21.03.2025, 10:28 ✶
- Nie pojawią się - powiedziała Brenna cicho, z wyrazem twarzy trudnym do określenia, może po części przez sadzę, która pokrywała skórę. - Płonie cały Londyn.
Popiół sypał się na Westminster, kiedy wpadała do Ministerstwa Magii, i Brenna zakładała, że problemy są w całym mieście - chociaż najgorsze tutaj, w magicznych dzielnicach. O tym, że ogień sięgał jeszcze dalej, nie miała pojęcia, ale wiedziała, że oddziały Ministerstwa już skierowano wszędzie, gdzie się dało, i że raczej nie ma co liczyć na wielkie posiłki - bo zostawali ranni, podduszeni, i raczej ich ubywało niż przybywało.
- Sądzę, że Voldemort wykorzystał moc zdobytą podczas Beltane. Ale tak naprawdę... nie wiem - mruknęła. To było trochę jej pobożne życzenie: że wykorzystał to, co wyniósł z Limbo, że normalnie n i e mógłby ot tak zalać ogniem całego miasta. Bo jeżeli dysponował takimi zdolnościami ot tak, na życzenie, to faktycznie już przegrali. Nie, nie zamierzała po prostu się poddać, nie było cholernej mowy, żeby padła na kolana, ale musiała trzymać się nadziei, że to jednorazowa akcja, a nie coś, co czarnoksiężnik mógł zrobić na pstryknięcie palców.
Przygryzła wargę, na słowa Olivii, ale kiwnęła głową. Johnsonowie sobie poradzą, w sąsiednim budynku byli brygadziści, a tutaj każdy potrzebował pomocy.
- Sprawdzę, skąd ten dym - rzuciła, gdy skończyła obwiązywać chusteczkę wokół twarzy, a jej ubranie, zwłaszcza marynarka, było nasączone już wodą. Miała przy sobie eliksiry, ale nie zamierzała ich niepotrzebnie marnować.
A dymu obok nich było dużo. Jakby więcej niż gdziekolwiek indziej.
Brenna jeszcze nie pomyślała, że ją ścigał – zakładała, że coś w pobliżu, czego przez opary popiołu i sadzy nie dostrzegła, też bardzo płonęło. I dlatego odwróciła się, z zamiarem znalezienia tego miejsca, kiedy…
Na okrzyk Olivii, odwróciła się błyskawicznie, w samą porę, aby zobaczyć, jak Quirke biegnie prosto ku płonącej kamienicy.
- Liv!!! – krzyknęła Brenna, i rzecz oczywista, niewiele myśląc, po prostu rzuciła się biegiem za nią: próbując ją złapać, albo jeśli by nie zdążyła… wbiec do środka za nią.
AF, próbuję dogonić i złapać za rękę Olivię. Jeśli nie dam rady, po prostu biegnę do środka za niąXD
Postać ma zawadę kompleks bohatera, więc widząc, jak Olivia biegnie do płonącego budynku, próbuje albo ją złapać, ale jeśli nie zdąży - wbiegnie po prostu do środka za nią, bo chuj, że płonie, nie zostawi Olivii... Po opisie Olivii, która woła gdy mężczyzna już wbiegł do środka, zakładam, że Bren nie zobaczyła samego mężczyzny póki co + jest oblana wodą z poprzedniego posta.
Popiół sypał się na Westminster, kiedy wpadała do Ministerstwa Magii, i Brenna zakładała, że problemy są w całym mieście - chociaż najgorsze tutaj, w magicznych dzielnicach. O tym, że ogień sięgał jeszcze dalej, nie miała pojęcia, ale wiedziała, że oddziały Ministerstwa już skierowano wszędzie, gdzie się dało, i że raczej nie ma co liczyć na wielkie posiłki - bo zostawali ranni, podduszeni, i raczej ich ubywało niż przybywało.
- Sądzę, że Voldemort wykorzystał moc zdobytą podczas Beltane. Ale tak naprawdę... nie wiem - mruknęła. To było trochę jej pobożne życzenie: że wykorzystał to, co wyniósł z Limbo, że normalnie n i e mógłby ot tak zalać ogniem całego miasta. Bo jeżeli dysponował takimi zdolnościami ot tak, na życzenie, to faktycznie już przegrali. Nie, nie zamierzała po prostu się poddać, nie było cholernej mowy, żeby padła na kolana, ale musiała trzymać się nadziei, że to jednorazowa akcja, a nie coś, co czarnoksiężnik mógł zrobić na pstryknięcie palców.
Przygryzła wargę, na słowa Olivii, ale kiwnęła głową. Johnsonowie sobie poradzą, w sąsiednim budynku byli brygadziści, a tutaj każdy potrzebował pomocy.
- Sprawdzę, skąd ten dym - rzuciła, gdy skończyła obwiązywać chusteczkę wokół twarzy, a jej ubranie, zwłaszcza marynarka, było nasączone już wodą. Miała przy sobie eliksiry, ale nie zamierzała ich niepotrzebnie marnować.
A dymu obok nich było dużo. Jakby więcej niż gdziekolwiek indziej.
Brenna jeszcze nie pomyślała, że ją ścigał – zakładała, że coś w pobliżu, czego przez opary popiołu i sadzy nie dostrzegła, też bardzo płonęło. I dlatego odwróciła się, z zamiarem znalezienia tego miejsca, kiedy…
Na okrzyk Olivii, odwróciła się błyskawicznie, w samą porę, aby zobaczyć, jak Quirke biegnie prosto ku płonącej kamienicy.
- Liv!!! – krzyknęła Brenna, i rzecz oczywista, niewiele myśląc, po prostu rzuciła się biegiem za nią: próbując ją złapać, albo jeśli by nie zdążyła… wbiec do środka za nią.
AF, próbuję dogonić i złapać za rękę Olivię. Jeśli nie dam rady, po prostu biegnę do środka za niąXD
Rzut PO 1d100 - 37
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Postać ma zawadę kompleks bohatera, więc widząc, jak Olivia biegnie do płonącego budynku, próbuje albo ją złapać, ale jeśli nie zdąży - wbiegnie po prostu do środka za nią, bo chuj, że płonie, nie zostawi Olivii... Po opisie Olivii, która woła gdy mężczyzna już wbiegł do środka, zakładam, że Bren nie zobaczyła samego mężczyzny póki co + jest oblana wodą z poprzedniego posta.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.