03.02.2023, 11:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2023, 20:03 przez Brenna Longbottom.)
- Czy wspomniałam, że prowadzę też śledztwo w sprawie czyjejś okrutnej śmierci i nie bardzo mogę wziąć wolne na szpitalne wizyty?
Brenna na zaniepokojone spojrzenie Fernah tylko się uśmiechnęła. Coś nie tak z głową? Owszem, od urodzenia. A przynajmniej od momentu, w którym nauczyła się mówić. Był to fakt szeroko znany i często komentowany.
- Nie wiem tego na pewno, ale zamierzam się dowiedzieć – oświadczyła na pytanie Fernah. – Objawy wydają się na to wskazywać, ale na upartego mogły być też rezultatem połączenia uszkodzenia mechanicznego, którego nie zauważyłam i mojego braku umiejętności latania… Niestety miotłę musiałam zniszczyć, ale mogę sprawdzić schowek, inne miotły… Przepraszam, już milknę.
Brenna niejako z przyzwyczajenia już zaczynała planować dziesięć kroków do przodu. I to planowanie nie obejmowało w tej chwili wizyty w świętym Mungu.
- Było – roześmiała się i ledwo powstrzymała skrzywienie, bo trochę zabolały ją siniaki gdzieś na żebrach. Poza tym na szczęście nie kręciło się jej w głowie, a noga jakoś nie bolała. – Niestety, za zabicie kogoś musiałabym się sama aresztować. Wypełnianie wszystkich druczków w magicznych kajdankach byłoby naprawdę koszmarem. Nie, po prostu tę osobę dopadnę, skuję, a potem będę tak długo wyjaśniała, co zrobiła źle, że zacznie błagać o wycieczkę do Azkabanu, byleby nie słuchać już mojego głosu...
Och, Brenna – choć mało kto ją o to podejrzewał – byłaby na to gotowa.
Ale nie w tak trywialnej sprawie, jak próba zabicia jej za pomocą miotły.
- Jeżeli niczego nie mylę, to jeden ze starszych modeli, w szkole latał na niej Erik, zanim z niej wyrósł. Potem każdy używał jej w razie potrzeby. Jest możliwe, że ktoś zostawił ją na przykład w sadzie albo gdzieś na skraju Kniei, gdzie miałby do niej dostęp nie tylko ktoś z naszych gości… Ale muszę to wszystko sprawdzić, Fern – wyjaśniła Brenna już poważniej. Ustąpiła kuzynce, podpierając się o nią lekko, chociaż noga, przynajmniej na razie, nie protestowała. Choć poruszanie się w czarodziejskiej szynie nie należało do najłatwiejszych. – Czy to na pewno ta miotła, czy nikt nie ruszył innych, czy schowek wygląda na otwierany, czy ktoś na niej ostatnio latał i tak dalej – wyjaśniła. Ot… nawet po pracy była Brygadzistką. Podchodziła do całej sprawy bardzo metodycznie, gotowa sprawdzać swoje podejrzenia.
- Obawiam się, że siebie owszem, ciebie nie. Niestety, nie jestem mistrzem teleportacji łączonej, więc czeka nas spacer. Ewentualnie mogę posłać patronusa i poprosić, by ojciec po nas podskoczył.
Ostatecznie obie kobiety zdołały dotrzeć do posiadłości Longbottomów, gdzie i druga uzdrowicielka obejrzała Brennę, usunięto siniaki i spróbowano ją zmusić do przeleżenia paru godzin - co nie było łatwe, bo koniecznie chciała sprawdzać miotły...
Brenna na zaniepokojone spojrzenie Fernah tylko się uśmiechnęła. Coś nie tak z głową? Owszem, od urodzenia. A przynajmniej od momentu, w którym nauczyła się mówić. Był to fakt szeroko znany i często komentowany.
- Nie wiem tego na pewno, ale zamierzam się dowiedzieć – oświadczyła na pytanie Fernah. – Objawy wydają się na to wskazywać, ale na upartego mogły być też rezultatem połączenia uszkodzenia mechanicznego, którego nie zauważyłam i mojego braku umiejętności latania… Niestety miotłę musiałam zniszczyć, ale mogę sprawdzić schowek, inne miotły… Przepraszam, już milknę.
Brenna niejako z przyzwyczajenia już zaczynała planować dziesięć kroków do przodu. I to planowanie nie obejmowało w tej chwili wizyty w świętym Mungu.
- Było – roześmiała się i ledwo powstrzymała skrzywienie, bo trochę zabolały ją siniaki gdzieś na żebrach. Poza tym na szczęście nie kręciło się jej w głowie, a noga jakoś nie bolała. – Niestety, za zabicie kogoś musiałabym się sama aresztować. Wypełnianie wszystkich druczków w magicznych kajdankach byłoby naprawdę koszmarem. Nie, po prostu tę osobę dopadnę, skuję, a potem będę tak długo wyjaśniała, co zrobiła źle, że zacznie błagać o wycieczkę do Azkabanu, byleby nie słuchać już mojego głosu...
Och, Brenna – choć mało kto ją o to podejrzewał – byłaby na to gotowa.
Ale nie w tak trywialnej sprawie, jak próba zabicia jej za pomocą miotły.
- Jeżeli niczego nie mylę, to jeden ze starszych modeli, w szkole latał na niej Erik, zanim z niej wyrósł. Potem każdy używał jej w razie potrzeby. Jest możliwe, że ktoś zostawił ją na przykład w sadzie albo gdzieś na skraju Kniei, gdzie miałby do niej dostęp nie tylko ktoś z naszych gości… Ale muszę to wszystko sprawdzić, Fern – wyjaśniła Brenna już poważniej. Ustąpiła kuzynce, podpierając się o nią lekko, chociaż noga, przynajmniej na razie, nie protestowała. Choć poruszanie się w czarodziejskiej szynie nie należało do najłatwiejszych. – Czy to na pewno ta miotła, czy nikt nie ruszył innych, czy schowek wygląda na otwierany, czy ktoś na niej ostatnio latał i tak dalej – wyjaśniła. Ot… nawet po pracy była Brygadzistką. Podchodziła do całej sprawy bardzo metodycznie, gotowa sprawdzać swoje podejrzenia.
- Obawiam się, że siebie owszem, ciebie nie. Niestety, nie jestem mistrzem teleportacji łączonej, więc czeka nas spacer. Ewentualnie mogę posłać patronusa i poprosić, by ojciec po nas podskoczył.
Ostatecznie obie kobiety zdołały dotrzeć do posiadłości Longbottomów, gdzie i druga uzdrowicielka obejrzała Brennę, usunięto siniaki i spróbowano ją zmusić do przeleżenia paru godzin - co nie było łatwe, bo koniecznie chciała sprawdzać miotły...
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.