podczas negocjacji z ludźmi spoza Wielkiej Brytanii. Zupełnie inne podejście, ale z drugiej tak podobne.
— Chodziłeś wcześniej na jakieś konsultacje? — spytał z nutką autentycznego zaciekawienia w głosie. Ułożył dłoń na ramieniu mężczyzny, masując je powoli. — Co chwilę gdzieś wyjeżdżasz, odwiedzasz różne kraje, bywasz w towarzystwie majętnych i obeznanych w danym regionie ludzi. Lokalny patriotyzm lokalnym patriotyzmem, ale nie korciło cię nigdy, żeby sprawdzić, co może na to zaradzić... Egzotyczna medycyna? — Nie mówił o Francji czy bliskich krajach europejskich. — W Azji czy Afryce mają nieco inne podejście do czarowania niż na wyspach. Może z medycyną bywa podobnie.
Nie chciał naprawiać Anthony. Nie był zepsuty, a daltonizm w żaden sposób mu nie ujmował. Przynajmniej z jego perspektywy. Jeśli jednak życie z tą przypadłością powoli przestawało mu pasować, to może warto by było rozejrzeć się za możliwymi rozwiązaniami tej kwestii? Gdzieś tam musiało kryć się remedium.
— Lubię. Zwłaszcza w takim towarzystwie — potwierdził z podejrzanym uśmiechem na ustach. — Skoro siebie poznaliśmy na wylot, to pozostaje sprawdzić, jak wpłyną na nas... Czynniki zewnętrzne, czyż nie? Kto wie, do czego mogą nas popchnąć.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞