19.03.2025, 10:29 ✶
Poczuła się tak, jakby te wielkie niewidzialne głazy na jej ramionach i sercu po prostu popękały i opadły. Ciężko było dokładnie opisać, co w tej chwili czuła - ogromną radość, to na pewno. Być może trochę niedowierzania, mimo że przecież upewniała się, że Basilius to dobry uzdrowiciel. Ale w takich sytuacjach zawsze było odrobinę niedowierzania, zanim człowiek przetrawi wszystkie informacje. Czuła też strach, bo... Skoro mogła mieć dzieci, to czy teraz nie nastał czas na jakieś deklaracje z jej strony? Czy to nie było za szybko?
Z wdzięcznością przyjęła chusteczkę, żeby wytrzeć oczy. Łzy powoli przestawały lecieć, podobnie jak zawartość jej nosa, którą skrzętnie wycierała, bo przecież nie chciała, żeby ktokolwiek widział ją w takim stanie. W ogóle ostatnio to zbyt często płakała, chociaż te łzy, które prezentowała teraz, były zdecydowanie tymi dobrymi łzami.
- Dziękuję - wydusiła w końcu, gdy zdołała odzyskać mowę. - Tak... Po prostu nie wiem. Chyba się nie spodziewałam, że będzie wszystko dobrze. Wie pan, człowiek żył z tym brzmieniem tyle lat... Ostatnio nie otrzymywałam zbyt wielu dobrych informacji.
Uśmiechnęła się. To miał być początek nowego życia - tak przynajmniej jej się wydawało.
- Jeszcze raz dziękuję. Muszę... Muszę podzielić się tą informacją z kimś ważnym - na samo wspomnienie o Tristanie jej oczy rozbłysły pełnią szczęścia. Olivia wstała, by uścisnąć Basiliusowi dłoń. Pożegnała się z nim dość szybko, ale czy można było ją winić? Ward czekał pod Mungiem, a ona musiała mu powiedzieć, że wszystko było w porządku.
Koniec sesji