19.03.2025, 12:29 ✶
Olivia na moment spoważniała. Jeszcze nie miała pojęcia jakie decyzje przyjdzie im podjąć w związku z tym, że spotykają się z mugolakami, ale... Cóż, wiedziała że Laurent jest w dużo gorszej sytuacji. Jeżeli chodziło o związki osób tej samej płci, to podejrzewała że świat będzie na to gotowy dopiero za tysiąc lat.
- Nie możemy tak myśleć - powiedziała łagodnie, zaciskając palce na jego przedramieniu. - Nie ma w tym nic niebezpiecznego. Po prostu... Trzeba uważać, bo świat jest pełen świrów.
Naciągała rzeczywistość i to tak mocno, że ta logika zaraz pęknie, ale naprawdę chciała podnieść Laurenta na duchu. Na dodatek uważała, że jeżeli sama będzie w to bardzo, bardzo mocno wierzyć, to zaklęta rzeczywistość stanie się przyjaźniejsza dla każdego.
- Och, zauważyłam. Wzgardził frytkami, ale w sumie to lepiej, bo więcej zostało dla mnie - wzruszyła ramionami. Nieco się nachmurzyła na wspomnienie tego, co jej powiedział na spotkaniu. - Ale przynajmniej powiedział mi, skąd mnie kojarzy. Znasz może Isaaca Bagshota? Spotykałam się z nim w Hogwarcie, wrócił niedawno do Anglii, pisuje dla Proroka i chyba do Czarownicy.
Poklepała Laurenta po dłoni, gdy ten wspomniał o Aydayi. I dobrze, niech wiedźma trzyma się od nich z daleka - ale oczywiście nie wypowiedziała tych słów na głos. Olivia nieco zwolniła, widząc maleńki ogonek kolejki do budki z biletami. Jakiś mugolski samochód zatrąbił na pieszego, który przebiegał przez jezdnię. Z jego ust poleciał stek przekleństw, ale wydawało się, że Olivia albo tego nie usłyszała, albo zignorowała: mimo że to wszystko rozegrało się dość blisko miejsca, w którym byli.
- Trzyma moje zdjęcie w portfelu, debil. A wiesz, czemu debil? Bo najpierw mnie zostawił, a potem jak wrócił to ignorował, potem jak się spotkaliśmy to przepraszał, a teraz znowu mnie ignoruje. Czasem nienawidzę twojej płci, wiesz? - prychnęła gniewnie na wspomnienie tej całej dziwnej relacji, którą miała z Bagshotem. Uniosła dwa palce, uśmiechając się dość kwaśno do mężczyzny, siedzącego w budce, a potem podała mu mugolski banknot, jakby robiła to od małego. - Ale uznałam że skoro tak mnie traktuje, to może mnie pocałować w d... nos. Już uczę sowę, żeby żarła wszystkie listy, które mają jego zapach, wiesz?
Pociągnęła Laurenta dalej, w stronę zejścia do podziemi. W dłoni trzymała dwa małe kartoniki. Widać było, że wspomnienie tego wszystkiego odrobinę wytrąciło Olivię z równowagi, bo nieco przyspieszyła, tak że poplątały jej się nogi tuż przed schodami.