20.03.2025, 21:15 ✶
– Kurwa Liszek serio? Ale serio? – prychnęła i opadła na swoje miejsce, przy ich stoliku, a śliczne złote oczka przetoczyły się tradycyjnie wewnątrz jej czaszki, chociaż obecnie znajdowały się w okowach makijażu, który czynił je jeszcze większymi. Wbijającymi się w pamięć.
– Mogłeś chociaż nominalnie udawać, że mnie nie poznajesz. No-mi-nal-nie! To z pewnością uczyniłoby mój obecny stan bardziej znośnym. – Owszem, odruchowo chciała usiąść przy stoliku w sposób, który pozwoliłby jej coś zrobić z nogami. Normalnie jedno kolano powędrowałoby do góry, a stopa wsparłaby się o krzesło tuż przy biodrze, ale obecny stan skutecznie jej to uniemożliwił. Pokręciła się więc trochę na krześle, sarkając wściekle. Kolano w końcu uderzyło jej o blat boleśnie, kiedy próbowała założyć noga na nogę i w końcu oparła się z dramatycznym kurwa na ustach i odchyleniem na oparciu.
– Miles krzesło, zero - jeden. – burknęła i sięgnęła po kubek, by znad niego rzucić kontrolne spojrzenie Basiliusowi. Jak była cicho, to nawet można było się pomylić, że jest dorosłą osobą.
– No więc tak. Testowo zaczęłam nową pracę, a co u Ciebie? – spróbowała, w końcu tyle mieli ostatnio do omówienia, że zwątpiła, czy przyjaciel w ogóle wie o propozycji, którą dostała i nad którą się zastanawiała. – Nie to, że straciłam pracę tam, gdzie no wiesz, normalnie pracuje. Ale ps.. no mój lekarz dalej się nie zgadza, żebym wróciła, więc znalazłam sobie inne zajęcie. – Z zajęć pracowała też nad stropem, ale tego nie mogła mu powiedzieć, bo było to w miejscu, do którego jeszcze nie mógł wchodzić. Przygryzła wargę, przypatrując się lekarzowi w zastanowieniu. Oczywiście rekrutacja nie dotyczyła pierwszej linii, ale i tak, w aurze tego całego umierania i tego co się działo na Beltane. Powinna z nim pogadać o tym, powinna z nim pogadać o tysiącu różnych rzeczy, w których na pewno nie znalazłoby się miejsca na to, dlaczego od tygodnia chodziła struta i wybuchła totalnie bez powodu na niego przy śniadaniu. Powinna.
– Znalazłeś sobie już chłopaka? Albo, chociaż masz kogoś na oku? Mogę Ci pomóc, wiesz zrobić obczajkę.
– Mogłeś chociaż nominalnie udawać, że mnie nie poznajesz. No-mi-nal-nie! To z pewnością uczyniłoby mój obecny stan bardziej znośnym. – Owszem, odruchowo chciała usiąść przy stoliku w sposób, który pozwoliłby jej coś zrobić z nogami. Normalnie jedno kolano powędrowałoby do góry, a stopa wsparłaby się o krzesło tuż przy biodrze, ale obecny stan skutecznie jej to uniemożliwił. Pokręciła się więc trochę na krześle, sarkając wściekle. Kolano w końcu uderzyło jej o blat boleśnie, kiedy próbowała założyć noga na nogę i w końcu oparła się z dramatycznym kurwa na ustach i odchyleniem na oparciu.
– Miles krzesło, zero - jeden. – burknęła i sięgnęła po kubek, by znad niego rzucić kontrolne spojrzenie Basiliusowi. Jak była cicho, to nawet można było się pomylić, że jest dorosłą osobą.
– No więc tak. Testowo zaczęłam nową pracę, a co u Ciebie? – spróbowała, w końcu tyle mieli ostatnio do omówienia, że zwątpiła, czy przyjaciel w ogóle wie o propozycji, którą dostała i nad którą się zastanawiała. – Nie to, że straciłam pracę tam, gdzie no wiesz, normalnie pracuje. Ale ps.. no mój lekarz dalej się nie zgadza, żebym wróciła, więc znalazłam sobie inne zajęcie. – Z zajęć pracowała też nad stropem, ale tego nie mogła mu powiedzieć, bo było to w miejscu, do którego jeszcze nie mógł wchodzić. Przygryzła wargę, przypatrując się lekarzowi w zastanowieniu. Oczywiście rekrutacja nie dotyczyła pierwszej linii, ale i tak, w aurze tego całego umierania i tego co się działo na Beltane. Powinna z nim pogadać o tym, powinna z nim pogadać o tysiącu różnych rzeczy, w których na pewno nie znalazłoby się miejsca na to, dlaczego od tygodnia chodziła struta i wybuchła totalnie bez powodu na niego przy śniadaniu. Powinna.
– Znalazłeś sobie już chłopaka? Albo, chociaż masz kogoś na oku? Mogę Ci pomóc, wiesz zrobić obczajkę.