Yaxleyówna lubiła czasem wypić sobie drogi alkohol, to nie tak, że raczyła się tylko i wyłącznie trunkami z wyższej półki, ale dzisiaj nadarzyła się okazja. Chciała zrobić komuś dzień, nie sobie, lubiła zaskakiwać innych stąd ta decyzja. Była przecież bogata, chociaż może nie było po niej tego widać, każdy bogacz czasem zachowywał się w ten sposób.
- Kto kiedyś nie oberwał klątwą, niech pierwszy rzuci kamieniem. - Zwłaszcza Ci, którzy musieli sobie z nimi radzić na drodze zawodowej, a Alfred wyglądał jej na specjalistę. Nie zdziwiło jej więc wcale, że miał doświadczenie z podobnymi sprawami. Wyglądał na kogoś, kto niejedno przeżył.
- Chyba już wolę taką trąbę jak mam, niż trąbę słonia na dupie.- Odparła zupełnie szczerze, jeśli chciał ją pocieszyć to zdecydowanie mu się udało, jak widać zawsze mogło być gorzej, niż w jej obecnej sytuacji.
- Na pewno mnie nie oszukała, to moja bliska znajoma.- Yaxleyówna nie narzekała na swoje znajomości, zawsze miał ją kto zdiagnozować, bez względu co by jej właściwie nie dolegało. To było całkiem budujące, otaczała się sporym gronem znajomych, na których mogła liczyć, nie wszyscy mieli tyle szczęścia.
- Grunt to znaleźć swoje miejsce w świecie, mam wrażenie. Nie trzeba żyć tak jak inni, aby być szczęśliwym, Ty wydajesz się być całkiem zadowolony ze swojego losu, to chyba dobrze? - Odparła dość niepewnie, ale takie wnioski jej się nasuwały. Nie każdy musiał zamykać się w tych normach narzucanych przez ogół.
Posiedziała jeszcze chwilę na tej ławeczce, jej rozmówca wydawał się być interesującym człowiekiem, zamierzała do niego wrócić, tak jak wspominała, w swojej prawdziwej wersji, a później wróciła do domu, zostawiając mu połowę flaszeczki, bo po co miałaby ją zabierać ze sobą.