21.03.2025, 10:03 ✶
Bezpieczeństwo Tristana było dla Olivii priorytetem, lecz nie było ważniejsze niż bezpieczeństwo jej rodziny. Traktowała ich na równi, jego oraz rodziców - dla niej Ward był już rodziną, oddałaby za niego życie tak samo jak za swoją matkę czy ojca. Gdy upewniła się, że wszyscy byli bezpieczni, mogła myśleć o innych, których nie znała lub znała z widzenia. Sąsiedzi, przyjaciele... Dobrze, że Aveliny nie było w Londynie, miałaby kolejny powód do zmartwień.
- Przetransportuję je - powiedziała krótko, osłaniając oczy. Olivia odkaszlnęła raz i drugi, starając się pozbyć nieprzyjemnego posmaku z ust. - Na pewno dam, zrobię co w mojej mocy, zaraz też pojawi się pewnie więcej osób od ciebie z departamentu. Brenna... powiedz mi: co tu się tak właściwie dzieje?
Olivia miała swoje podejrzenia, ale nie chciała opierać swoich działań na przypuszczeniach. Nie widziała nikogo w masce czy czarnych szatach, ale skala pożaru i jego charakterystyka, a na dodatek ten popiół - wszystko to sprawiało, że miała coraz mniej wątpliwości w kwestii tego, kto stoi za pożarem.
Posłała Longbottom dziwne spojrzenie. Widziała, że ta próbuje być w wielu miejscach naraz, ale przecież tak się nie dało. Nie wiedziała co robić? Po raz pierwszy w życiu Olivia czuła, że teraz to ona musi nią potrząsnąć. Podeszła do kaszlącej koleżanki, żeby złapać ją za ramiona i wbić w nie palce. Minę miała poważną, niezwykle zdeterminowaną - tak jakby ten cały pożar sprawił, że chaos w jej głowie nagle się uporządkował.
- Johnsonowie dadzą radę, mają tam wsparcie Brygady. Ty idź szukać osób, do których nikt nie dał rady jeszcze dotrzeć. Brenna... Uważaj na siebie, dobrze? - niby nie powinna tego mówić, niby to Longbottom powinna mówić to jej, ale czuła że musi to powiedzieć. Posłała jej uśmiech, chociaż nieco sztywny i zestresowany, a potem ruszyła w kierunku kobiety.
Gdyby jednak to wszystko było takie proste... Gdy Olivia szła w kierunku płaczącej, żeby jej pomóc - jakkolwiek - to dostrzegła, że ktoś o męskiej sylwetce wbiega do płonącego budynku, do którego się kierowała. Olivia zaklęła głośno, przyspieszając.
- Brenna! - krzyknęła tylko, bo przy kobiecie nie było nikogo innego, a mężczyzna już wbiegał do środka, prosto w płomienie. A Olivia... Olivii chyba odbiło. Patrząc na to, co robiła: chyba chciała wbiec za nim.
Postać ma zawadę Porywczy: najpierw działa, potem myśli. Kieruje się w kierunku wejścia do płonącego budynku, żeby uratować mężczyznę, który tam wbiegł.
- Przetransportuję je - powiedziała krótko, osłaniając oczy. Olivia odkaszlnęła raz i drugi, starając się pozbyć nieprzyjemnego posmaku z ust. - Na pewno dam, zrobię co w mojej mocy, zaraz też pojawi się pewnie więcej osób od ciebie z departamentu. Brenna... powiedz mi: co tu się tak właściwie dzieje?
Olivia miała swoje podejrzenia, ale nie chciała opierać swoich działań na przypuszczeniach. Nie widziała nikogo w masce czy czarnych szatach, ale skala pożaru i jego charakterystyka, a na dodatek ten popiół - wszystko to sprawiało, że miała coraz mniej wątpliwości w kwestii tego, kto stoi za pożarem.
Posłała Longbottom dziwne spojrzenie. Widziała, że ta próbuje być w wielu miejscach naraz, ale przecież tak się nie dało. Nie wiedziała co robić? Po raz pierwszy w życiu Olivia czuła, że teraz to ona musi nią potrząsnąć. Podeszła do kaszlącej koleżanki, żeby złapać ją za ramiona i wbić w nie palce. Minę miała poważną, niezwykle zdeterminowaną - tak jakby ten cały pożar sprawił, że chaos w jej głowie nagle się uporządkował.
- Johnsonowie dadzą radę, mają tam wsparcie Brygady. Ty idź szukać osób, do których nikt nie dał rady jeszcze dotrzeć. Brenna... Uważaj na siebie, dobrze? - niby nie powinna tego mówić, niby to Longbottom powinna mówić to jej, ale czuła że musi to powiedzieć. Posłała jej uśmiech, chociaż nieco sztywny i zestresowany, a potem ruszyła w kierunku kobiety.
Gdyby jednak to wszystko było takie proste... Gdy Olivia szła w kierunku płaczącej, żeby jej pomóc - jakkolwiek - to dostrzegła, że ktoś o męskiej sylwetce wbiega do płonącego budynku, do którego się kierowała. Olivia zaklęła głośno, przyspieszając.
- Brenna! - krzyknęła tylko, bo przy kobiecie nie było nikogo innego, a mężczyzna już wbiegał do środka, prosto w płomienie. A Olivia... Olivii chyba odbiło. Patrząc na to, co robiła: chyba chciała wbiec za nim.
Postać ma zawadę Porywczy: najpierw działa, potem myśli. Kieruje się w kierunku wejścia do płonącego budynku, żeby uratować mężczyznę, który tam wbiegł.