• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy

[08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
20.03.2025, 12:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2025, 00:50 przez Prudence Fenwick.)  

Twarz Prudence zaczęła pokrywać się czarnym popiołem. Zresztą nie tylko jej, wszyscy ludzie, którzy znajdowali się wokół zostali w ten sposób naznaczeni. Nie wyglądało to dobrze, tkwiła jednak w drzwiach kamienicy dłuższą chwilę, aż w końcu syknęła z bólu, gdy Necro ugryzł ją w palec. To spowodowało, że wróciła. Przynajmniej na moment wróciła do rzeczywistości. Wzięła głęboki oddech, jednak to nic nie dało, dym dusił ją w płuca. Musiała się ruszyć, tylko dokąd? Czy uda jej się bezpiecznie dotrzeć do Ministerstwa? Nie miała pojęcia. Zastanawiała się, czy Elias i rodzice są bezpieczni, może to tam powinna się najpierw kierować? Ojciec pewnie znajdował się w Mungu, matka o tej porze powinna być w domu, chociaż czy na pewno? Nie miała pojęcia, jaka zmiana wypadła jej w tym tygodniu. Brat? Cóż, mógł być wszędzie i nigdzie. Mogłaby znaleźć się w rodzinnym domu i nikogo tam nie zastać, to byłaby strata czasu i zupełnie niepotrzebny ruch. Decyzja zapadła poniekąd sama. Biuro wydawała się być odpowiedniejszym miejscem, na pewno jej tam potrzebowali, kiedy w Londynie zapanował chaos. Być może w ten sposób będzie mogła komuś pomóc, liczyła na to, że jej rodzina będzie bezpieczna, na pewno zrozumieją, dlaczego podjęła taką, a nie inną decyzję.

Poszła więc za pierwszą myślą, musiała znaleźć się w biurze. Zrobiła krok w przód, co wcale nie okazało się być jakimś wybitnym pomysłem. Ciężko było nie dać porwać się tłumowi, szczególnie, kiedy należało się do niezbyt wysokich osób. Była drobna, wpakowanie się w spanikowanych ludzi nie było najlepszym co mogła zrobić - dotarło to do niej niestety już po tym, kiedy podjęła tę deczyję. Musiała się poddać, pozwolić się popychać i przepychać, wciągnęli ją niczym rzeka o bardzo silnym nurcie.

Najważniejsze było to, aby się nie potknęła. Nie wątpiła w to, że mogliby ją stratować. Byli za bardzo przejęci tym, co się działo. Nie martwili się nikim poza sobą. Czy powinna się im dziwić? No nie do końca, każdy chciał przetrwać. Każdy chciał upewnić się, że jego najbliżsi byli bezpieczni.

Poczuła uderzenie pod żebrami, ktoś wepchnął w nie swój łokieć. Bletchley nie znosiła tłumów, nie odnajdywała się w takich sytuacjach, niewiele brakowało, żeby faktycznie zaczęła panikować. Musiała coś zrobić, bo wiedziała, że nie skończy się to dla niej dobrze. Ogień wydawał się trawić wszystko wokół. Nie miała pojęcia, jak to było możliwe, że płonęło całe miasto. To było przerażające.

Wokół było bardzo głośno, z każdej strony dochodziły piski, krzyki, odgłos pękających szyb. Nie zapowiadało się na to, że skończy się to szybko. Nie widziała nikogo, kto próbowałby zapanować nad sytuacją. Musiała się wydostać z tego tłumu, co miało kosztować ją sporo sił. Zaczęła prześlizgiwać się w wolną przestrzeń między ludźmi, było to jedyne wyjście, nie mogła się zatrzymać, bo byłoby po niej. W końcu udało jej się znaleźć na tyle miejsca, że zdołała się jakimś cudem wymknąć.

Oparła się o ścianę jednej z kamienic, musiała odetchnąć, uspokoić nerwy. Doprowadzić się do porządku i znaleźć inne wyjście, plan. Potrzebowała planu. Nim jednak zaczęła to robić znowu wbiła wzrok w płomienie, które trawiły budynek znajdujący się na przeciwko niej. Odruchowo zaczęła liczyć piętra kamienicy próbując ustalić ile osób było w środku. Po co to robiła? Nie miała pojęcia. Mimo wszystko wydawała się dzięki temu oddychać spokojniej, chociaż nadal wciągając w płuca sadzę, co powodowało, że to oddychanie wcale nie przynosiło jej ulgi.

Odkaszlnęła. Obawiała się, że może się udusić, chociaż czy powinna się tym przejmować? Znajdowali się na świeżym powietrzu, to zawsze dawało większe szanse na przetrwanie niżeli zakmnięcie w mieszkaniu, które aktualnie mogło okazać się więzieniem.

Jak wielu ludzi zginie dzisiejszej nocy? Czy powinna o tym myśleć, czy skupiać się na tym, by jak najwięcej osób uratować? Tylko, czy właściwie ona powinna ich ratować? Ona zajmowała się trupami, nie żywymi, nie bez powodu. Już raz zawiodła, ile osób zawiedzie tej nocy?

Odpływała coraz dalej, coraz bardziej. Przytłaczało ją to, co działo się wokół niej. Nie mogła wyrwać się z tych myśli, które zaczęły do niej napływać. Pożar Londynu we wrześniu 1666 roku trwał kilka dni, czy tym razem również będzie się to tyle ciągnąć? Nie obejmował on jednak wszystkich dzielnic, ten tutaj? Nie miała pojęcia, jaki był wielki, ale w oddali było widać jasną łunę, musiał trawić naprawdę duży obszar. Wtedy jednak zabudowa była drewniana, aktualnie nie było, aż tak wielu budynków składających się tylko z drewna, co mogło powodować wolniejsze rozprzestrzenianie się ognia, tylko czy na pewno? W końcu już widziała z każdej strony płomienie. Ta hipoteza chyba nie miała większego sensu.

Czy mogli jeszcze cokolwiek ocalić, czy to miasto miało zostać doszczętnie spalone? Nie wiedziała, ciężko było jej znaleźć odpowiedzi na wszystkie nurtujące ją pytania.

Jedna z górnych szyb kamienicy, o którą się opierała nagle pękła, odłamki posypały się z nieba, ten dźwięk spowodował, że wróciła do rzeczywistości, tyle że nadal nie do końca wiedział, jak powinna się w niej odnaleźć.


// zawada choroba Milforda, WoS - 4


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6606), Prudence Fenwick (7437)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 19.03.2025, 15:24
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 20.03.2025, 03:54
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 20.03.2025, 12:04
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 20.03.2025, 23:15
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 21.03.2025, 00:45
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 21.03.2025, 17:16
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 21.03.2025, 23:13
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.03.2025, 16:13
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.03.2025, 00:33
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 26.03.2025, 17:55
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 26.03.2025, 22:00
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 28.03.2025, 13:48
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 29.03.2025, 00:49

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa